- Czy świadek wiedział o raporcie taterników w sprawie tragedii w kop. ,Wujek”? – pytał wczoraj sąd Lecha Wałęsę i usłyszał:
- Nie mogę ani potwierdzić, ani zaprzeczyć. W tamtym czasie otrzymywałem codziennie od 6 do 26 kg korespondencji.
Katowicki Sąd Okręgowy przesłuchał Lecha Wałęsę w związku z zeznaniami byłego milicjanta i taternika Jacka Jaworskiego, który po szkoleniu katowickiego plutonu ZOMO w 1982 roku sporządził raporty na temat użycia broni przeciwko strajkującym górnikom w pierwszych dniach stanu wojennego.
- Jaworski twierdzi, iż w gdańskiej Hali Oliwii dał mu pan do zrozumienia, że docierają informacje, jakie on przekazuje potajemnie ,Solidarności”. Od kiedy pan współpracował z przedstawicielem MO Jackiem Jaworskim? – pytał oskarżony Maciej Sz., który wnioskował o przesłuchanie Wałęsy.
- Wykorzystywaliśmy informacje i milicji, i SB, ale nazwisk dla bezpieczeństwa nie podawaliśmy… – odpowiedział Wałęsa.
- Czy pan zna Jaworskiego? – dociekał oskarżony.
- Nie mogę potwierdzić ani zaprzeczyć – usłyszał.
Podobnej treści opowiedź padła na pytanie, czy świadek Wałęsa dowiedział się od Jaworskiego, kto strzelał do górników w kop. ,Wujek”.
- Nie twierdzę, że dotarła, nie twierdzę, że nie dotarła. Jestem za, a nawet przeciw, jak już wspominałem – zeznał były prezydent.
- A jeżeli przyjmiemy, że taka informacja do pana dotarła, to co pan z nią zrobił? – pytał z uporem oskarżony.
- Przekazałem dalej, bo to była informacja dla historyka, dla sprawiedliwości dziejowej, a ja jestem strategiem, dla mnie ważna była przyszłość Polski.
Były prezydent przyznał też, że Jerzy Milewski z Biura Bezpieczeństwa Państwa na początku lat 90. wspominał mu coś o raporcie taterników, ale – jak wielokrotnie zauważył – interesowała go przyszłość, system i nie miał czasu zajmować się Jaworskim. Niemniej nie wyklucza, że Jaworski mówi prawdę.
Sąd wysłuchał także Cezarego Wyszkowskiego, biegłego w zakresie broni KG Policji, który badał pistolety użyte w kop. ,Wujek”. Do ekspertyzy wysłano mu te strzelające pociskami 9 mm, jakich używał pluton specjalny. Biegli z zakresu medycyny sądowej zmierzyli u jednej z ofiar otwór o średnicy 8-10 mm, co wskazywałoby na pocisk o mniejszym kalibrze.
- Czy pomiar był dokładny? – pytał retorycznie Wyszkowski.
LECH WAŁĘSA:
- Myślę, że z premedytacją wybrano śląskie kopalnie, by dać nauczkę, że stan wojenny jest groźny… Teraz jednak sądzimy nie tych, co trzeba. Powinniśmy zacząć od ludzi, którzy wprowadzili stan wojenny, którzy rozkazali strzelać tym nieszczęśnikom w mundurze. Ja ich nie bronię, ja tylko znam perfidię tamtego systemu. I żeby w przyszłości ktoś nie strzelał, to musimy ich też osądzić. Ale my karzemy teraz rękę, miecz, a nie głowę. Dlatego ten proces jest taki trudny, bo zaczęliśmy od miecza – mówimy, że był za ostry, za ciężki – a nie od tego, kto zaplanował jego użycie. Jakikolwiek zapadnie w tej sprawie wyrok, będzie nie fair, bo nie wzięliśmy się za tych, którzy przede wszystkim powinni odpowiadać.
Autor artykułu: TERESA SEMIK