Archive for January, 2001

Zagłębianki na scenę!
Wiek i stan cywilny nie odgrywają roli

Tuesday, January 23rd, 2001

Wybrano 26 najładniejszych dziewcząt, które 21 kwietnia reprezentować będą Zagłębie na festiwalu regionalnym, który odbędzie się w PKZ. Do półfinałów przejdą tylko cztery panie. Koncert będzie bezpośrednio transmitowany w światowej sieci internetowej.

W Sali Lustrzanej Pałacu Kultury Zagłębia spotkało się kilkadziesiąt pięknych i odważnych dziewcząt z terenu Będzina, Sosnowca, Dąbrowy Górniczej, Jaworzna i Ogrodzieńca. Są wysokie, mają przynajmniej 170 cm wzrostu i 16-25 lat. Uczennice, studentki, ekonomistki, ekspedientki. Wśród 55 startujących tylko jedna była mężatką.

- Myślę, że mojemu mężowi nie przeszkadza to, że uczestniczę w konkursie piękności; cieszę się, że konkurs nie zamyka drogi dziewczynom, które mają już swoje rodziny i inne obowiązki. Ja mam 2-letniego syna Filipa, studiuję w Wyższej Szkole Biznesu w Dąbrowie Górniczej – mówiła Monika Wójcik.

- Tegoroczne wybory najpiękniejszej Zagłębianki, potem “Polskiej Dziewczyny 2001″ połączone są z akcją Narodowej Koalicji do Walki z Rakiem – przypomina Małgorzata Stankowska, organizator imprezy. – W czasie kwietniowego regionalnego festiwalu “Dziewczyna Zagłębia 2001″ przeprowadzone zostaną za symboliczne 5 zł badania mammograficzne dla kobiet, mieszkanek naszego regionu.
Przed dziewczętami teraz dwa i pół miesiąca intensywnej pracy. W tym czasie będą musiały nauczyć się “właściwie” chodzić, zadbać o swój wygląd (fryzurę, makijaż), prezentację na scenie. Muszą pokonać strach, stres i żyć ze świadomością, że część z nich będzie musiała odpaść z rywalizacji.

- Wspólne działanie Narodowej Koalicji do Walki z Rakiem z Polskim Festiwalem Piękności spowodowało, że do współpracy przystały najwybitniejsze osobistości świata polityki, sztuki, biznesu – mówi Marek Wysocki, prezes Zarządu Polskich Festiwali SA w Warszawie. – Do koncertu finałowego dziewczęta będą przygotowywane pod kierunkiem Małgorzaty Walewskiej, wybitnej śpiewaczki (ćwiczenia głosu, oddychanie), Jana Machulskiego (zajęcia aktorskie), Roberta Korzeniowskiego (zachowanie kondycji fizycznej i psychicznej) oraz operatora Zbigniewa Mazurka (zajęcia z choreografii).

Zwieńczeniem regionalnych widowisk oraz półfinałów, odbywających się na przełomie czerwca i lipca w Koszalinie i Polanicy Zdroju, będzie koncert galowy 12 października w Sali Kongresowej w Warszawie, prowadzony przez Grażynę Torbicką i Artura Orzecha. Uczestniczyć w nim będą takie gwiazdy, jak: Tom Cruise, Nicole Kidmann i Christina Aguillera. Tydzień po finale w 14 polskich miastach odbędzie się wielki, coroczny “Marsz Życia i Nadziei”, w którym weźmie udział ponad 3 tys. dziewcząt-uczestniczek tegorocznej edycji oraz władze lokalne wszystkich biorących udział w tym wydarzeniu regionów.

Autor artykułu: LUCYNA STĘPNIEWSKA

Przygniecione tornistrem

Sunday, January 21st, 2001

7-letnie dziecko w tygodniowym planie szkolnym ma 22-24 lekcje, a 10 kolejnych zabiera mu odrabianie zadań domowych. Teczka gimnazjalisty waży 10 kg, a żołnierz bez wysiłku może chodzić tylko z kilogramowym obciążeniem.

