Archive for January, 2001

Kontrakt dla Częstochowy

Wednesday, January 31st, 2001

Wczoraj Jerzy Guła, członek Zarządu Województwa Śląskiego przedstawił plany finansowe województwa w stosunku do naszego regionu na lata 2001-2002.

- Dawne województwo częstochowskie otrzyma około 13 milionów złotych z programu wsparcia – mówi Jerzy Guła. – Są to pieniądze z budżetu państwa nie przypisane do resortów branżowych. Ich wyasygnowanie to efekt realizacji kontraktu dla Śląska.

3,5 miliona złotych przenaczonych zostanie w przyszłym roku na Centrum Edukacyjne (dawny Wojewódzki Ośrodek Metodyczny), które ma być kiedyś wydziałem przyszłego Uniwersytetu Częstochowskiego.

1,5 mln zł będzie wydanych na budowę kuchni w Wojewódzkim Szpitalu Neuropsychiatrycznym w Lublińcu.

4 mln zł w tym roku i 3,5 mln zł w przyszłym będzie wydanych na budowę Ośrodka Radiologii i organizację Ośrodka Onkologii w szpitalu na Parkitce.

Autor artykułu: (JS)

Przegląd teatrów szkolnych

Wednesday, January 31st, 2001

Zespoły działające w częstochowskich szkołach średnich Teatr im. A. Mickiewicza zaprasza do współzawodnictwa. Cztery najlepsze przedstawienia organizator zaprezentuje w czerwcu na swojej scenie.

Warunkiem udziału w I Przeglądzie Zespołów Teatralnych Szkół Średnich jest przygotowanie przedstawienia o dowolnej tematyce i w dowolnej konwencji. Do 15 marca trzeba także nadesłać do sekretariatu teatru kartą zgłoszenia.

W karcie trzeba umieścić dane o spektaklu, jego twórcach i wykonawcach, czas trwania przedstawienia, czas montażu i demontażu dekoracji. Trzeba także podać dwa terminy wystawień, w których komisja konkursowa mogłaby je obejrzeć. Zgłoszenie podpisuje dyrektor placówki, przybuja pieczątką własną i szkoły.

Finał przeglądu odbędzie się 19 i 20 czerwca w sali kameralnej Teatru im. A. Mickiewicza. Zostaną doń zaproszone 4 nagrodzone przedstawienia (zaproszenia dotrą do szkół do końca maja) oraz najlepszy spektakl wyłoniony w konkursie dla szkół podstawowych organizowany przez Ośrodek Promocji Kultury ,Gaude Mater”.

Autor artykułu: (wp)

Sportowcy u starosty

Monday, January 29th, 2001

Podsumowanie minionego roku było świetną okazją, aby docenić sukcesy sportowców powiatu bielskiego. Starosta Jacek Falfus zaprosił do siebie najlepszych.

