Zapłata za spokój


Ojciec i matka walczą o to, kto będzie zajmował się ich kilkuletnią córeczką. Przez wiele lat Kazimierz T. samotnie wychowywał Marysię. Świadkowie zgodnie przyznają, że postępował bez zarzutu. Teraz jednak matka uznała, że chce powrotu dziecka. Twierdzi, że ojciec jest niezrównoważony psychicznie. On natomiast uważa, że była żona mści się za to, że przestał jej wypłacać “odstępne” za córkę.
Dziewczynka od dawna nie widziała matki. Jednak decyzją sądu została odebrana ojcu i przebywa z nią w obcym mieście. Musiała opuścić przedszkole, koleżanki i bliskie sobie środowisko. Nie widuje ojca.

Niewątpliwie przekazanie dziecka pod bezpośrednią pieczę matki będzie stanowiło dla dziecka ogromny wstrząs – głosi sądowe uzasadnienie tego wyroku. – Dwa lata było wychowywane wyłącznie przez ojca. Badania wykazały, że jest uczuciowo związana z ojcem. Lubi z nim przebywać. Jednakże więź małoletniej z ojcem kształtuje się w sposób nieprawidłowy, wskutek zaburzonej osobowości pozwanego, postrzegającego rzeczywistość w sposób zniekształcony.
Pozwany indukuje na córkę własną wizję świata, własne oceny, co, uwzględniając zaburzenia psychiczne pozwanego, niekorzystnie wpływa na psychospołeczny i emocjonalny rozwój dziecka.

Spakowała walizkę
Kazimierz T. uległ wypadkowi w kopalni, teraz pobiera rentę psychiatryczną. Leczy się w Poradni Zdrowia Psychicznego z powodu zespołu psychoorganicznego i padaczki. Ma depresje, ale nie jest agresywny, nikomu nie zrobił krzywdy. Nie przebywał w szpitalu psychiatrycznym. Sąsiedzi twierdzą, że jest bezkonfliktowy i życzliwy.

Przyjechał na Śląsk ze wschodu Polski i nie ma tutaj żadnej rodziny. Dlatego córka stała się dla niego wszystkim.
Natomiast Ewa N., jego była żona, ma jeszcze czworo dzieci z wcześniejszego związku. Troje już dorosło, a młodszy syn znajdował się pod opieką własnego ojca. Piątym dzieckiem Ewy N. jest właśnie Marysia, którą ma z Kazimierzem T.

Późno zawarte małżeństwo Ewy N., kobiety z wykształceniem podstawowym, obciążonej dziećmi, i emerytowanego górnika po maturze nie układało się dobrze. Rozwiedli się. Ewa N. za 300 złotych miesięcznie zgodziła się, aby to mąż zabrał dziewczynkę do swego rodzinnego miasta i sam ją wychowywał. Zdaniem Kazimierza T. wszystko zaczęło się psuć, kiedy zabrakło mu pieniędzy, żeby je posyłać byłej żonie. Koszty utrzymania rosły, wolał przeznaczać całą rentę na potrzeby córki.

- Sama kiedyś spakowała i wymeldowała dziecko – twierdzi Kazimierz T. – Wyraziła zgodę na to, bym z nim wyjechał po rozwodzie. Nie interesowała się, jak sobie radzimy, gdzie mieszkamy, czy jesteśmy zdrowi, dopóki dostawała ode mnie pieniądze. Żona już wcześniej nie zajmowała się małą. Nie gotowała, wyjeżdżała na kilka dni. Jej były mąż także sam zajmował się ich wspólnym synem. Tak naprawdę ona wcale nie potrzebuje dzieci.

Ofiara męża
Powódka popełniła w sprawie dziecka kilka błędów – przyznaje sąd. – Zgodziła się na powierzenie dziecka pozwanemu i na jego wyjazd z dzieckiem w odległe strony, wiedząc, że praktycznie zostanie pozbawiona kontaktów z córką, chociażby ze względu na koszty przejazdów, brak czasu. Nie sprawdziła, dokąd Kazimierz T. córkę zabiera, gdzie z nią zamieszka. Powódka zgodziła się nawet na wymeldowanie dziecka dając argument, że jej na dziecku nie zależy.

Ewa N. twierdzi jednak, że jest czułą matką, ofiarą swojego męża. I chociaż nie chciała poddać się wszechstronnemu badaniu psychologicznemu, sąd przyznał jej rację. Stwierdził, że jest odpowiedzialną osobą, która zaspokoi wszystkie potrzeby dziecka, zwłaszcza emocjonalne.
Jeśli zatem nawet dziecko przeżyje wstrząs po przekazaniu pod bezpośrednią pieczę powódki, trzeba wziąć pod uwagę interes i dobro dziecka w przyszłości – głosi uzasadnienie wyroku.

Nie ma dowodów na to, że schorzenie ojca wpłynęło negatywnie na dziewczynkę, że był człowiekiem nieodpowiedzialnym. Przeciwnie: Marysia chodziła do przedszkola, oboje mieli znajomych, utrzymywali serdeczne kontakty z sąsiadami. Wywiad środowiskowy to potwierdził. Sąd nie chciał jednak przesłuchać sąsiadów ojca, twierdząc że to nieistotne. Najważniejsze, że Kazimierz T. nie ukrywał negatywnych uczuć do matki dziewczynki.

Inna wersja
Ewa N. ma swoją wersję wydarzeń. W sądzie twierdziła, że mąż ją bił i znęcał się nad nią. Mówiła, że zaniedbywał dom, bo całkowicie pochłonęła go opieka nad dzieckiem, i już niczym więcej się nie zajmował. Chciał ją odsunąć od córki. Zapewniła, że pragnęła powrotu Marysi do domu, ale mąż nie wyrażał na to zgody. Teraz postanowiła coś zrobić w tej sprawie, bo obawia się, że będzie coraz gorzej, że będzie wychowywał córkę w nienawiści do matki.