- Dwa razy w tygodniu mam 8 lekcji, raz 10, raz 5 i raz 6 – wylicza Michał K., uczeń II klasy LO w Sosnowcu. – Uczę się krótko, bo się szybko męczę. Na odrabianie lekcji poświęcam do dwóch godzin dziennie. Raz w tygodniu chodzę na dwie prywatne lekcje języka rosyjskiego, bo w szkole mam tylko angielski i niemiecki. Dwie godziny spędzam na gimnastyce korekcyjnej i basenie, mam krzywy kręgosłup.

We wtorki i soboty Michał K. chodzi do Śląskiego Klubu Fantastyki. Na hobby ma tylko 4-6 godzin w tygodniu. Chciałby się nauczyć grać na gitarze, ale wolny czas ma jeszcze tylko w niedziele, a wtedy instruktorzy nie prowadzą zajęć.

- Nasza czteroosobowa rodzina spotyka się tylko w porze obiadokolacji – mówi Michał K. – Wstaję o 6.20, wracam przeważnie po 15. Gdy mam 10 lekcji, to zajęcia rozpoczynam ,zerówką”, o 7.10 i kończę o 16. Do liceum chodzę na piechotę. Koledzy na dojazdy tracą po 2 godziny. Kujony 4-5 godzin dziennie uczą się w domu. A ja połowę prac domowych ściągam od prymusów. Mnie wystarczą czwórki.

Rodzice lubią porównywać, ile obowiązkowych lekcji jest w szkołach. Im więcej, tym lepiej. Nagminnie posyłają dzieci na korepetycje i kursy językowe, bo inaczej syn czy córka nie dostaną się do dobrego liceum lub na studia. W Katowicach jest szkoła, w której 7-latki, niczym studenci na uniwersytecie, mają “okienka”. Przesiadują godzinę w świetlicy, czekając na następne zajęcia.

Pokaż mi swój rozkład zajęć i plecak – poprosiliśmy dzieci z różnych miast. Nie podajemy nazwisk i szkół, bo nie chcemy by były napiętnowane. Ponadto są typowymi reprezentantami pokolenia. Harują wszyscy ich rówieśnicy, chyba że nie wytrzymali “wyścigu szczurów” i wypadli z rywalizacji o stopnie, pochwały itd.

- W poniedziałek, wtorek i piątek mam 5 lekcji, w środę sześć, w czwartek 3 – pokazuje dzienniczek 7-letnia Agnieszka L. z Katowic. – W domu uczę się godzinę. W soboty dłużej, bo rodzice mają więcej czasu i wtedy uczę się z nimi dwie godziny. Raz w tygodniu chodzę na rytmikę i na fortepian.

Tornister Agnieszki waży cztery kg. Starszy od niej o rok Rafał I. z Bielska-Białej dźwiga pięciokilogramowy tornister. W jego szkole nie ma zamykanej szatni i szafek. Dlatego do plecaka zabiera tenisówki, farby, bloki, strój gimnastyczny. Lekcji w tygodniu ma 22 i co najmniej 10 godzin odrabia “prace domowe”.

Leszek B. chodzi do II klasy prywatnego gimnazjum. Jego plecak waży rekordowo – 9 kg. W “najcięższy” dzień nosi do szkoły 18 książek i zeszytów, strój na basen i suszarkę. Chłopiec waży 50 kg i jest jednym z 50 proc. polskich uczniów, którzy mają boczne skrzywienie kręgosłupa. Wydawcy produkują tony podręczników i “ćwiczeń”, grubych jak książki telefoniczne. Nauczyciele “chłoną” ofertę rynkową.

- Na geografię: atlas, podręcznik, ćwiczeniówka i zeszyt, identycznie na historię, na angielski 2 książki formatu A-4 i zeszyt, na niemiecki podręcznik i zeszyt, na matematykę 2 książki i zeszyt, na j. polski podręcznik i zeszyt, piórnik, śniadaniówka, strój na basen – pokazuje Leszek B. swój plecak.

Leszek ma 32 lekcje w tygodniu. W domu uczy się 12 godzin. Rodzice mówią, że jest leniwy, bo jego koledzy więcej siedzą przy książkach.

Jakie może być obciążenie psychofizyczne dzieci w różnym wieku? Górnej normy nie ma.