Publikujemy dzisiaj listę wyróżnionych zawodników i trenerów. Kajakarstwo: Marek Witkowski, Andrzej Jezierski, Marcin Grzybowski, Iwona Święs, Monika Pająk, Diana Jarczok, Łukasz Gałuszka, Piotr Macher, Łukasz Pytel, Sebastian Stachura, Bartosz Dziędziel (wszyscy Górnik Czechowice), trener: Dawid Gluza. Judo: Barbara Bukowska, Jakub Bułka, Monika Piłocik, Radosław Bilik, Marek Toboła, Katarzyna Piłocik, Michał Kubieniec (wszyscy MKS Czechowice), trener Bogusław Tyl. Saneczkarstwo: Ewelina Żurek, Magdalena Hula, Andrzej Laszczak, Damian Waniczek, Karolina Waniczek, Bartłomiej Pisuk, Magdalena Zawada, Krzysztof Pisuk, Tobiasz Pieszko, Tomasz Meyer, Sebastian Jeziorko (wszyscy LKS Jastrząb Szczyrk), trener Sebastian Jeziorko. Narciarstwo: Łukasz Kruczek (LKS Klimczok Bystra), Stefan Hula (LKS Jastrząb Szczyrk), trener Stefan Hula; Katarzyna Zając (Sokół Szczyrk) trener Stanisław Migdał. Skiboby: Kuba Bydliński, Łukasz Urbanek (obaj Sokół Szczyrk), trener Wojciech Bydliński. Kolarstwo: Marcin Przybyła (Sokół Szczyrk), trener Wiesław Hankus. Jeździectwo: Aleksandra Solarz (KS Czanki Międzyrzecze), trener Jan Cieślar. Piłka nożna: Arkadiusz Gołąb, Dawid Grzywa, Piotr Pucka, Maciej Sadlok, Łukasz Sobik, Daniel Wróbel, Krzysztof Wójcikiewicz (wszyscy UKS Pasjonacik Dankowice), trener Andrzej Sadlok. Siatkówka: Monika Zembowicz, Joanna Pieczora, Urszula Stala-Kiezik, Anna Targosz, Anna Skrzesińska, Bożena Kropacz, Ranata Placek, Elżbieta Gomółka, Anna Hankus, Joanna Gawęda, Elżbieta Sikora, (Orzeł Kozy), trener Piotr Kubiczek. Piłka kajakowa: Borys Zubczewski (UKS Set Kaniów), Adrian Stachura, trener Dariusz Pilarz.Wyróżnieni działacze: Anna Kłusek (MKS Czechowice), Zygmunt Maciejczyk (LKS Klimczok Bystra), Kazimierz Żyrek (prezes Górnika Czechowice), Bronisław Porębski (LKS Jastrząb Szczyrk), Jan Mysłajek (prezes Sokoła Szczyrk), Jan Mazur (przewodniczący Powiatowego Szkolnego Związku Sportowego), Józef Żołnierski (wiceprzewodniczący PSZS), Zbigniew Jurzak (prezes LKS Czanki Międzyrzecze), Bogdan Bajerski (prezes UKS Set Kaniów), Henryk Lapczyk, (prezes sekcji siatkówki LKS Orzeł Kozy), Józef Ciszewski (prezes Beskidzkiego Okręgowego Związku Piłki Nożnej), Zbigniew Pietrzykowski (olimpijczyk), Marian Kasprzyk (olimpijczyk), Bolesław Klęczek, Piotr Mirocha.

Autor artykułu: (klm)

Szumi Las

Monday, January 29th, 2001

Szkoła musi być! – stwierdzili twardo podczas niedzielnego spotkania mieszkańcy wsi Las w gminie Ślemień. Wójt Adam Iwanek mówi krótko: – Jeśli rada podejmie decyzję, że ma zostać zamknięta od 1 września, to zostanie zamknięta.

To niewielka, wiejska szkoła. Uczy się w niej 63 dzieci w sześciu klasach. Pracuje czworo nauczycieli na pełnym etacie, po kilka godzin mają palacz, sprzątaczka, referent. Od jakiegoś czasu nad szkołą wisi widmo zamknięcia. Gdy rozeszły się pogłoski, w Lasie zawrzało. Rodzice nie chcą słyszeć o likwidacji szkoły.

- Podczas niedzielnego spotkania ponad 70 rodziców opowiedziało się za pozostawieniem szkoły. Tylko dwóch stwierdziło, że ich dzieci mogą dojeżdżać do Ślemienia. Taka jest wola wsi – stwierdziła jedna z mieszkanek Lasu (prosiła o zachowanie anonimowości).

Rodzice twierdzą, że szkoła spełnia ważną rolę w życiu mieszkańców. Jeśli władze ją zamkną, we wsi nie będzie nic. Nie siedzą z założonymi rękami. Starają się zbierać każdy grosz na utrzymanie szkoły. Pomagają przy niektórych pracach. Skarżą się, że gdyby została zamknięta, dzieciaki musiałyby dojeżdżać do szkoły w Ślemieniu. – Niektóre nawet sześć kilometrów – mówi jedna z kobiet. – Senator Marcin Tyrna odwiedził nas i także stwierdził, że szkoła musi być.

- To trudna sprawa – powiedział nam senator Tyrna. Dodał, że jest raczej za tym, żeby nie likwidować szkoły. – Ale i tak mieszkańcy i władze gminy muszą się dogadać między sobą. Ja nie podejmę decyzji za nich – podkreślił senator.

