Archive for January, 2001

Skandal gospodarczy?

Thursday, January 11th, 2001

Wczoraj o godz. 15 do Mirosława Wróbla dotarł faksem odpis decyzji Walnego Zgromadzenia Akcjonariuszy, odwołujący go z funkcji prezesa Huty Katowice. Tymczasem brytyjska firma konsultingowa Multi-Technologies obarcza wiceministra Edwarda Nowaka winą za fiasko negocjacji z Corusem.

Rezygnacja brytyjsko?holenderskiego koncernu stalowego z planów utworzenia spółki z Hutą Katowice, doprowadziła do ogromnych problemów finansowych dąbrowskiej spółki.
Z kredytowania jej bieżącej działalności wycofały się banki, zaniepokojone ślimaczącą się prywatyzacją. Zaczęły też narastać długi spółki, które zamierzano spłacić pieniędzmi uzyskanymi od Corusa.

- Zniechęcenie inwestora to ogromna zasługa Ministerstwa Gospodarki oraz przedstawiciela Polski w EBOR, którzy przekazali inwestorowi informację, że jego inwestycja “nie jest zgodna ze strategią polskiego rządu” – Karina Kowalska, dyrektor Multi-Technologies, cytuje wypowiedź Jana Krzysztofa Bieleckiego w liście wysłanym w piątek do premiera Jerzego Buzka.

Konsolidacja hutnictwa przed prywatyzacją – stało się przewodnim hasłem odpowiadającego w resorcie gospodarki za hutnictwo wiceministra Edwarda Nowaka. Działo się tak w momencie, gdy tylko negocjacje inwestorów zagranicznych z Hutą Katowice osiągnęły punkt krytyczny. Uzgodniono wartość transakcji i rozpoczęto rozmowy o zabezpieczeniach i gwarancjach.

- Wypowiedzi i działania przedstawicieli Ministerstwa Gospodarki nie powinny być tak negatywne w stosunku do Huty Katowice, gdyż odbierane są wśród analityków polskiego rynku jako typowy przykład uprawiania polityki preferencji regionalnych – dodaje w piśmie do premiera Karina Kowalska. – Piątkowe sformułowanie ministra Nowaka: Nie dla Huty Katowice – Tak dla Huty Sendzimira, mówią same za siebie.

- To skandal i sabotaż gospodarczy – podsumowuje krótko działania resortu gospodarki Marek Nanuś, szef ZZ Pracowników Ruchu Ciągłego w Hucie Katowice. – Informacje o kulisach wycofania się Corusa z negocjacji znaliśmy już wcześniej. Przekazaliśmy kompletną dokumentację ministrowi Januszowi Steinhoffowi, który zapowiedział wyciągnięcie konsekwencji. Niestety, tego nie zrobił.

Krytycznie działania ministerstw gospodarki i skarbu państwa, a raczej ich brak, ocenia również Mirosław Wróbel.
- Procesy ekonomiczne są dynamiczne, dlatego często bardzo ważne jest szybkie podejmowanie decyzji. Tymczasem urzędy, w tym ministerstwa mają z tym ogromne problemy. Równie ważna jest w biznesie wiarygodność. Trudno natomiast o niej mówić, jeżeli jednego dnia przedstawiciel rządu wygłasza trzy sprzeczne ze sobą opinie – mówi Mirosław Wróbel. – To właśnie nieodpowiedzialne wypowiedzi zniweczyły trud negocjacji z Corusem. Trudno, jak się jest wiceministrem, to nie wolno pozwalać sobie na formułowanie publicznie “prywatnych opinii”.

Kłopoty urzędników z podejmowaniem decyzji boleśnie odczuwa Huta Katowice do dzisiaj. Z szumnie zapowiedzianego kredytu pomostowego Towarzystwa Finansowego Silesia, spółka nie zobaczyła jeszcze złotówki. Wypowiedzenie bankowej umowy konsorcjalnej udało się powstrzymać jedynie dzięki łupieżczo oprocentowanej pożyczce lombardowej.