- Dyrektorzy szkół kierują się ramowymi programami nauczania, ustalanymi przez MEN – wyjaśnia Barbara Wikarek, wizytator Śląskiego Kuratorium Oświaty. – Każdy dyrektor może do tych “minimów” dodać lekcje, zależnie od posiadanych funduszy, w porozumieniu z organem prowadzącym, czyli gminą lub powiatem. Plany lekcji nawet w sąsiednich szkołach są różne.

Nauczyciele znają zasady racjonalnej pracy z uczniem. Na studiach uczą się o optymalnym, dobowym rozkładzie zajęć.

- Dzieci w pierwszych klasach nie powinny mieć więcej niż 3 lekcje dziennie, a starsze 6 – informuje dr Barbara Ignar-Golinowska z Państwowego Zakładu Higieny w Warszawie. – Plan z 8 lub 10 lekcjami jest wadliwy, ale nie ma chyba takiej szkoły, która stosowałaby się do naszych zaleceń. A norm ani kar nie ma. Uczniowie zbyt długo siedzą nad książkami i noszą za ciężkie dla nich tornistry i plecaki. Szkoły nie zapewniają im odpowiednich stanowisk pracy.
Dyrektorzy od 3 lat mają MEN-owskie broszury o zalecanym wyposażeniu klas. Ławki produkowane są w sześciu rozmiarach, by można je było dobierać do wzrostu uczniów, ale w szkołach często są jednakowe, ponieważ podobno ładniej wyglądają. A że szkodzą kręgosłupom, to już inna sprawa.

PZH bezskutecznie walczy z modą klasopracowni (za wyjątkiem tych niezbędnych np: chemicznej, fizycznej, biologicznej, informatycznej). Wędrówki z sali do sali zabierają dzieciom przerwy między lekcjami. Nikt nie udowodnił, że w sali geograficznej, matematycznej, polonistycznej czy historycznej jest większa efektywność nauczania, niż w zwykłej. Specjaliści z PZH twierdzą, że to nie nauczyciel, lecz każda klasa powinna mieć “własną” salę i wspólnie siadać do drugiego śniadania, by wychowawca widział, które dzieci są głodne i potrzebują pomocy.

* * *
Niestety, polskie szkoły przemieniają się w bezduszne kombinaty, strzeżone przez ochroniarzy, w których uczeń jest tylko numerem w dzienniku. Plany lekcji mówią, dlaczego młodzież szkoły nie lubi i zapada na fobie, nerwice, depresje. Reforma oświaty uwalnia nauczycieli od rygoru przerabiania tematów. Za 2 lata powszechne będą sprawdziany umiejętności wynoszonych z kolejnych etapów edukacji, a nie skolekcjonowanych, encyklopedycznych informacji. Co z tego wyniknie, zobaczymy.

Autor artykułu: JOLANTA TALARCZYK

Za wysoka poprzeczka

Sunday, January 21st, 2001

Wspaniały doping wypełniającej po brzegi Halę Polonia publiczności nie zdeprymował doświadczonych graczy Casy Modena Salumi.

W drużynie włoskiej zabrakło Andrei Gianiego i Vigora Boloventy. Poza nimi przyjechały jednak wszystkie gwiazdy tego zespołu: Guido Goertzen, Aleksiej Kazakow, Roman Jakowlew, Lloy Ball, Luca Cantagalli, Marco Tagliatti i Damiano Pippi. Trener Daniele Bagnoli cieszył się przede wszystkim, że udało się zakończyć mecz w trzech setach. Jego zespół mocno odczuwa bowiem trudy ligowych rozgrywek.

W częstochowskiej ekipie nie było Siergieja Orlenki i Radosława Panasa, choć rozgrzewali się razem z kolegami. Nie pokazał się na parkiecie także kapitan Andrzej Szewiński. Po raz kolejny swą szansę dostali Bartosz Szcześniewski i Michał Bąkiewicz.

Nie ulega wątpliwości, że Włosi wygrali zasłużenie. Dysponujący świetnymi warunkami fizycznymi, doskonałą motoryką oraz zgraniem, z powodzeniem realizowali założenia taktyczne. Mimo tego że awans do kolejnej rundy Pucharu CEV wywalczyli już w pierwszym secie, w kolejnych grali bez taryfy ulgowej, a każde niepowodzenie kwitowali grymasem niezadowolenia.