Wójt Iwanek widzi sprawę inaczej: – Rozumiem rodziców, każdy chciałby mieć szkołę pod nosem, ale musi brać pod uwagę warunki finansowe. Gminy nie stać na utrzymanie szkoły. Rocznie wydajemy na nią około 326 tys. zł, czyli 10 procent budżetu. Gmina ma coraz mniejsze dochody, z roku na rok maleje subwencja oświatowa, a wydatki rosną. Nie może wszystkiego udźwignąć.

Iwanek wyjaśnia, że w Ślemieniu uczy się 228 dzieci. Gdy dojdą dzieciaki z Lasu, będzie można zwiększyć liczebność ślemieńskich klas do takiej ilości uczniów, jaką przewidziało MEN. W Ślemieniu są warunki do nauki, szkoła została rozbudowana, gmina ma gimbusa od MEN na dowóz dzieci.

Mieszkańcy Lasu zapowiadają, że jeśli wójt zamknie szkołę, to jesienią zorganizują referendum w sprawie odwołania władz gminy.

Autor artykułu: JACEK DROST

Pijany za kółkiem

Monday, January 29th, 2001

Dwa lata więzienia za jazdę w stanie nietrzeźwym nie są żadnym straszakiem. Nadal wielu kierowców pije alkohol, a później siada za kółkiem. Nadal są sprawcami kolizji i wypadków drogowych.

Nowe przepisy weszły w życie w połowie grudnia ubiegłego roku. Na pierwszego delikwenta policjanci z powiatu bielskiego nie musieli długo czekać. Już dwie godziny po wejściu w życie przepisów wpadł w ich ręce trunkowy kierowca. Policjanci ze Szczyrku zatrzymali w Mesznej 41-letniego kierowcę z tej miejscowości. Przy pierwszym badaniu wyszło, że mężczyzna ma 2,11 prom. we krwi, przy drugim 2,16 prom.

Policjanci twierdzą, że nowe przepisy niewiele zmieniły. Nadal zatrzymują taką samą ilość nietrzeźwych prowadzących. Nie mają jeszcze kompletnych danych za ten miesiąc, więc trudno im wyrokować. Inaczej uważają policjanci z komendy powiatowej w Żywcu. – Obserwujemy znaczny spadek nietrzeźwych kierowców – stwierdził komisarz Jacek Rozumek, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Żywcu.

Komisarz Feliks Pawlus, naczelnik żywieckiej drogówki wylicza, że w styczniu 2000 r. zatrzymali 37 nietrzeźwych kierowców. Natomiast w tym roku w styczniu 12. Sześciu będzie odpowiadało przed kolegium, pozostali będą sądzeni jak za przestępstwo. Z kolei od 15 do 31 grudnia 2000 roku zatrzymali 5 nietrzeźwych kierowców (jedno zatrzymanie zakwalifikowali jako przestępstwo, pozostałe jako wykroczenia z wnioskiem do kolegium). Również pięciu kierowców zatrzymali w analogicznym okresie 1999 r.

- Jest spadek – mówi komisarz Pawlus. A komisarz Rozumek dodaje: – Kara działa na wyobraźnię kierowców. Co innego odpowiadać przed kolegium, a co innego przed sądem. Policjanci przyznają, że w związku z nowymi przepisami mają więcej roboty.

Autor artykułu: JACEK DROST

Lepsi, czyli gorsi

Thursday, January 25th, 2001

Gdyby mecze odbywały się nie na parkiecie, a na papierze, to Polska powinna wygrywać z Czechami najmniejszym nakładem sił. Złotówki, jakie angażuje się w polski basket, są nieporównywalnie większe od koron inwestowanych w czeski.

Polskie kluby zaczynają pukać do europejskiej elity, za to czeskich na próżno szukać w prestiżowych rozgrywkach nie tylko Euro- i Suproligi, ale nawet Pucharu Saporty. Tymczasem w dwóch ostatnich spotkaniach narodowych reprezentacji górą byli nasi południowi sąsiedzi. Przegraliśmy z nimi przed rokiem w Pruszkowie (69:80), gdy reprezentację Polski prowadził trener Piotr Langosz, przegraliśmy i w ostatnią środę w Opavie (69:72), już pod wodzą nowego szkoleniowca Dariusza Szczubiała, dla którego była to pierwsza przegrana w tej roli.

