Bierzmy się do mierzenia

February 13th, 2002

Wyrok katowickiego sądu, który przyznał najemcom prawo do zwrotu nadpłaconego czynszu za nie istniejące metry, za cały okres najmu, nie ucieszył zarządców spółdzielni, budynków komunalnych i prywatnych. Stanęli przed widmem ogromnych wydatków.
Zawyżanie metrażu było dość powszechnie stosowaną praktyką w czasach PRL-u. Z roku na rok trzeba było oddawać najpierw więcej mieszkań, potem izb, następnie metrów. Doliczenie do każdego lokum kilku metrów nie było traktowane jako coś złego, a mogło oznaczać ,być albo nie być” premii. Z kolei budynki powstałe przed wojną mają niekompletne dokumentacje techniczne. Różnice pomiędzy tym, co na papierze, a tym, co w rzeczywistości, także mogą być spore.
Ofiarą złej dokumentacji padł m.in. Zygmunt Szeloch z Bytomia. Pomiary jego mieszkania, dokonane przez administratora, Zakład Budynków Miejskich sp. z o.o., wykazały, że jest o 3 m kw. mniejsze, niż wynikałoby z dokumentów. To oznacza, że za ciepło i czynsz nadpłacał co miesiąc kilkanaście zł. Opłaty urealniono. Niesłusznie zapłacone kwoty zwrócono, ale tylko za 3 lata wstecz.

- Zdarzają się przypadki, że lokatorzy kwestionują zapisaną w umowie powierzchnię. Na ich życzenie dokonujemy ponownych pomiarów. Jeśli mają rację, następuje zwrot pieniędzy. Nie zawsze ich przypuszczenia są zgodne z prawdą. Chodzi m.in. o zabudowane wnęki – mówi Jacek Żabiński z Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej w Bielsku-Białej.

Podobne korekty dokonywane są w spółdzielniach mieszkaniowych.
- Kiedyś przydziały były wypisywane na podstawie dokumentacji technicznej, a nie dokładnych pomiarów. Stąd pomyłki. Wynoszą one przeciętnie 1-2 m, ale w obie strony. Mam nadzieję, że jeśli takie sprawy trafią do sądu, wyroki oparte będą na trzyletnim terminie przedawnienia. W przeciwnym wypadku mogłoby to oznaczać duże i nieprzewidziane wydatki dla spółdzielni – wyjaśnia Lucjan Palicki, prezes Chorzowskiej Spółdzielni Mieszkaniowej. – My oczywiście dokonujemy korekt w uzasadnionych przypadkach. Pamiętać należy, że ten kij ma dwa końce. Nie tylko lokator ma prawo upominać się o pieniądze.

Jako pierwszy w 1995 roku o swoje upomniał się lokator z budynku administrowanego po upadku Częstochowskiego Przedsiębiorstwa Budownictwa Przemysłowego przez ,Przemysłówkę” S.A. Zgłosił niezgodność rzeczywistego metrażu z tym w umowie najmu. Różnica wynosiła 1,77 m kw. Domagał się 9 tys. zł nadpłaconego przez lata czynszu i opłat za c.o. Komisja doliczyła do każdej ze ścian po 2 cm tynku. Ustalono, że… mieszkanie jest większe niż zapisano w umowie i że to lokator powinien dopłacić. Częstochowianin oddał sprawę do sądu i wygrał. Wyrok zobowiązał spółdzielnię do zwrotu 433 zł.

Tymczasem zgodnie z rozporządzeniem Rady Ministrów z 1987 roku pomieszczenia należy mierzyć od ściany do ściany, nie doliczając 2 cm tynku. Zanim RM wydała wspomniane rozporządzenie – grubość tynku dodawano. Formalnie wszyscy właściciele i administratorzy budynków powinni dokonać korekt. Różnice w porównaniu z przepisami sprzed rozporządzenia są minimalne.

Więcej problemów sprawiły administratorom loggie. Kilka lat temu połowę ich powierzchni wliczano do mieszkania. Lokatorzy płacili za ogrzanie, mimo że był to zwykły balkon bez stałej ścianki zewnętrznej. Przepisy się zmieniły. Loggie już nie są traktowane jako część powierzchni lokalu.

Jednostkowe kwoty o jakie mogą upominać się lokatorzy są niewielkie. W skali spółdzielni czy administracji budynków w mieście urastają do gigantycznych rozmiarów. Tym bardziej, że te nie mają szans na odzyskanie – od zakładów dostarczających ciepło – pieniędzy, które same zmuszone są oddać lokatorom. Pieniądze na zwroty zostałyby wzięte ze wspólnej puli, czyli zapłaciliby za nie wszyscy.