Częstochowianie nie wypadli źle. Co sądzi o występie swych podopiecznych trener Ireneusz Mazur? Po meczu podzielił się z nami swymi refleksjami.

- Przegraliśmy w podobnym stylu jak w Modenie. Niemniej jednak postawa kilku graczy napawa dużym optymizmem. Świadomość tego, że idzie druga linia zawodników, co najmniej takich samych jak ich starsi koledzy, jest czynnikiem optymistycznym.

Rywal postawił nam wysoko poprzeczkę. Poziom tej drużyny jest szczególnie widoczny kiedy dochodzi do końcówek. Oni nie popełniają w nich błędów. W pierwszym secie mieliśmy naprawdę bardzo dobrą sytuację. Jedna pomyłka w zagrywce zupełnie rozbija jednak całą strukturę planu. Nam trudniej jest się pozbierać niż takim doświadczonym graczom. Błąd bardzo mocno tkwi w drużynie i pogłębia się kolejnymi błędami.

Blok Modeny nie bez przyczyny jest nazywany jednym z najlepszych na świecie. I to było widać. Może z boku było irytujące, że nie potrafimy skończyć ataku, ale wynikało to z klasy przeciwnika. To że Łukasz Żygadło potrafił rozprowadzić blok, to ogromny sukces jego i całej drużyny. Myślę, że nie pozostawiliśmy po sobie złego wrażenia. Chłopcy udowodnili, że są walczącym zespołem i brak jednego czy dwóch zawodników specjalnie nie rzutuje na zespół. Co więcej, zaczyna się on odradzać i to jest pozytywne.

W drugim secie popełniliśmy więcej błędów, oni grali równo cały czas. Słabiej przyjmowaliśmy, słabiej blokowaliśmy, nie kończyliśmy piłek. W końcówce nawiązaliśmy walkę, ale to było za mało.

Na Dawidzie Murku skupiała się uwaga rywali i naszego rozgrywacza. Trzeba było dokonać jakiejś radykalnej zmiany. Wprowadzenie do gry Michała Bąkiewicza, który bardzo dobrze przyjmuje i blokuje spowodowało, że zespół zaczął normalnie funkcjonować. Bardzo pozytywnie wpłynął on na drużynę. Mogliśmy zmienić Dawida albo Bojana. Doszliśmy do wniosku, że takie rozwiązanie jakie wybraliśmy będzie najlepsze.

Pierwszoplanową postacią w trzecim secie stał się niespodziewanie Michał Bąkiewicz. W dużej mierze dzięki jego udanym akcjom drużyna uwierzyła, że może powalczyć jeszcze z przeciwnikiem.

- Przeciwko takiemu zespołowi gra się bardzo ciężko. Dziś byłem jednak w takiej dyspozycji, że jakoś sobie poradziłem. Przed każdym meczem mam tremę, a szczególnie przed takim zespołem jak Casa Modena. Przeżywałem to bardzo, ale w efekcie to mi pomogło, by zagrać tak a nie inaczej. Łukasz mi zaufał. Kiedy wystawił mi raz, drugi zobaczył, że jestem w tzw. gazie – powiedział po meczu M. Bąkiewicz.

Po dobrym pierwszym secie, w trakcie drugiego można było mieć obawy, że siatkarze Modeny rozniosą Galaxię. Na szczęście do kompromitacji nie doszło, a częstochowianie postawili rywalowi w ostatnim secie bardzo trudne warunki. Szkoda tylko że tegoroczna przygoda z europejskim pucharem skończyła się tak szybko.

Autor artykułu: (su)

Pokutna konwencja

Sunday, January 21st, 2001

W programie Sojuszu Lewicy Demokratycznej znalazły się braki i błędy – przyznali częstochowscy lewicowcy na I Miejskiej Konwencji SLD.

W minioną sobotę częstochowska lewica obradowała na I Miejskiej Konwencji SLD. Uczestniczyło w niej 164 delegatów, którzy ocenili program wyborczy SLD z 1998 roku oraz działalność lokalnej struktury partii. Choć udzielili wotum zaufania członkom Zarządu Miejskiego, dostrzegli jednak błędy i braki.

- Nie mamy dobrej prasy w Częstochowie, co świadczy o naszej słabej polityce informacyjnej – mówi Grzegorz Makowski, przewodniczący częstochowskiej Rady Miejskiej SLD.