Trener rywali Michal Jezdik oceniając środowy mecz powiedział: – Polska to mocny zespół, a wasza koszykówka jest jedną z najlepszych w Europie. Brzmi to dosyć zaskakująco, ale biorąc rzecz logicznie, czeski szkoleniowiec zachował się jak dyplomata. Skoro wygrał z tak mocnym zespołem, to spada na niego większy splendor… A prawda może być zupełnie inna – o pozycji polskiego basketu decydują obcokrajowcy. Jak choćby Łotysz Raimondas Miglinieks dyrygujący we Wrocławiu poczynaniami Adama Wójcika i Macieja Zielińskiego. Obaj gracze Zeptera Śląska wypadli bowiem w Opavie znacznie gorzej niż w meczach Suproligi. I obaj nie mieli ochoty na komentowanie środowej porażki…

- Zabrakło nam zawodnika, który wziąłby na siebie odpowiedzialność i narzucił partnerom styl gry – analizował przegraną trener Szczubiał, co jest potwierdzeniem tezy, że o obliczu polskich drużyn klubowych decydują obcokrajowcy.

Najlepszym polskim graczem był trzeci z wrocławian – Dominik Tomczyk, który w klubie jest zawodnikiem rezerwowym i pewnie dlatego miał więcej sił od kolegów z Zeptera. To Tomczyk mógł w ostatnich sekundach przechylić szalę zwycięstwa na polską stronę, ale chybił rzucając za trzy punkty. – To była dobra decyzja, bo Dominik miał najlepszy procent rzutów z dystansu w naszej drużynie – tłumaczy drugi trener reprezentacji Ryszard Poznański. – Gdyby trafił, byłby bohaterem… Statystyki potwierdzają te słowa: przed ostatnią próbą Tomczyk wykorzystał 3 z 7 rzutów za trzy punkty. Zieliński trafił z dystansu raz na 5 prób, Wójcik wykorzystał jeden z czterech rzutów. Ani razu nie trafił z dystansu słynący z dobrej skuteczności Andrzej Pluta. Rywale byli w tym elemencie gry znacznie lepsi – aż 5 ,trójek” zaliczył przeciętny, wydawałoby się, gracz Pavel Kubalek.

- Po raz kolejny w wyjazdowym meczu rywale rzucają nam za dużo ,trójek”. To był dla mnie klucz do porażki – twierdzi prezes Polskiego Związku Koszykówki Marek Pałus. – Nasi zawodnicy nie potrafili również wykorzystać błędów rywali, bo przecież Czesi nie zagrali wcale znakomicie.

- O naszej porażce zadecydowała nie tylko słabsza skuteczność, ale i obrona. Czesi zagrali w niej bardziej agresywnie. Zresztą my za mało graliśmy pod kosz i rywalom łatwiej było bronić – powiedział Radosław Hyży.

O środowej porażce można zatem mówić, że była to przegrana na życzenie. Nie dość, że przeciwnik był osłabiony brakiem swego najsłynniejszego koszykarza – Jirziego Zidka z Realu Madryt, to jeszcze nie był w środę w optymalnej formie. Niestety, to samo odnosi się do nas. Czołowi środkowi: Joseph McNaull i Piotr Szybilski cierpią na kontuzje (złośliwi twierdzą, że gdy zacznie się znowu liga będą w pełni sił), a dyspozycja w środę daleka była od oczekiwanej. Cóż, polskim koszykarzom wciąż brakuje czegoś, by zwyciężać. Nawet z teoretycznie słabszymi, którzy są po prostu… lepsi.

Po raz drugi z rzędu, mimo szumnych deklaracji, Polska nie potrafi awansować do finałów mistrzostw Europy. – Próbowaliśmy w ostatnich meczach odrobić straty z pierwszej rundy. Nie udało się – mówi trener Szczubiał, który zastał zespół z dorobkiem 2 wygranych w 5 spotkaniach. Teraz jego zadaniem będzie budowa zespołu na kolejne eliminacje.

- Trener powiedział nam w szatni, że to był nasz najgorszy mecz. W kolejnym może być tylko… lepiej – twierdzi Radosław Hyży.