Walne Zgromadzenie Akcjonariuszy Huty Katowice, czyli minister Andrzej Chronowski, postanowiło natomiast w czwartek odwołać jej prezesa. Do wczoraj dokument czekał na podpis krążącego po Polsce szefa resortu. Następcą Mirosława Wróbla zostanie Andrzej Capiga, jeden z dyrektorów Banku Śląskiego. W latach 80. pracował on w Hucie Katowice, najpierw jako kadrowiec Wydziału Wielkopiecowego, a następnie całego Kombinatu Metalurgicznego. Z hutą rozstał się w 1991 r.

Wywiad z Mirosławem Wróblem ukaże się w jutrzejszym “DZ w Zagłębiu”.

Autor artykułu: WOJCIECH W. WACŁAWEK

Adaś, nasz bohater

Thursday, January 11th, 2001

- Adam się nie zmieni. Te sukcesy nic mu nie zrobią. On chce wygrywać, ale żyć jak dawniej – rodzina Małyszów jest spokojna. Na razie Adam Małysz faktycznie jest taki, jak w dzieciństwie, gdy na rozbiegu w Łabajowie stawiał pierwsze kroki. Ambitny, skromny i drobny z postury.

Nasz najlepszy skoczek wcale nie wygląda jak narodowy bohater. Ma 169 cm wzrostu, waży znacznie mniej niż 60 kg. Nieśmiały, drobniutki, bardzo miły. Często uśmiecha się spod rzadkiego wąsa. Najczęściej, gdy widzi córkę. Tylko czasami rzuca kawałem. Przeważnie w stronę natrętnych dziennikarzy: – Jestem w formie, ale psycholog doradził mi, żebym mniej wywiadów udzielał.

Ambitny i skryty

Adam Małysz urodził się w 1977 roku. Ma starszą o dwa lata siostrę Iwonę. Ukończył Szkołę Podstawową nr 4 w Wiśle-Głębcach, potem Zasadniczą Szkołę Zawodową w Ustroniu.
Został blacharzem-dekarzem. Interesują go przede wszystkim narty, ale także piłka nożna, samochody i gry komputerowe.
- Preferuję graficzne zabawy w stylu Tetrisa – tłumaczy Adam.

Pierwszy raz stanął na nartach w wieku 6 lat. Zaczynał od kombinacji norweskiej. Jako junior został już tylko przy skokach. Do udziału w zawodach namówili go ojciec Jan Małysz (kierowca) i wuj, jego pierwszy trener, szkoleniowiec młodzików KS “Wisła” Jan Szturc. – Adam był niesamowicie ambitny na treningach – chwali skoczka Szturc.

- I skryty. Taki zodiakalny Strzelec – charakteryzuje Adama jego babcia, wielka miłośniczka skoków narciarskich, Helena Szturc. – Jak sukcesy miał to się chwalił, ale jak w Łabajowie zaliczył upadek, to nic nie powiedział.

W czasie, gdy Adam zaczynał skoki, klub miał utrudniony dostęp do sprzętu. Małysz dostał raz za duże buty i kiedy wyszedł z progu, wyskoczył z nich. Został w samych skarpetkach.

- Czasami strasznie nas zaskakiwał – mówi mama, Ewa Małysz, kierowniczka działu gospodarstwa domowego i
rtv w Domu Handlowym “Świerk” w Wiśle.

W wieku 12 lat Adam wymyślił, że jak będzie biegał z cegłówkami w plecaku to nadrobi kondycję. – Raz patrzę, bierze plecak, ładuje do niego cegłówki i oznajmia, że idzie na trening w góry. Mówię: “Synku, kręgosłup sobie zniszczysz”, ale on był uparty – opowiada pani Ewa.

- W ten sposób wzmacniał mięśnie nóg. Może było to prymitywne, ale efekty dawało – wspomina Jan Szturc.

W 1994 roku Adam jako junior zdobył mistrzostwo Polski. Potem były kolejne sukcesy. Już wtedy babcia mówiła na wnuczka: – Adaś, nasz bohater.