Lewica – jak zapewniano na konferencji prasowej – chce by pisać o niej ,rzetelnie, zgodnie z rzeczywistością” i dlatego do kontaktów z prasą powołano rzecznika, którym został Zbigniew Kamiński.

Mimo tych deklaracji otwartości partii na konwencji podjęto uchwałę zakazującą wstępu na obrady dziennikarzom.
Częstochowscy lewicowcy postanowili stworzyć bank rezerw kadrowych.

- Nie mamy określonych zasad polityki kadrowej, a zbliża się okres kampanii parlamentarnej – wyjaśniał Makowski. – Do wyborów musimy być politycznie przygotowani, mieć kandydatów na posłów, senatorów, samorządowców, ale wiedzieć też czy są ludzie, którzy mogą zająć odpowiedzialne stanowiska np. prezesów spółek.

Na pytanie dziennikarzy, kto rządzi miastem: partia czy Zarząd Miasta, Grzegorz Makowski powiedział, że Zarząd wybrany przez koalicję lewicowych ugrupowań rządzi miastem administracyjnie.

- Partia ma prawo a nawet obowiązek dokonywać ocen członków SLD zasiadających w Zarządzie Miasta – powiedział Makowski. Przyznał, że przekazano prezydentowi Wiesławowi Marasowi wspólną ocenę co do dwóch członków Zarządu.

- W ciągu tygodnia, dwóch powrócimy do rozmowy, a prezydent Maras przedstawi swoją ocenę Zarządu – stwierdził szef lokalnej struktury SLD.

Nieoficjalnie wiadomo, że chodzi o wiceprezydentów: Marka Piekarskiego i Zbigniewa Sosińskiego. Pierwszemu z nich lewicowcy zarzucają nielojalność. Wobec drugiego mają zastrzeżenia co do jego postawy, reprezentowania miasta niezgodnego z ich oczekiwaniami.

Autor artykułu: (vig)

Święta niedziela

Tuesday, January 16th, 2001

Według danych pallotyńskiego Instytutu Statystyki Kościoła Katolickiego w niedzielnej mszy świętej uczestniczy w diecezji opolskiej około 57 procent wiernych. W skład diecezji wchodzi sporo małych miast i niewielkich wsi, gdzie religijność jest jeszcze większa. Ale średnią zaniżają duże miasta.

Na drugim miejscu jest diecezja bielsko-żywiecka. Tutaj regularnie do kościoła chodzi 54 procent mieszkańców. Wyjątkowo religijni są górale zamieszkujący beskidzkie wsie i miasteczka. Znacznie gorzej jest w stolicy diecezji. Trzecie miejsce w regionalnej statystyce zajmuje diecezja katowicka. Na niedzielne msze chodzi bowiem około 50 procent wiernych. Nieco gorzej jest w diecezji gliwickiej. W niedzielnych nabożeństwach bierze bowiem udział średnio 45 procent mieszkańców. Na ostatnim miejscu jest diecezja sosnowiecka. Według danych księży pallotynów do kościoła chodzi tutaj 32,5 procent mieszkańców.

W naszej statystyce nie uwzględniamy diecezji częstochowskiej. Stolicę diecezji tłumnie bowiem odwiedzają pielgrzymi z całego kraju, którzy często uczestniczą w niedzielnych nabożeństwach.

W skali kraju nasz region nie wypada najgorzej. Pod względem religijności mieszkańcy Katowic, Bielska czy Opola ustępują wiernym z Małopolski, ale są znacznie bardziej gorliwi od mieszkańców Dolnego Śląska czy Pomorza Zachodniego.

Autor artykułu: (G.C.)

Maltretowane dzieci

Tuesday, January 16th, 2001

Na Śląsku każdego roku kilkanaście tysięcy malców pada ofiarą agresji rodziców. Nawet niemowlęta są bite i głodzone, a domowi tyrani unikają odpowiedzialności karnej, bo najbliżsi boją się zeznawać.