- No cóż, na miejscu lokatora po prostu zmierzyłabym mieszkanie i w przypadku wystąpienia różnicy na moją niekorzyść, wystąpiłabym o zwrot nadpłaty – mówi Anna Ulfik, prezes Czeladzkiej Spółdzielni Mieszkaniowej ,Saturn”. – Jednak przy natłoku tych spraw spółdzielnie nie będą w stanie sprostać takim oczekiwaniom. Mam nadzieję, że wyrok katowickiego sądu będzie incydentalny.

Autor artykułu: ALDONA MINORCZYK-CICHY

Parkowe podchody

February 13th, 2002

Scenariusz znamy od lat. Walczymy o pieniądze i odnosimy sukces. Tym razem jednak może nie być happy endu. Zdesperowani posłowie województwa śląskiego chcą zaproponować ministrowi finansów, aby w tegorocznym budżecie ograniczył środki na restrukturyzację górnictwa o 10 milionów złotych i przekazał te pieniądze na rzecz Wojewódzkiego Parku Kultury i Wypoczynku w Chorzowie. To ostatnia deska ratunku. Wicepremier Marek Belka stanowczo twierdzi, że chorzowski park nie może liczyć na dofinansowanie.

- To tak, jakby zapytać małe dziecko kogo kocha bardziej: mamusię czy tatusia – mówi Wiesław Jędrusik, członek sejmowej komisji Finansów Publicznych. – W żadnym wypadku nie chcielibyśmy pozbawiać środków górnictwa, ale z drugiej strony, nie widać żadnego innego racjonalnego wyjścia.

Regionalne lobby od początku stało na straconej pozycji. W komisji Finansów Publicznych wśród 40 posłów mamy ledwie dwóch przedstawicieli.

- Gdzie te czasy, kiedy szefem tej komisji był Mirosław Sekuła z Zabrza – komentuje jeden z posłów Platformy Obywatelskiej.

Chorzowska posłanka Maria Nowak (PiS) w piśmie skierowanym do Marka Belki podkreśliła, że brak dotacji oznacza nie tylko likwidację parku, ale też ok. tysiąca miejsc pracy. Minister Belka, w odpowiedzi przesłanej na ręce wicemarszałka Sejmu Donalda Tuska, napisał, że WPKiW jako przedsiębiorstwo państwowe użyteczności publicznej winno zostać skomunalizowane do roku 1993. Dodał też, że obecnie istnieje możliwość przekazania mienia samorządowi województwa na podstawie decyzji administracyjnej wojewody. Jednak w dalszej części odpowiedzi tłumaczy, że działalność parku jest zadaniem samorządów lokalnych i w związku z reformą samorządową powinna być przez te samorządy finansowana.

Jutro wieczorem ma odbyć się spotkanie ostatniej szansy. Wówczas mają zapaść wspólne decyzje wszystkich posłów województwa śląskiego.

Komisja Finansów Publicznych raz już odrzuciła poprawkę dotyczącą WPKiW. Reprezentujący nasz region Wiesław Jędrusik i Wacław Martyniuk wywodzą się z koalicji rządzącej. Przedstawiciele opozycji nie chcą uczestniczyć w jej pracach, bo jest tam po prostu zbyt wiele obowiązków. Każdy woli komisje, w których jest mniej pracy, a w perspektywie także wyjazdy zagraniczne.

Wojewoda, trochę rzutem na taśmę, wysyła właśnie do posłów informację o sytuacji WPKiW.

Posłowie SLD z naszego regionu kolędują natomiast po pokojach poselskich i proszą o wsparcie w decydującym głosowaniu.
Tymczasem dyrekcja śląskiego ZOO, w trosce o zwierzęta, już dzisiaj – na wszelki wypadek – dzwoni do zaprzyjaźnionych ogrodów zoologicznych i szuka miejsca dla swoich podopiecznych.

Autor artykułu: (wit, BF)

Odwołajcie dyrektora!

February 13th, 2002

Prezes Urzędu Nadzoru Ubezpieczeń Zdrowotnych po raz kolejny zaapelował do rady Śląskiej Regionalnej Kasy Chorych, aby odwołała Andrzeja Sośnierza z funkcji dyrektora. Tym razem zarzuca mu, że bezprawnie nagradzał dodatkowymi środkami finansowymi tych świadczeniodawców, którzy są podłączeni do systemu START i codziennie przesyłają Kasie raporty o wykonanych usługach medycznych.