Autor artykułu: MACIEJ MUZYCZUK

Kopalnia pieniędzy

Thursday, January 25th, 2001

Aresztowania kilku osób, zajmujących niedawno kluczowe w górnictwie stanowiska, wywołały duże zaniepokojenie całego środowiska. Od kilku już lat branża opleciona jest bowiem nitkami nieformalnych powiązań, które bardzo łatwo mogą doprowadzić do kolizji z prawem.

W górnictwie na brak pieniędzy narzeka się od co najmniej dziesięciu lat. Pomimo dokonanego przed kilku laty oddłużenia w branży, karuzela długów ciągle się kręci. Kopalnie nie płacą wszystkich należnych podatków oraz rachunków, na przykład za zrealizowane dostawy. Pomimo kłopotów firm górniczych nie było jeszcze przypadku zaprzestania, czy nawet ograniczenia wydobycia, z powodu braku na przykład onuc dla górników, czy drewna, wykorzystywanego do wykonywania podsadzek. Są firmy, które świetnie z takiej działalności żyją. Skąd biorą się dla nich pieniądze, skoro pojawiająca się na bankowym koncie kopalni gotówka, powinna być natychmiast przejęta przez wierzycieli, czekających latami na wypłatę swoich należności?

Pierwszy jest oczywiście fiskus, ciągle narzekający na opóźnienie wpłat za naliczone podatki. Szefowie górniczych firm wiedzą jednak o tym doskonale i dlatego na oficjalne konta wpłacają tyle pieniędzy, ile akurat uznają za stosowne. Resztę można skierować na konta udostępnione przez ,zaprzyjaźnione” firmy. W środowym wydaniu ,DZ” dokładnie opisaliśmy jak wygląda i ile kosztuje taka praktyka na przykładzie Rybnickiej Spółki Węglowej. Dość powiedzieć, że jedna z ,zaprzyjaźnionych” firm za udostępnienie konta w 1998 roku otrzymała prawie 150 tysięcy złotych.

- Korzystanie z kont zaprzyjaźnionych spółek ma jednak pewien mankament – mówi jeden z biznesmenów. – W papierach zawsze pozostanie pewien ślad. Od pewnego czasu coraz popularniejsze staje się przelewanie pieniędzy na fundusz socjalny. Pieniędzy na wypłaty dla górników nie ruszy nawet fiskus. Aby to robić, trzeba dogadać się ze związkowcami. Wbrew pozorom wcale nie jest to takie trudne.

Oczywiście nie każda firma i nie każdy biznesmen ma szansę na zdobycie zaufania i gratyfikacje węglowych baronów. Na zaufanie pracować trzeba latami. Przykładem mogą być losy powstałej w 1990 roku spółki ,Warkop”, którą utworzyły, należąca do Rybnickiej Spółki Węglowej SA kopalnia ,Jankowice” i firma ,Warpa”. Na początku ,Warpa” miała w ,Warkopie” około 25 procent udziałów, ale dzięki decyzji ówczesnego dyrektora kopalni Krystiana Zająca doszło dwukrotnie do sprzedania udziałów należących do kopalni. Kilka lat później ,Warkop” łączy się z ,Warpą”, a udziały kopalni są znowu coraz mniejsze. Rośnie za to znaczenie… Krystiana Zająca. Gdy zostaje prezesem RSW, jego udziały nieco później przejmuje syn. Ojciec przestaje być współwłaścicielem, ale staje się za to członkiem Rady Nadzorczej.

Będąc już prezesem Rybnickiej Spółki Węglowej znajduje czas na prowadzenie badań naukowych. Wraz z kilkoma innymi osobami opracowuje wynalazki, które ,na pniu” kupowane są przez kopalnie. Nie trzeba chyba dodawać, że pomysły podobały się szczególnie w tych kopalniach, które wchodziły w skład Rybnickiej Spółki Węglowej. Twórcy wynalazków otrzymują corocznie ponadstutysięczne wypłaty.
Prawdziwe pieniądze od kilku lat robi się jednak na pośrednictwie. Pośredników jest wprawdzie w górnictwie mniej niż kilka lat temu, ale mechanizm działania pozostaje mniej więcej ten sam. W Ministerstwie Gospodarki opracowano listę prawie 100 przedsiębiorstw, w których nie mogą funkcjonować pośrednicy, ale… dopuszczane są wyjątki od tej reguły. W każdej spółce istnieje też lista kilkuset firm, którym górnictwo nie płaci w terminie pieniędzy. Odzyskanie ich bywa na ogół bardzo kłopotliwe.