Straszliwe skutki mają też nieszczęśliwe wypadki spowodowane przez chwilę nieuwagi ojca czy matki. W chorzowskim szpitalu pediatrycznym przy ulicy Truchana przebywa czteromiesięczny Bartek, któremu groziła… śmierć głodowa. 11 stycznia niemowlę trafiło pod opiekę lekarzy w stanie skrajnego wycieńczenia. 26-letnia Wanda C., matka Bartka, zamiast zajmować się pociechą wolała towarzystwo kompanów od kieliszka.

Policjanci zatrzymując kobietę zbadali stan jej trzeźwości. Miała we krwi 3,1 promila alkoholu. Pijąc wódkę nie pamiętała, że w domu pozostawiła bez opieki troje swych pociech liczących sobie 2, 3 i 5 lat. Malcy zostali przekazani do domów dziecka. O życie Bartka musieli walczyć lekarze.

- Teraz małemu pacjentowi nie grozi już śmierć. Bartek czuje się coraz lepiej. Podobnie jak jego brat-bliźniak Mariusz hospitalizowany 7 stycznia z zapaleniem płuc – powiedział nam wczoraj dr Bogusław Bucki z Oddziału Intensywnej Terapii Centrum Pediatrii i Rehabilitacji w Chorzowie.

Policja wystąpiła już do sądu z wnioskiem o odebranie kobiecie praw rodzicielskich. Niestety, podobnych przypadków jest znacznie więcej. W ubiegłym roku sędziowie w 22 sądach rejonowych podległych katowickiemu Sądowi Okręgowemu wydali 4.259 decyzji dotyczących pozbawienia, zawieszenia lub ograniczenia władzy rodzicielskiej.

- Trudno oszacować liczbę przestępstw przeciwko dzieciom. Niekiedy brutalny ojciec jest jedynym żywicielem rodziny. Matka widzi cierpienia dzieci, lecz boi się utraty źródła utrzymania – dodaje podkomisarz Wiesław Mizia z Komendy Miejskiej Policji w Bielsku-Białej.
Mnożą się przypadki bestialstwa. 25-letni mieszkaniec Rudy Śląskiej zamordował sześcioletniego syna swej konkubiny, ponieważ maluch ,drażnił” podchmielonego mężczyznę. Chorzowskie małżeństwo przez wiele miesięcy znęcało się nad własnymi pociechami wydzielając im niewielkie porcje jedzenia, a następnie wymyślając brutalne kary za próby wyniesienia z kuchni kawałka chleba czy margaryny. Pijana matka siedząc w barze nie zauważyła, że uprowadzono jej córkę. W areszcie śledczym oczekuje też na proces 23-letni katowiczanin, który od stycznia do czerwca ubiegłego roku regularnie gwałcił swą trzyletnią córkę. Siemianowiccy policjanci schwytali pijanego ojca mającego na sumieniu skatowanie dwuletniej Ewy.

- Wśród oskarżonych o znęcanie się nad dziećmi 95 proc. stanowią mężczyźni. Zazwyczaj trudno udowodnić im winę, ponieważ brakuje bezpośrednich świadków. Niekiedy też najbliżsi wierząc w solenne zapewnienia brutalnego ojca obiecującego poprawę, korzystają z prawa do odmowy składania zeznań. Bywało już, że w podobnych sytuacjach sąd musiał uniewinnić oskarżonych – relacjonuje prokurator Janusz Jaros, szef Prokuratury Rejonowej w Bielsku-Białej.

Często interwencja policyjnego patrolu może uratować życie dziecka. Tak było ostatnio w Mysłowicach, gdzie pijana matka mroźnym wieczorem spacerowała bez celu ulicami miasta, niosąc 14-miesięczną córkę, która nie miała bucików.

- Okazało się, że 36-letnią kobietę wyrzucił z domu pijany kochanek. Mysłowiczankę odwieźliśmy do izby wytrzeźwień, a malutka dziewczynka znalazła opiekę w Caritasie prowadzonym przez siostry zakonne – opowiada nadkomisarz Ewa Bryś, naczelnik Sekcji Kryminalnej Komendy Miejskiej Policji w Mysłowicach.

Nie zawsze powodem wypadków, których ofiarą padają najmłodsi jest agresja czy alkoholizm rodziców. Bardzo często do dramatycznych wydarzeń dochodzi w zupełnie normalnych domach. Wystarczy sekunda nieuwagi… Sześciolatek wypadł z okna na drugim piętrze budynku przy ulicy Sterniczej w Bielsku-Białej. Chłopczyk przebywał pod opieką babci. Opierając się o szybę otworzył okno i stracił równowagę. W bardzo ciężkim stanie trafił do szpitala.