Zamieszkał u teściów

Najgłośniej zrobiło się o Adamie w 1996 roku, kiedy to jako prawie nieznany 18-latek z Wisły zaczął robić furorę na światowych skoczniach. Najpierw drugie miejsce w konkursie w amerykańskim Iron Mountain, potem powtórka wyczynu w Falun, a na koniec wygrane ostatnie zawody Pucharu Świata 17 marca w Oslo. Wtedy najważniejsze było dla niego, że pokonał kończącego karierę Jensa Weissfloga, swojego idola.

- Adama nigdy nie było w domu. Jak nie na zawody, to na treningi, zgrupowania wyjeżdżał. Ciężko go było zastać. Ciągle go brakuje, ale już się z tym pogodziłam – mówi mama.

W czerwcu 1997 roku Adam ożenił się z o rok młodszą Izabelą Polok (oboje są zodiakalnymi Strzelcami). Młodzi poznali się przelotnie już w podstawówce. Mieszkali na tej samej ulicy Kopydło. Chodzić zaczęli ze sobą dopiero w 1996 roku, po dyskotece w Koniakowie. O ślubie zdecydowali już po roku. Odbył się w ewangelickim kościele Piotra i Pawła w Wiśle (Adam jest luteraninem, Iza katoliczką). Wesele miało miejsce w strażnicy OSP. Adam nadal jest członkiem straży.

Małyszowie zamieszkali w domu Marii i Jana Poloków, rodziców Izy. Jakieś pół kilometra od domu rodziców Adama. Na tej samej ulicy.

31 października 1997 roku młodej parze urodziła się córka Karolina. Chrzciny miały miejsce w kościele katolickim. – Jej narodziny były jednym z najważniejszych wydarzeń w moim życiu – rozpowiadał wtedy Adam.

Podłamana rodzina

Jeszcze dwa lata temu media krzyczały, że to właśnie z powodu żeniaczki i dziecka Adam stracił formę. Ale to nie tak. Psuło się w całym zespole. Skoczkowie nie znajdowali wspólnego języka ze szkoleniowcem Pavlem Mikeszką. – Darł się po zespole, a oni go nie słuchali – mówi mama skoczka.
- Adam smucił się. Cała rodzina była podłamana. Ludzie zazdrościli, dogadywali. Denerwowało nas wszystkich jak mówili, że Małysz słabo skacze, że pozbierał pieniądze i tylko pije. A on po prostu nie miał formy. Każdy sportowiec ma do tego prawo, każdy zawodnik przechodzi kiedyś załamanie formy.

Adam zamknął się w sobie. Niewiele poprawiła krótka zmiana trenera na Piotra Fijasa. Dopiero, gdy do zespołu wszedł trener Apoloniusz Tajner (kiedyś wiceprezes Polskiego Związku Narciarskiego, syn dwukrotnego olimpijczyka w kombinacji norweskiej Leopolda Tajnera) Adam Małysz zaczął powoli odzyskiwać formę. Tajner naprawił atmosferę w zespole, ściągnął dla skoczków psychologa, fizjologa i stres się skończył.

Buduj się, synek

- Był okres, że rzeczywiście psychika Adama była zachwiana. W tej chwili, po dwóch latach pracy z psychologiem i uspokojeniu atmosfery w grupie, dobrze się czuje, realizuje trening. Powiedziałbym nawet, że Adam jest przygotowany do tego, żeby unieść ciężar wielkich wyników – mówił nam przed rozpoczęciem sezonu trener kadry, Tajner. Teraz w wywiadach i na konferencjach potwierdza swoje słowa. Uważa, że Małysz wchodzi w najlepszy wiek dla skoczka narciarskiego: 23-30 lat. – Adam jest tak solidnie przygotowany, że o jego formę w tym sezonie, a nawet później nie musimy się obawiać – twierdzi Tajner.

Podobnie mówią inni wiślanie. – Adam jest dojrzałym zawodnikiem, przeszły mu już te młodzieńcze fobie. Jest podbudowany psychicznie, przestał się bać skoczni – przekonuje Andrzej Wąsowicz, prezes KS Wisła, którego barwy reprezentuje Adam.

Skoczek naprawia nawet zaległości w dawaniu wywiadów. Udziela ich coraz lepiej, tyle że nadal niechętnie. Po zawodach od razu pojechałby do domu. Tam ma spokój. Od dziennikarzy broni go córka. Karolina powoli zaczyna być taka jak tata. Też nie przepada za reporterami.

