Aresztowania kilku osób, zajmujących niedawno kluczowe w górnictwie stanowiska, wywołały duże zaniepokojenie całego środowiska. Od kilku już lat branża opleciona jest bowiem nitkami nieformalnych powiązań, które bardzo łatwo mogą doprowadzić do kolizji z prawem.
W górnictwie na brak pieniędzy narzeka się od co najmniej dziesięciu lat. Pomimo dokonanego przed kilku laty oddłużenia w branży, karuzela długów ciągle się kręci. Kopalnie nie płacą wszystkich należnych podatków oraz rachunków, na przykład za zrealizowane dostawy. Pomimo kłopotów firm górniczych nie było jeszcze przypadku zaprzestania, czy nawet ograniczenia wydobycia, z powodu braku na przykład onuc dla górników, czy drewna, wykorzystywanego do wykonywania podsadzek. Są firmy, które świetnie z takiej działalności żyją. Skąd biorą się dla nich pieniądze, skoro pojawiająca się na bankowym koncie kopalni gotówka, powinna być natychmiast przejęta przez wierzycieli, czekających latami na wypłatę swoich należności?
Pierwszy jest oczywiście fiskus, ciągle narzekający na opóźnienie wpłat za naliczone podatki. Szefowie górniczych firm wiedzą jednak o tym doskonale i dlatego na oficjalne konta wpłacają tyle pieniędzy, ile akurat uznają za stosowne. Resztę można skierować na konta udostępnione przez ,zaprzyjaźnione” firmy. W środowym wydaniu ,DZ” dokładnie opisaliśmy jak wygląda i ile kosztuje taka praktyka na przykładzie Rybnickiej Spółki Węglowej. Dość powiedzieć, że jedna z ,zaprzyjaźnionych” firm za udostępnienie konta w 1998 roku otrzymała prawie 150 tysięcy złotych.
- Korzystanie z kont zaprzyjaźnionych spółek ma jednak pewien mankament – mówi jeden z biznesmenów. – W papierach zawsze pozostanie pewien ślad. Od pewnego czasu coraz popularniejsze staje się przelewanie pieniędzy na fundusz socjalny. Pieniędzy na wypłaty dla górników nie ruszy nawet fiskus. Aby to robić, trzeba dogadać się ze związkowcami. Wbrew pozorom wcale nie jest to takie trudne.
Oczywiście nie każda firma i nie każdy biznesmen ma szansę na zdobycie zaufania i gratyfikacje węglowych baronów. Na zaufanie pracować trzeba latami. Przykładem mogą być losy powstałej w 1990 roku spółki ,Warkop”, którą utworzyły, należąca do Rybnickiej Spółki Węglowej SA kopalnia ,Jankowice” i firma ,Warpa”. Na początku ,Warpa” miała w ,Warkopie” około 25 procent udziałów, ale dzięki decyzji ówczesnego dyrektora kopalni Krystiana Zająca doszło dwukrotnie do sprzedania udziałów należących do kopalni. Kilka lat później ,Warkop” łączy się z ,Warpą”, a udziały kopalni są znowu coraz mniejsze. Rośnie za to znaczenie… Krystiana Zająca. Gdy zostaje prezesem RSW, jego udziały nieco później przejmuje syn. Ojciec przestaje być współwłaścicielem, ale staje się za to członkiem Rady Nadzorczej.
Będąc już prezesem Rybnickiej Spółki Węglowej znajduje czas na prowadzenie badań naukowych. Wraz z kilkoma innymi osobami opracowuje wynalazki, które ,na pniu” kupowane są przez kopalnie. Nie trzeba chyba dodawać, że pomysły podobały się szczególnie w tych kopalniach, które wchodziły w skład Rybnickiej Spółki Węglowej. Twórcy wynalazków otrzymują corocznie ponadstutysięczne wypłaty.
Prawdziwe pieniądze od kilku lat robi się jednak na pośrednictwie. Pośredników jest wprawdzie w górnictwie mniej niż kilka lat temu, ale mechanizm działania pozostaje mniej więcej ten sam. W Ministerstwie Gospodarki opracowano listę prawie 100 przedsiębiorstw, w których nie mogą funkcjonować pośrednicy, ale… dopuszczane są wyjątki od tej reguły. W każdej spółce istnieje też lista kilkuset firm, którym górnictwo nie płaci w terminie pieniędzy. Odzyskanie ich bywa na ogół bardzo kłopotliwe.
- Jeśli, na przykład, Nadwiślańska Spółka Węglowa powinna zapłacić Hucie Łabędy ponad 8,5 miliona złotych, to wiadomo, że po tygodniach zwłoki, hutnicy zrobią wszystko, by dostać jakiekolwiek pieniądze – mówi jeden z biznesmenów. – Huta nie może ich jednak dostać, nawet jakby wygrała sprawę w sądzie. Dług sprzedaje więc komuś, kto potrafi wyegzekwować należności. Taka przysługa oczywiście kosztuje. Ostatnio stawki dochodzą nawet do 30 procent kontraktów. Jak łatwo zauważyć, w krótkim czasie do zarobienia jest dużo pieniędzy. Dla zagmatwania sprawy, spółki utworzyły zależne od siebie firmy, które mają wyłączność na sprzedaż ich węgla. To kolejny sposób na wyprowadzenie pieniędzy.
Obecnie w górniczej branży funkcjonuje kilka firm, które zawsze potrafią wynegocjować z górnikami zwrot pieniędzy. Nie ma jednak żadnych jasnych reguł, które regulowałyby kolejność wypłat. Wszystko zależy od decyzji zarządów spółek.
Jednym z najbardziej obrotnych w branży jest biznesmen z Cieszyna Zbigniew Wojaczek, prezes cieszyńskiej ,Juvenii”, pracujący również w jastrzębskiej spółce ,Impuls”. Kiedy interesanci wchodzą do prezesów spółek, sekretarki informują, że ,szef jest zajęty, rozmawia z doradcą ministra Karbownika”.
- Nie jestem oficjalnym doradcą pana Karbownika – mówi Wojaczek. – Faktem jest jednak, że się znamy. W tej branży nie da się zresztą działać, bez znajomości odpowiednich osób. Do kopalń dostarczam drewno, onuce, ubrania robocze. Obsługuję kilka spółek węglowych. ,Juvenia” zatrudnia około 180 osób, i trzeba zapewnić im pieniądze na wypłaty. Szyciem ubrań nie zarobilibyśmy na siebie.
Obecnie tylko Nadwiślańska Spółka Węglowa winna jest cieszyńskiej spółce ponad 2,5 miliona złotych. Jak przyznaje jednak Zbigniew Wojaczek, należności płacone są w terminie.
Mniej szczęścia mają inni biznesmeni, którzy na pieniądze czekać muszą nawet kilka lat. Jeden z nich po czterech latach starań otrzymał wyrok sądowy, który teraz próbuje bezskutecznie wyegzekwować. Komornik nie potrafi mu pomóc.
- W górnictwie nie ma żadnych zasad – mówi. – W zlikwidowanej już kopalni chciałem wziąć z hałdy węgiel. Choć tona kosztuje oficjalnie, w normalnie pracujących kopalniach 100 złotych, tam dyrektor chciał 40 zł plus dziesięć tysięcy ,pod stołem”. Dwa dni później znajomy dostał tam węgiel po 52 złote, ale haracz miał jednak mniejszy. Do dzisiaj nie wiem, kto i po ile mógł tam robić zakupy. Potężna hałda to przecież majątek, ale o przetargu czy wywieszeniu cennika nikt nawet nie pomyślał.
Autor artykułu: JAROSŁAW LATACZ