- Na początku stycznia w częstochowskiej dzielnicy Raków-Błeszno matka wyszła z domu do pobliskiego sklepu, aby kupić pieluszki. Czteroletnia córeczka przystawiła sobie taboret do okna. Spadła z wysokości czwartego piętra. Dziecko cudem przeżyło – mówi komisarz Katarzyna Staciwa z Komendy Miejskiej Policji w Częstochowie.

Zbliżają się ferie zimowe. Wiele dzieci całe dnie spędzać będzie w mieszkaniach lub na przydomowych podwórkach. Pozbawione nadzoru dorosłych łatwo mogą ulec wypadkowi.

- Apelujemy, aby rodzice podczas rozmów z pociechami wytłumaczyli, że nie wolno im bawić się w piwnicach, na placach budowy czy w opuszczonych budynkach. Odpowiednim miejscem do zabawy na pewno nie jest też brzeg glinianki czy stawu – podkreśla komisarz Magdalena Zielińska z Komendy Miejskiej Policji w Gliwicach.

Autor artykułu: DARIUSZ KRAWCZYK

Galaxia kontra Casa

Tuesday, January 16th, 2001

Gwiazdy światowego formatu zaprezentują się dziś w hali Polonia. Galaxia Jurajska AZS Bank Częstochowa rozegra rewanżowy mecz pucharu Europy z Casą Modena Salumi.

Pierwszy pojedynek we Włoszech zakończył się porażką częstochowskiego zespołu. Galaxia, mimo ambitnej postawy, przegrała 0:3 zdobywając 60 małych punktów.

W drużynie z Modeny nie zagrał Andrea Giani, który doznał kontuzji podczas rozgrzewki. W częstochowskiej drużynie zabrakło natomiast Radosława Panasa i Siergieja Orlenki. Po przerwie wystąpił na parkiecie Krzysztof Ignaczak. Szansę gry dostał Bartosz Szcześniewski, który za występ zebrał pochlebne recenzje.

Siatkarze Galaxii nie mają nic do stracenia i przed własną publicznością powinni zagrać bez kompleksów. Goście z pewnością nastawią się na wygranie seta, który ma zapewnić im awans.

Jak przedstawia się sytuacja zdrowotna w zespole? – Radek trenuje już normalnie, Siergiej jest sprawny w około 80 procentach. Decyzja o tym, czy wystąpi podjęta zostanie w ostatniej chwili – mówi trener Ireneusz Mazur.

W składzie Casy zobaczymy m.in. Amerykanina LLoya Balla, Holendra Guido Goertzena, Lucę Cantagalli, Vigora Boloventę oraz mierzącego 217 cm Rosjanina Aleksieja Kazakowa i Romana Jakowlewa, który zagrał w meczu z Galaxią, po dłuższej przerwie spowodowanej kontuzją.

- Potrzebujemy kibiców i wspaniałego dopingu. Być może pomoże wyrównać on nasze straty z Modeny. Możemy przeciwstawić rywalowi ogromną determinację i ambicję. Jest to jednak przeciwnik z najwyższej półki. Dla kibiców obejrzenie na własne oczy takich siatkarzy jak grają w Casie będzie to gratka nie lada – zachęca I. Mazur.

Dziś do 12.00 bilety na mecz nabyć można w sekretariacie klubu przy al. Armii Krajowej. Od 17.00 sprzedaż prowadzona będzie w hali Polonia. Wejściówki normalne po 20 zł, ulgowe – po 15. Mecz rozpocznie się o 19.00.

Autor artykułu: (su)

Narkotyki na stacji

Monday, January 15th, 2001

Na wokandzie częstochowskiego sądu znajdą się wkrótce cztery sprawy przeciwko handlarzom narkotyków. Dealerzy rozprowadzali marihuanę, haszysz, amfetaminę, extasy, LSD i grzyby halucynogenne. Można je było zamówić na jednej z częstochowskich stacji paliw.