- Zarzuty UNUZ-u są bezpodstawne. Będziemy wnioskować o ponowne rozpatrzenie tej sprawy, a jeśli prezes Michał Żemojda podtrzyma swoje dotychczasowe stanowisko, zaskarżymy je do Naczelnego Sądu Administracyjnego – poinformowano ,DZ” w biurze prasowym ŚRKCh.

Autor artykułu: (mam)

Zabiłem żonę

February 12th, 2002

Tragedia rozegrała się wczoraj przed południem w jednym z dziesięciopiętrowych wieżowców przy ulicy Wapienickiej w Bielsku-Białej. Z relacji bielskich policjantów wynika, że około 10.30 oficer dyżurny odebrał telefon od mężczyzny, który powiedział, że zabił swoją żonę. Następnie odłożył słuchawkę.

Kilkanaście minut później zadzwoniło bielskie pogotowie, które poinformowało, że kobieta zmarła. Podobno ekipa reanimacyjna miała problemy z dostaniem się do mieszkania, bo mężczyzna, mimo że dobrowolnie poinformował policję o zdarzeniu, później zabarykadował się i nie chciał nikogo wpuścić.

Dramat zaczął się na korytarzu. Młoda kobieta została podwieziona przez znajomego pod blok. Wiadomo, że razem wjechali na szóste piętro. W pierwszej wersji była mowa, że na korytarzu zaczaił się na nią mąż z nożem. W innej, że kobieta zdążyła wejść do domu, a dopiero potem mąż wybiegł za nią z mieszkania. Na korytarzu zadał jej kilka ciosów. Szarpanina, której być może przez jakiś czas przyglądali się sąsiedzi i mężczyzna, który przywiózł kobietę, bardzo szybko przeniosła się do domu. Mąż wciągnął żonę do środka, a na balkonie uderzał jej głową o metalową poręcz i zbrojoną szybę barierki balkonu. Lekarz pogotowia, który przybył na miejsce, stwierdził zgon kobiety. Podał, że przyczyną śmierci jest uraz czaszki. Z kolei lekarz medycyny sądowej, który także oglądał ciało, powiedział, że na temat przyczyny zgonu będzie się mógł wypowiedzieć dopiero po sekcji zwłok. Policjanci zabezpieczyli zakrwawiony nóż, który leżał na chodniku przed blokiem. Motyw zbrodni nie jest na razie znany. Wiadomo tylko, że do zbrodni doszło na tle nieporozumień rodzinnych. Nieoficjalnie mówi się, że przyczyną, dla której 21-letni mężczyzna targnął się na życie o rok młodszej żony, była zdrada.

- Zakrwawiony mężczyzna został przewieziony do bielskiej komendy. Policjanci odstąpili od przesłuchania, gdyż zatrzymany był w szoku. Noc spędzi w komendzie policji, dzisiaj ma zostać doprowadzony do prokuratora, który rozpocznie śledztwo w tej sprawie – powiedziała nam wczoraj Urszula Szatkowska, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Bielsku.

Wczoraj przed blokiem przez długi czas krążyła duża grupa gapiów. Ludzie wyglądali także z okien i balkonów. Mieszkańcy domu nie potrafili uwierzyć w to, co się stało. Mówili, że mieszkające na szóstym piętrze małżeństwo uchodziło za wzorowe.

- Młodzi nigdy się nie kłócili, pracowali i studiowali. Ale nigdy nie wiadomo, co człowieka najdzie w danej chwili – powiedziała starsza pani.

Kobieta osierociła dwuletnie dziecko.

Autor artykułu: TOMASZ WOLFF

Wizerunki i portrety

February 12th, 2002

Rysunki Pawła Warchoła nadal można oglądać w Galerii Sztuki Regionalnego Ośrodka Kultury przy ul. 1 Maja. Wystawa zatytułowana jest ?Warchoły?. Autor prac urodził się w Krakowie, liceum plastyczne ukończył w Wiśniczu Nowym, a następnie katowicki wydział krakowskiej ASP. Uczestniczył w wielu wystawach ogólnopolskich i zagranicznych, pokazywał prace na ponad 40 ekspozycjach indywidualnych. Uprawia rysunek, malarstwo, plakat i grafikę projektową. Na bielskiej wystawie można oglądać twarze, portrety i wizerunki, m.in. ?Ojca?, ?Wujaszka Staszka?, ?Wujka Kazka? oraz autoportrety. Warchoł jest zdobywcą Głównej Nagrody na trzecim triennale autoportretu w Radomiu w 2000 roku oraz ubiegłorocznej katowickiej nagrody Praca Roku.