- Jeśli, na przykład, Nadwiślańska Spółka Węglowa powinna zapłacić Hucie Łabędy ponad 8,5 miliona złotych, to wiadomo, że po tygodniach zwłoki, hutnicy zrobią wszystko, by dostać jakiekolwiek pieniądze – mówi jeden z biznesmenów. – Huta nie może ich jednak dostać, nawet jakby wygrała sprawę w sądzie. Dług sprzedaje więc komuś, kto potrafi wyegzekwować należności. Taka przysługa oczywiście kosztuje. Ostatnio stawki dochodzą nawet do 30 procent kontraktów. Jak łatwo zauważyć, w krótkim czasie do zarobienia jest dużo pieniędzy. Dla zagmatwania sprawy, spółki utworzyły zależne od siebie firmy, które mają wyłączność na sprzedaż ich węgla. To kolejny sposób na wyprowadzenie pieniędzy.

Obecnie w górniczej branży funkcjonuje kilka firm, które zawsze potrafią wynegocjować z górnikami zwrot pieniędzy. Nie ma jednak żadnych jasnych reguł, które regulowałyby kolejność wypłat. Wszystko zależy od decyzji zarządów spółek.

Jednym z najbardziej obrotnych w branży jest biznesmen z Cieszyna Zbigniew Wojaczek, prezes cieszyńskiej ,Juvenii”, pracujący również w jastrzębskiej spółce ,Impuls”. Kiedy interesanci wchodzą do prezesów spółek, sekretarki informują, że ,szef jest zajęty, rozmawia z doradcą ministra Karbownika”.

- Nie jestem oficjalnym doradcą pana Karbownika – mówi Wojaczek. – Faktem jest jednak, że się znamy. W tej branży nie da się zresztą działać, bez znajomości odpowiednich osób. Do kopalń dostarczam drewno, onuce, ubrania robocze. Obsługuję kilka spółek węglowych. ,Juvenia” zatrudnia około 180 osób, i trzeba zapewnić im pieniądze na wypłaty. Szyciem ubrań nie zarobilibyśmy na siebie.

Obecnie tylko Nadwiślańska Spółka Węglowa winna jest cieszyńskiej spółce ponad 2,5 miliona złotych. Jak przyznaje jednak Zbigniew Wojaczek, należności płacone są w terminie.

Mniej szczęścia mają inni biznesmeni, którzy na pieniądze czekać muszą nawet kilka lat. Jeden z nich po czterech latach starań otrzymał wyrok sądowy, który teraz próbuje bezskutecznie wyegzekwować. Komornik nie potrafi mu pomóc.

- W górnictwie nie ma żadnych zasad – mówi. – W zlikwidowanej już kopalni chciałem wziąć z hałdy węgiel. Choć tona kosztuje oficjalnie, w normalnie pracujących kopalniach 100 złotych, tam dyrektor chciał 40 zł plus dziesięć tysięcy ,pod stołem”. Dwa dni później znajomy dostał tam węgiel po 52 złote, ale haracz miał jednak mniejszy. Do dzisiaj nie wiem, kto i po ile mógł tam robić zakupy. Potężna hałda to przecież majątek, ale o przetargu czy wywieszeniu cennika nikt nawet nie pomyślał.

Autor artykułu: JAROSŁAW LATACZ

Po pierwsze: edukacja

Thursday, January 25th, 2001

Zarząd Krajowy Unii Wolności uznał, że swe comiesięczne posiedzenia będzie odbywał poza Warszawą. Pierwsze spotkanie nowo wybranych władz partii zorganizowano na Śląsku. Do katowickiego kina ,Zorza” przybyli wszyscy najważniejsi politycy Unii Wolności z przewodniczącym, prof. Bronisławem Geremkiem na czele.

