Na księgarskich półkach ukazała się kolejna książka Marka Szołtyska. Jest to zapowiadana już od roku "Biblia Ślązoka". Z miejsca spotkała się z ogromnym zainteresowaniem zarówno środowisk kościelnych, jak i świeckich.
- Kiedy przystępowałem do pracy, miałem obawy, czy potrafię napisać książkę poważną, a jednocześnie przystępną – opowiada Marek Szołtysek. – No i udało się! Dziś znajomi pytają: co na to proboszcz, jak ocenił to biskup, czy środowiska kościelne nie oskarżają cię, że robisz sobie żarty z Biblii? Otóż nie, czego dowodem są bardzo przychylne recenzje Radia Watykańskiego. Zadanie było jednak trudne. Musiałem bowiem napisać to w taki sposób, aby nie ośmieszyć ani Biblii, ani gwary. Posiłkowałem się przy tym tłumaczeniami staropolskimi i staroczeskimi, aby zrobić to rzetelnie. Był to naprawdę wielki wysiłek.
Książka składa się z dwóch części. W pierwszej autor przedstawił 50 wybranych wydarzeń biblijnych od stworzenia świata do jego końca i opisał je po śląsku. Zrobił to w tzw. wolnym przekładzie – tak np. Jan Kochanowski podszedł do Psalmów Dawida, które nie są "kanoniczne", ale są piękne. Podobne wrażenie odnosi się po przeczytaniu np. historii Adama i Ewy w śląskim raju. Druga część książki to pięćdziesiąt wydarzeń z historii Śląska, które w jakiś sposób odpowiadają opisanym wydarzeniom biblijnym. Zdaniem autora "parę" najbardziej charakterystyczną stanowią walka Dawida z Goliatem i powstania śląskie. Dawid był jak Śląsk: nieprzygotowany, mały, słaby, lekceważony, ale wygrał – tak, jak w końcu Śląsk.
- Kolejny przykład to wieża Babel i niektóre części Śląska – wylicza pan Marek. – Legenda biblijna mówi, że Bóg pomieszał ludziom języki, aby nie mogli się porozumieć. To samo widzimy na Śląsku, gdzie żyją ludzie z różnych stron, ale oni są lepsi od budowniczych wieży Babel. Obserwujemy tu przecież procesy integracyjne, mieszane małżeństwa itd. Idąc dalej, napotkamy biblijnego Hioba i Józefa Lompę.
Wiele łączy proroka Jonasza i Jana Nepomucena, najpopularniejszego śląskiego świętego, choćby dlatego, że i jeden, i drugi miał dużo wspólnego z wodą.
Autor zaznacza, aby "Biblii Ślązoka" nie mylić z Biblią po śląsku, bo byłoby to zupełnie co innego. Biblii na śląską gwarę nie dałoby się przecież przetłumaczyć dosłownie, poza tym nie ma takiej potrzeby, gdyż Ślązacy mówią po polsku. Książka Marka Szołtyska jest więc przeznaczona dla szerokiego grona czytelników w każdym wieku – niezależnie od ich wyznania, niekoniecznie mieszkających na Śląsku i niekoniecznie znających gwarę. Dowodem liczne listy od Polonii np. kanadyjskiej, która o niezwykłym wydawnictwie dowiedziała się dzięki Internetowi.
- Cele miałem dwa – wyjaśnia autor. – Pierwszym było pokazanie bogactwa śląskiej kultury i gwary, która jest wspaniałym tworzywem literackim. Niestety, często bywa używana tylko w głupich filmach i "wicach". Cel drugi to ukazanie piękna literatury biblijnej. Nie trzeba zresztą być człowiekiem wierzącym, aby ją poznać. Nie na darmo od wieków inspirowała ona wybitnych artystów. Mam jednak nadzieję, że dzięki książce łatwiej będzie uzmysłowić młodym piękno biblijnych opowieści.
Do podobnego wniosku najwyraźniej doszło też duchowieństwo. Marek Szołtysek książkę po raz pierwszy zaprezentował podczas ostatniej edycji konkursu na "Ślązaka Roku". Najliczniejszą grupę kupujących stanowili tam księża, którzy nabywali często po kilka egzemplarzy. Publicysta został już zaproszony do udziału w spotkaniach z cyklu "Regionalizm a katecheza", które organizuje diecezja gliwicka.
- Jestem mile zaskoczony tak szybką reakcją – podkreśla Marek Szołtysek. – Sądziłem bowiem, że przez najbliższe dwa miesiące książka będzie poddawana głębokiej analizie. Zapewniam też, że przez co najmniej najbliższych 10 lat "Biblia Ślązoka" będzie dostępna w każdej księgarni na Śląsku, a być może i w innych częściach kraju, a cena egzemplarza nie przekroczy 30 zł. Kwota maksymalna, za którą wolno sprzedawać ją księgarniom, wynosi bowiem 29,90 zł.
Autor artykułu: ELŻBIETA PIERSIAKOWA