Autor artykułu: (net)

Będzie diesel

February 12th, 2002

W specjalnej strefie ekonomicznej, na terenach bielskiego Fiata Auto Poland, od ubiegłego roku prowadzona jest ogromna inwestycja. Wydzielona spółka F.A. Powertrain Polska, w której 50 proc. ma Fiat, a połowę General Motors, buduje ogromną halę, gdzie od przyszłego roku produkowane będą silniki wysokoprężne z bezpośrednim wtryskiem, tzw. małe diesle. W czwartek po raz pierwszy zademonstrowano dziennikarzom postępy prac.

Hala o powierzchni 40 tys. metrów kwadratowych jest już niemal gotowa. Wymaga jedynie ostatnich prac kosmetycznych. Właśnie dotarły pierwsze maszyny i urządzenia do produkcji nowego silnika. Rozpoczął się montaż linii produkcyjnych. Pełną moc mają osiągnąć w ciągu trzech lat. Z taśmy zjeżdżać będzie wówczas ponad 2 tys. diesli dziennie. Rocznie ma ich być 500 tys. Montowane będą w ponad 20 typach samochodów wytwarzanych przez Fiata i General Motors.

W ubiegłym roku budowa pochłonęła 200 mln zł, w tym przeznaczonych na nią zostanie 800 mln zł. Łączny koszt przedsięwzięcia sięgnie 300 mln euro.

? Dzięki inwestycji, pracy nie straci ponad 1000 osób zatrudnionych przy zanikającej produkcji skrzyń biegów i silników do kilku fiatowskich samochodów ? zapewniał w czwartek Czesław Świstak, prezes zarządu spółki. ? 85 procent z nich zatrudnionych będzie w bezpośredniej produkcji. Odejdą tylko ci, którzy osiągnęli wiek emerytalny lub nie będą w stanie przystosować się do nowych wymogów. Technologie są bowiem bardzo zaawansowane. By poznać ich tajniki, pracownicy już dziś biorą udział w specjalistycznych szkoleniach.

Na razie nie wyliczono kosztów i ceny silnika. Tajemnicą owiana jest jego charakterystyka. Specjaliści spodziewają się jednak, że produkowany będzie przynajmniej przez 20 lat. Zapotrzebowanie na małe diesle jest bowiem na świecie coraz większe. Podczas gdy dwa lata temu montowano je w zachodniej Europie w 1,5 proc. samochodów, w tym już w 7 proc. We Francji i Holandii po łowę wozów sprzedaje się z dieslami, a w Luksemburgu aż 90 proc.

Autor artykułu: WANDA THEN

Początek współpracy

February 11th, 2002

Akademia Techniczno-Humanistyczna w Bielsku-Białej gościła delegację z Kijowa. Piotr Tałańczuk, prezes Akademii Inżynieryjnych Nauk Ukrainy wręczył dyplomy członkom zwyczajnym Akademii Nauk Inżynieryjnych w Polsce, Markowi Trombskiemu i Józefowi Wojnarowskiemu. Współpraca będzie rozwijać się dwutorowo. Z jednej strony poprzez towarzystwo, z drugiej na poziomie akademickim. Dotyczyć będzie wzajemnej wymiany kadry naukowej pomiędzy uczelniami. Planuje się, że studenci z Polski będą mogli odbywać praktyki na Ukrainie, a młodzież z Ukrainy będzie przyjeżdżała do Polski.

Autor artykułu: (roj)

Zabawa w modelki

February 11th, 2002

Kandydatki do tytułu Mała Miss Śląska chcą w przyszłości być weterynarzem, takie najczęściej składały deklaracje podczas niedzielnych półfinałów w katowickim Pałacu Młodzieży.

Konkurs Mała Miss Śląska organizowany jest w Katowicach po raz pierwszy, ale spotkał się z ogromnym zainteresowaniem. Do eliminacji przyprowadzono blisko 1,5 tysiąca dziewczynek w wieku od 6-14 lat. Spośród nich jury wyłoniło 130 małych piękności, ale tylko rodzice 90 dziewcząt zdecydowali się na dalszy udział w tej zabawie. Koszt przygotowania i samego udziału w rywalizacji wyceniony został na 420 zł. Nagrodą jest bilet do Euro Disneylandu.

Wczorajsze półfinały potraktowano jako próbę generalną przed finałową galą, która odbędzie się w przyszłą niedzielę, 17 lutego w chorzowskim Teatrze Rozrywki. Uczestniczyć w niej będą wszystkie półfinalistki, ale już wczoraj mogło je obejrzeć liczne jury i posłuchać, co mają do powiedzenia o sobie.