Podczas dwugodzinnej debaty uznano, że bezrobocie stało się w województwie śląskim najważniejszym problemem społecznym. Receptą na jego zwalczanie ma być zwiększenie nakładów na edukację. Unia Wolności poparła projekt utworzenia Fundacji Edukacji Narodowej. Ponadto postulowano zmiany w systemie odpraw górniczych oraz konieczność przyspieszenia budowy autostrady Gliwice-Wrocław, dokończenie Drogowej Trasy Średnicowej oraz modernizację polsko-czeskich i polsko-słowackich przejść granicznych.

Autor artykułu: (krzyk)

Będzie lepiej?
Katowickie muzy nie tracą nadziei

Tuesday, January 23rd, 2001

Na razie wszystko wskazuje na to, że katowickie muzy przeżyją 2001 rok na takim samym poziomie finansowym, jak rok poprzedni. W budżecie miasta na kulturę przeznaczono 21.588.408 zł – odrobinę więcej niż rok wcześniej.

Pieniądze wydane zostaną przede wszystkim na utrzymanie 12 miejskich instytucji kultury – o jedną więcej niż w roku minionym. Niedawno otworzył podwoje Dom Kultury Południe, składający się z trzech odrębnych placówek: Domu Kultury w Katowicach-Piotrowicach, dawnego Zakładowego Domu Kultury kop. “Murcki” w Kostuchnie oraz Domu Seniora w Murckach.

- Mimo to, dotacje będą na tym samym poziomie, gdyż zakończone zostały remonty, które w ubiegłym roku pochłonęły sporo pieniędzy – zapewnia naczelnik Wydziału Kultury Urzędu Miejskiego, Mirosława Kilon. – Remontowaliśmy Miejski Dom Kultury ?Koszutka? oraz placówki Miejskiej Biblioteki Publicznej, m.in. przy ul. Gliwickiej oraz w Katowicach-Ligocie.

W miejskim budżecie zapewniono pieniądze na konkursy:
* inicjatyw kulturalnych – czeka w sumie 250.000 zł, o 50.000 więcej niż rok temu. Pierwsze rozdanie już w lutym, następne ? w maju i we wrześniu. O dotacje mogą się m.in. starać wydawcy, którzy w serii “Biblioteka Katowicka” przygotują publikacje o mieście i szeroko pojętej jego kulturze.
* na plakat o Katowicach – ogólnopolski dla profesjonalistów (wystawa podczas październikowego Biennale) oraz dla dzieci i młodzieży gimnazjów i szkół ponadpodstawowych.

Dofinansowane zostaną
przedsięwzięcia kulturalne niemiejskich instytucji, np. warsztaty artystyczne Teatru Śląskiego, lekcje muzealne Muzeum Śląskiego, koncerty dla młodzieży Filharmonii Śląskiej. Na pieniądze będą mogli liczyć organizatorzy takich imprez, jak: “Interpretacje”, “Rawa blues”, Praca Roku ASP, Dni Muzyki Wokalnej AM, á part. Dofinansowane będą regionalne festyny w dzielnicach Katowic.

Wzorem lat poprzednich wsparcie z kasy miejskiej otrzyma też chór Camerata Silesia oraz Górnośląskie Towarzystwo Literackie ? na miesięcznik “Śląsk” miasto wyłoży 90.000 zł.

- Dokładamy do imprez organizowanych w mieście co najwyżej połowę ponoszonych kosztów – wyjaśnia Mirosława Kilon.
Tradycyjnie we wrześniu przyznane zostaną nagrody prezydenta Katowic dla twórców kultury. Swoją rangę zachowają nagrody dla wybitnych uczniów szkół artystycznych, które wręczane są w czerwcu. Młodzi zdolni przez cały rok liczyć mogą na wsparcie prezydenta, gdy wyjeżdżają na ważne dla nich konkursy, prezentacje, wszak znakomicie reprezentują wówczas Katowice.

Po raz pierwszy przyznane zostaną w tym roku nagrody dla nauczycieli, którzy na co dzień zajmują się edukacją kulturalną dzieci i młodzieży. Odtąd wręczane będą w Dniu Nauczyciela.

- Budżet kultury jest na miarę aktualnych możliwości finansowych miasta. Czy w ciągu roku może ulec poprawie? Pozostaje mieć taką nadzieję – mówi Mirosława Kilon.