Wkrótce być może Adam rozpocznie budowę własnego domu. Babcia, Helena Szturc, mówi, że działkę Adam już ma w Kopydle. – Przepisałam ją na Adasia zaraz po tym, jak wygrał pierwsze zawody w Pucharze Świata – tłumaczy. – Może z tych pieniędzy, które wygrał w Turnieju Czterech Skoczni, zacznie budowę. Ja mu mówię “nie czekaj, korzystaj, buduj się synek”.

Autor artykułu: WOJCIECH TRZCIONKA

Świat bólu i zła

Thursday, January 11th, 2001

To wyjątkowo przez widzów oczekiwana wystawa i najbardziej prestiżowa dla profesjonalnych fotografów prasowych. World Press Photo to także największy na świecie konkurs, a nagrodzone prace prezentowane są w 35 krajach. Od wczoraj zobaczyć je można także w Katowicach, w Górnośląskim Centrum Kultury.

Zdjęcia wykonano w 1999 roku, stąd najwięcej na nich wydarzeń w Kosowie. Fotografia Roku autorstwa Duńczyka Clausa B. Larssena przedstawia właśnie mężczyznę idącego ulicami albańskiego miasta Kukes, gdzie znajdowała się ogromna grupa uchodźców.

Z roku na rok coraz śmielszy jest pościg fotoreporterów za prawdą, którą chciałoby ukryć wielu dygnitarzy tego świata. Ale też autorzy zdjęć coraz śmielej epatują głównie przemocą, śmiercią i bólem. W tym realistycznym świecie zła mało jest miejsca na emocje, symbole, piękno. Życie jest przede wszystkim okrucieństwem – można skonstatować po wyjściu z galerii.

Do 43. konkursu World Press Photo zgłoszono więcej niż poprzednio zdjęć – aż 42.215, zrobionych przez 3.981 autorów. Zwycięzców w dziewięciu kategoriach wyłaniało 13-osobowe, jury. Wśród laureatów jest Polak, Tomasz Gudzowaty z tygodnika ,Wprost”.

Idea popularyzacji na skalę światową fotografii prasowej zrodziła się w 1955 roku w Holandii. Polska edycja wystawy towarzyszy urodzinom ,Gazety Wyborczej”.

Autor artykułu: (tes)

Od pomostowych do branżowych

Tuesday, January 9th, 2001

Już dwa lata ślimaczą się prace nad ustawą, która pozwoliłaby osobom zatrudnionym w warunkach szczególnych przechodzić na emeryturę pomostową. 14 grudnia ub. roku rząd przedstawił jej projekt pracodawcom i związkowcom. Okres konsultacji sprawia, że projekt nie dotrze do parlamentu wcześniej niż za pół roku.

Wśród założeń do ustawy o świadczeniach branżowych, zwanych dotąd emeryturami pomostowymi, które rząd przekaże do zaopiniowania partnerom społecznym, znalazło się sporo nowości i część założeń z ustawy emerytalnej. Krzysztof Młodzik, koordynator wicepremiera i ministra pracy ds. świadczeń branżowych, zaprezentował projekt przedstawicielom organizacji pracodawców i związków zawodowych.

Rząd chce, by świadczenia branżowe – poprzednio nazywane emeryturą pomostową – można było pobierać przez okres 5-10 lat, do czasu uzyskania emerytury lub renty z systemu powszechnego. Można by je łączyć z pracą.