Najmłodsze skupiły swoje zainteresowania na zwierzętach, stąd powodzenie zawodu weterynarza, ale lubią też tańczyć i śpiewać, więc profesje: modelka, znana piosenkarka, baletnica rysowały im się obiecująco. Z nieśmiałością poradziła sobie m.in. 9-letnia Ewa z Czeladzi, śpiewając a cappella ?Dzieweczkę ze Śląska?. 5-letnia Emilka z Sosnowca przekonująco mówiła o związku baletu z fokami, które przecież też kręcą piruety, więc ona będzie albo sama tańczyć, albo uczyć tańca zwierzęta.

Widownię wypełnili przejęci rodzice i dziadkowie. Bardziej przeżywali krótki popis swoich pociech niż same kandydatki do tytułu Mała Miss Śląska. Niepotrzebnie tylko wtłoczono dziewczynki w figury choreograficzne jak z konkursu Miss Świata, których nie potrafiły pokazać poprawnie i z wdziękiem. Nie trzeba dodawać im lat.

Autor artykułu: TERESA SEMIK

Lekkomyślni gazeciarze

February 11th, 2002

Nastolatkowie zarabiają podczas ferii uliczną sprzedażą gazet. Czatują rano przy ruchliwych skrzyżowaniach np. alej: Jana Pawła II z Armii Krajowej czy przy pl. Biegańskiego. Gdy samochody dojeżdżają do sygnalizacji świetlnej, sprzedawcy wybiegają na jezdnię oferując kierowcom gazety.

- To niebezpieczna praktyka, może skończyć się tragicznie – ostrzega kierowca Piotr Nowicki. – W al. AK chłopak chodzi po jezdni między pasami ruchu, nie zwraca uwagi na zmianę świateł. Przecież to naruszenie zasad ruchu drogowego. Gdzie jest policja? Czy trzeba czekać aż dojdzie do wypadku?

Funkcjonariusze z drogówki przyznają, że są bezradni wobec gazeciarzy.

- Widząc radiowóz przechodzą na chodnik, a gdy odjeżdżamy, wchodzą między sznur samochodów – mówią policjanci.

Autor artykułu: (vig)

Zamek podzielony

February 8th, 2002

Już jutro padnie pierwszy klaps w ruinach zamku w Podzamczu. Rozpoczną się kolejne zdjęcia do ,Zemsty” Aleksandra Fredry w reżyserii Andrzeja Wajdy. Najpierw filmowcy pracowali w Warszawie i w Karczewie, wczoraj ekipa przyjechała do Ogrodzieńca.

Nad scenografią zamku od listopada pracował Tadeusz Kosarewicz. Całkowicie zmienił jego wizerunek. Na dziedzińcu wyrósł wysoki na cztery metry mur, powstały balkony, galerie, dobudowano bramę wjazdową, upiększono ruiny oknami i rozetami z tamtego okresu.

- Przyznam , że to ja przywiozłem tu Andrzeja Wajdę i pokazałem mu okolicę. Urzekła mnie, gdy z Wojciechem Hassem kręciliśmy ,Pamiętnik znaleziony w Saragossie”. Wtedy nie robiono zdjęć na zamku w Ogrodzieńcu, ale jego urok zwrócił moją uwagę. Podobne wrażenie miał reżyser, gdy zobaczył ruiny – dodaje Tadeusz Kosarewicz.

Zdjęcia do “Zemsty” mają potrwać w zamku do 25 lutego, potem ekipa przenosi się do studia w Warszawie.

- Gdy zakończą się zdjęcia, nie chcemy rozbierać dekoracji i zmieniać wystroju. Pozostawimy je na jakiś czas, by turyści mieli okazję zobaczyć na własne oczy, jak wygląda scenografia do filmu. Jest nawet taki zamiar, o którym rozmawialiśmy już z Andrzejem Wajdą, aby stworzyć tu gabinet figur woskowych. Miałyby być to postacie wiernie odwzorowanych aktorów w strojach jak w filmie – mówi o planach Anna Pilaczyk-Sprycha, prezes spółki administrującej zamkiem.

A trzeba przyznać, że na dziedzińcu zamku pełno będzie gwiazd polskiego aktorstwa: począwszy od Andrzeja Seweryna, który zagra Rejenta, Janusza Gajosa, który wcieli się w Cześnika, aż po Romana Polańskiego – Papkina, Katarzynę Figurę – Podstolinę i Agatę Buzek – Klarę.

Autor artykułu: (pat)