W dokumentach z wywiadu psychologicznego przeprowadzonego w miejscu zamieszkania Marysi czytamy: “Dziecko niechętnie wypowiada się na temat matki. Ma niemiłe wrażenia po jej wizycie. Podobno matka zachowywała się agresywnie wobec córki i przestraszyła dziecko. Pozwany ma w miejscu zamieszkania bardzo dobrą opinię. Nie pije alkoholu, nie pali papierosów, jest grzeczny, bezkonfliktowy, otacza dziecko prawidłową opieką”.

Czy niechęć córki do matki została wywołana tylko przez ojca? Sąd twierdzi, że tak. Według sądu uczucia Kazimierza T. do córki cechuje zaborczość, uzależnienie emocjonalne. Poza tym ojciec “Toleruje u córki samowolę i kaprysy, co może w przyszłości przybrać wymiar poważnych trudności”.

- Powierzenie pozwanemu osobistej pieczy nad dzieckiem niesie ryzyko rozwojowe, nie służy dobru dziecka – konkluduje sąd.

Wkrótce odbędzie się rozprawa, która zadecyduje o tym, kto otrzyma dziecko. Kazimierz T. jest załamany. Mówi, że po odejściu Marysi jego życie straci sens. Jest gotowy na wszelkie ustępstwa.

- Żonie zostawiłem wszystko, zabrałem jedynie dziecko – wyznaje Kazimierz T. – Wiedziałem, że dobrze zajmę się córką, i żona także o tym wiedziała. Nie żądam od niej alimentów na córkę, ale nie mogę już jej płacić za spokój.

Co byś zrobił na miejscu ojca Marysi? Czy ten człowiek ma jakieś szanse na odzyskanie córki? Czy powinien się o to starać? A może lepiej, by to matka została z dzieckiem? Jakie jest według Ciebie najlepsze wyjście dla tej rodziny i dla dziecka?

DODAJ SWOJĄ OPINIĘ

POZNAJ OPINIE SPECJALISTÓW:

MARIA ŁOPATKOWA, założycielka Komitetów Ochrony Praw Dziecka:
- Ta sprawa mną wstrząsnęła. Poznałam jej szczegóły i twierdzę, że to typowy przykład nieliczenia się z uczuciami dziecka w imię pryncypialnych zasad. Dziewczynka rzekomo będzie lepiej rozwijać się z matką, choć ta przez lata nie kontaktowała się z nią i udowodniła, że nie zależy jej na bliskości dziecka. Dotychczas dobrze sobie radziła bez córki. Natomiast dla ojca dziewczynki rozstanie z dzieckiem jest katastrofą. Nie zaniedbywał swoich obowiązków.
Przeciwnie: sąsiedzi, z którymi rozmawiałam, są zdania, że to dobry i odpowiedzialny człowiek. Płacąc żonie nienależne pieniądze, popadł w tarapaty finansowe. Zamiast pomóc mu w wychowywaniu córki, wyjaśnić konieczność kontaktowania się matki z dzieckiem, ukrócić finansowe żądania byłej żony, które odbijają się negatywnie na dziecku, oraz polecić temu mężczyźnie terapię, która pozwoli mu wrócić do równowagi psychicznej, niszczy się go pod każdym względem. Co gorsza, niszczy się także poczucie bezpieczeństwa dziecka. Sąd twierdzi, że uleganie rzekomym kaprysom dziecka przez ojca jest wielkim zagrożeniem dla psychiki dziewczynki, zapominając, czym jest dla niej przymusowe rozstanie, oskarżanie ojca i to, że dziecko staje się kartą przetargową w walce o pieniądze.

KRZYSZTOF CZUMA, psychiatra, dyrektor Centrum Psychiatrii w Katowicach:
- Pytanie, czy człowiek, który ma zaburzenia psychiczne i jest na rencie psychiatrycznej, może wychowywać dziecko, jest trudne. Wszystko zależy przecież od okoliczności, od tego, jaki przebieg ma choroba, czy pacjent nie stanowił już zagrożenia, czy ma wsparcie bliskich. To są sprawy indywidualne. Czasem rzeczywiście przebieg choroby jest niekorzystny, ale nie tak często. Potrzebne są staranne badania, kontrola sposobu leczenia, wpływu zaburzeń na dziecko. Przekreślanie takiego rodzica dla samej zasady nie jest sprawiedliwe. Gdyby iść torem myślenia, że może się coś złego zdarzyć, to przecież wszyscy bylibyśmy podejrzani.

BOŻENA HARTMAN-MOMATIUK, psycholog Centrum Pomocy
Psychologicznego “Verbum” w Katowicach:

- Jeśli matka ma słabą więź emocjonalną z córką, dziecko czekają ciężkie przeżycia. Zapewne w swojej bezradności dziewczynka będzie starała się ukryć swoje uczucia: lęk, tęsknotę do ojca, żal do matki. Czasami nie będzie się to jej udawało, a wtedy matka będzie czuła się odrzucona i może wówczas przerzucić swoje złe emocje na dziecko. To wróży wszystkim stronom trudne chwile. Postępowanie matki jest niepokojące, na przykład jej “rozdawanie” dzieci, zależnie od okoliczności. Widać dobrze przemyślaną strategię w jej działaniu: zemściła się na byłym mężu i doprowadziła go do ruiny.

Autor artykułu: GRAŻYNA KUŹNIK

Domeny na sprzedaż.

Tags: , ,

Comments are closed.