W największej sprawie na ławie oskarżonych zasiądzie 19 osób, które handlowały narkotykami od 1995 do 2000 roku. Nie tworzyli zorganizowanej struktury. Działali raczej na zasadzie towarzyskich kontaktów. Spośród tej grupy dwaj mężczyźni są głównymi oskarżonymi. Przez ich ręce przeszła największa ilość narkotyków. Dealerzy sprzedawali marihuanę, amfetaminę, haszysz, extasy. Można było też u nich kupić LSD i grzyby halucynogenne. Jeden z handlarzy uprawiał konopie indyjskie na swojej posesji pod Częstochową, z których produkował amfetaminę. Podczas przeszukania policjanci znaleźli u niego wyposażenie do suszenia konopi. Środki odurzające dealerzy rozprowadzali także wśród nieletnich poniżej 15. roku życia – uczniów gimnazjów i podstawówek.

- Specyficzną “centralą” obrotu narkotykami była stacja paliw, w której pracował jeden z handlarzy – relacjonuje Romuald Basiński, rzecznik częstochowskiej prokuratury. – Mężczyzna utrzymywał telefoniczny kontakt z klientami, którzy mogli u niego zamawiać i odbierać towar.

Czterech członków grupy aresztowano, reszta pozostaje pod dozorem policyjnym.

Przed sądem stanie także kolejna grupa, skupiająca 9 dealerów, która działała według identycznego mechanizmu. W dwóch innych sprawach oskarżeni są również trzej handlarze środkami odurzającymi, u których znaleziono 68 detalicznych porcji prochów. Wszystkim oskarżonym dealerom grozi do 10 lat więzienia, a tym, którzy rozprowadzali narkotyki wśród nieletnich nawet do 15 lat pozbawienia wolności.

Autor artykułu: (vig)

Koniec Relaksu

Monday, January 15th, 2001

Relax – jedyne kino na Rakowie stoi puste. Dotychczasowy użytkownik – firma Rymi zrezygnowała z jego prowadzenia.

Przyczyną zamknięcia kina była sytematycznie malejąca liczba widzów w Relaksie, które – jak zapewniają dzierżawcy placówki – przynosiło ostatnio same straty.

W minionym roku obejrzało w nim filmy tylko 4,7 tysięcy osób, podczas gdy kino Wolność miało około 200 tysięcy widzów. Relax zostanie prawdopodobnie sprzedany. Instytucja Filmowa “Silesia-Film”, do której należy kino, ma wkrótce rozpisać przetarg na sprzedaż obiektu.

Autor artykułu: (vig)

“Intergrafia” – Wystawa mistrzów grafiki

Monday, January 15th, 2001

Nagrodzone prace Międzynarodowego Triennale Grafiki można oglądać w galerii miejskiej. Dwieście wystawionych grafik w niemal wszystkich technikach aż po grafikę komputerową, to jest to co najlepsze na świecie.

- Grafika wciąż się rozwija. Daleka od akademickich uprzedzeń stara się jak najlepiej służyć życiu i sięga po wszelkie dostępne środki. Dlatego jury “Intergrafii” nie stara się narzucać artystom czy publiczności jakichś własnych wyborów. My jedynie wyszukujemy to, co jest najlepsze, najświeższe, najoryginalniejsze – mówi profesor Witold Skulicz, juror i prezes Stowarzyszenia MTG.

Na “Intergrafię” składa się wiele wystaw realizowanych w różnych miastach. Pokazywana w Częstochowie ekspozycja to wspólne przedsięwzięcie naszej miejskiej galerii i katowickiej, i tylko w tych dwóch miejscach była pokazana.
W Miejskiej Galerii Sztuki można zobaczyć prace wykonywane w różnych technikach. Stosunkowo dużo jest technik nowych. Dominują wśród nich wydruki komputerowe. Głównie są to prace wieloformatowe.

- Grafika długo się przed wielkim formatem broniła, bo stwarza on ogromne trudności wykonawcze i technologiczne. Zdecydowało jednak zapotrzebowanie – wyjaśnia prof. Skulicz.

Wśród autorów z całego świata jest także artysta związany z Częstochową, prof. Grzegorz Banaszkiewicz, jest wielu autorów polskich i europejskich. Nie odczuwa się już tego bezwzględnego dominowania grafików japońskich, jakie notowano przez wiele lat.

Autor artykułu: (wp)