Autor artykułu: TERESA SEMIK

Fuzja biznesu ze sztuką
Galeria “Brama” zamierza się zadomowić również w Bielsku

Tuesday, January 23rd, 2001

Jedna z sal w hotelu “Magura” oddana została do dyspozycji znanej gliwickiej galerii “Brama”, współpracującej na stałe z wybitnymi polskimi artystami. Sponsorem przedsięwzięcia jest mająca swą filię właśnie w Bielsku gliwicka firma Adex.

Galeria istnieje od roku 1992. Kilka dni temu obchodziła swoje dziewięciolecie. Promuje artystów z całej Polski, przede wszystkim jednak – z katowickiej filii krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Izabella Gustowska jest jednak profesorem w Państwowej Wyższej Szkole Sztuk Plastycznych w Poznaniu, Janusz Akermann pracownikiem naukowym PWSSP w Gdańsku, Marcin Surzycki adiunktem w ASP w Krakowie, Krystyna Piotrowska mieszka na stałe w Szwecji, a Tomasz Struk mieszka i pracuje w Paryżu i Berlinie. Każdy tworzy na własny rachunek i niekoniecznie kończył szkołę katowicką.

W Gliwicach galeria mieści się w pięknej zabytkowej kamienicy przy ul. Krótkiej. Cyklicznie odbywają się w niej wystawy autorskie. Niegdyś spróbowano już wyjść poza Gliwice, zorganizowano ekspozycje w Warszawie, ale skończyło się na trzeciej.

- Fuzja biznesu ze sztuką spowodowała, że znaleźliśmy się również w Bielsku – mówi właścicielka galerii, Jolanta Foryst. – To nasz debiut w tym rejonie. Pierwsza wystawa jest próbką możliwości wszystkich artystów, z którymi współpracujemy. Wymyśliliśmy, że potem zorganizujemy cykl spotkań ze sztuką, które odbywać się będą przez rok, a może dłużej. Towarzyszyć im będą wystawy autorskie. Mam nadzieję, że nie skończy się na kilku, tak jak w stolicy.

W środowisku artystycznym “Brama” ma swoje określone wysokie miejsce. Żeby istnieć na trudnym rynku sztuki ostatnich lat, trzeba mieć dobrą receptę na działanie. Dla szefowej galerii najważniejszy jest wysoki poziom artystycznych propozycji. “Brama” tworzy ponadto niepowtarzalny klimat. Artyści czują się z nią związani, poza wernisażami organizowane są spotkania, w których chętnie biorą również udział miłośnicy sztuki.

Salka, w której w Bielsku zadomowić się ma okazję gliwicka galeria nie jest duża. Wystawa, której otwarcie odbyło się w miniony piątek, jest jednak zaaranżowana z dużym gustem i funkcjonalnie. Obrazów jest dużo. Są różnych rozmiarów, wykonane w różnych technikach, dominują na nich różne barwy, podane w najróżniejszych oprawach. Widz nie ma jednak wrażenia przeładowania, zbytniego natłoku wrażeń. Być może dlatego, że każde z dzieł potrafi odrębnie przyciągnąć uwagę, może dlatego, że udało się je ustawić tak, by nie powodowały bałaganu, nie wywoływały przeszkadzającego w odbiorze niepokoju.

Pierwszą bielską ekspozycję galerii “Brama” oglądać można przez kilka najbliższych tygodni. Swoje miedzioryty, pastele, rysunki, oleje colage, blachy, akwaforty, grafiki, akryle, gwasze, akwafinty, szablony, perforacje, linoryty, serigrafie, drzeworyty prezentują Krzysztof Skórczewski, Ewa Tamar, Jacek Rykała, Krystyna Piotrowska, Bolesław Polnar, Marian Oslizlo, Aleksandra Telka-Budka, Tomasz Struk, Adam Romaniuk, Ireneusz Walczak, Zbigniew Blukacz, Ewa Zawadzka, Maria Przyłęcka, Roman Nowotarski, Józef Budka, Tadeusz Siara, Marcin Surzycki, Beata Jurkowska, Joanna Piech, Izabella Gustowska, Tomasz Chudzik, Bogdan Topór, Roman Kalarus, Jan Szmatloch. Niemal wszyscy przybyli w piątek na pierwszy bielski wernisaż.

Autor artykułu: WANDA THEN