W założeniach zapisano, że:
* Użyte w ustawie o emeryturach i rentach z Funduszu Ubezpieczeń Społecznych określenie “emerytury pomostowe” zostanie zastąpione określeniem “świadczenia branżowe”.
* Będą je finansowali pracodawcy.
* Wysokość składki i warunki świadczeń powinni negocjować zainteresowani partnerzy społeczni, “jako że ich wspólnym interesem jest niedopuszczenie do zrujnowania pracodawcy przez stawianie nierealistycznych żądań. Ustalenia są wiążące dla pracodawcy, który ponosi całkowitą odpowiedzialność za płacenie składki”.
* Rekompensaty dla osób tracących uprawnienia do wcześniejszej emerytury i koszty świadczeń branżowych za okresy przepracowane w warunkach szczególnych przed wejściem w życie ustawy, finansowałby budżet państwa.
* Świadczenie byłoby oparte na składce z indywidualnego konta.
* W ustawie nie będzie ustalona minimalna wysokość świadczenia.
* Od świadczeń branżowych nie będą płacone składki emerytalno-rentowe.
* Osoby je pobierające będą mogły jednocześnie pracować. Świadczenie miałoby być traktowane jako uzupełnienie zarobków z pracy, gdzie starsza osoba nie może w pełni wykorzystać swojego zawodu i doświadczenia zdobytego w poprzedniej pracy.
* Świadczenie można by było pobierać przez okres 5-10 lat. Wygasałoby z chwilą zdobycia uprawnienia do emerytury (lub renty) z powszechnego systemu.
* Składki miałyby być wpłacane do firm ubezpieczeniowych, wybranych przez zainteresowane strony, i przez nie wypłacane. Na firmy nałożone byłyby ograniczenia co do możliwości inwestowania pieniędzy ze składek. Przy zmianie pracodawcy uprawniony mógłby przenosić także wpłacone składki.
* Pracodawca, który poprawi warunki pracy byłby zwolniony z obowiązku płacenia składek na świadczenie branżowe.

Świadczenia branżowe mają zastąpić w przyszłości wcześniejsze emerytury dla osób zatrudnionych w szczególnych warunkach i w szczególnym charakterze. Ustawa miałaby wejść w życie 1 stycznia 2007 roku. Do końca 2006 będą obowiązywać stare zasady przechodzenia na wcześniejszą emeryturę.

- Gotowy projekt ustawy chcielibyśmy przesłać do parlamentu jeszcze przed przerwą wakacyjną, a najpóźniej w czwartym kwartale tego roku – powiedział Krzysztof Młodzik.

Autor artykułu: (BS)

Huta prosi o litość

Tuesday, January 9th, 2001

Nad program restrukturyzacji miliardowego zadłużenia Huty Katowice dyskutowali wczoraj w siedzibie dąbrowskiej spółki przedstawiciele jej zarządu, samorządów zagłębiowskich oraz tzw. wierzycieli niehandlowych, czyli m.in. ZUS, urzędów skarbowych, funduszów ochrony środowiska. Huta jest im obecnie winna nieco ponad 306 mln zł. Od listopada nie reguluje żadnych należności poza płacami załogi i pracowniczą częścią składki ZUS-owskiej.

- Oczekujemy od państwa wstrzymania działań egzekucyjnych oraz odroczenia płatności zobowiązań na dwa lata – mówiła Jadwiga Dyktus, wiceprezes Huty Katowice ds. finansowych. – Obecne nasze problemy związane są z całkowitym zaprzestaniem bieżącego kredytowania produkcji przez banki.

Huta Katowice dla normalnego funkcjonowania potrzebuje ok. 150 mln zł kredytów obrotowych miesięcznie. Obecnie spółka ma ok. 551 mln zł deficytu płatniczego, który w ciągu najbliższych dwóch miesięcy może wzrosnąć o kolejne 200 mln zł, mimo wprowadzenia drastycznego programu oszczędnościowego. W 2001 r. w hucie zamrożono płace oraz zaplanowano ograniczenie o 95 mln zł zakupów materiałów i usług.

- W ubiegłym roku Huta Katowice miała najwyższą w historii wartość sprzedaży, a mimo to stoi na skraju bankructwa – dodaje jej prezes Mirosław Wróbel. – Jeżeli sytuacja finansowa nie ustabilizuje się do końca marca, spółce grozi postawienie w stan likwidacji.

Huta prowadzi również pertraktacje w sprawie restrukturyzacji zadłużenia z wierzycielami handlowymi, którym jest winna łącznie 780 mln zł. Najwięksi wśród nich to PKP (327 mln zł) i Węglozbyt (180 mln zł). Wczoraj zarząd Huty Katowice wystąpił także z wnioskiem do ministra skarbu państwa o dokapitalizowanie spółki kwotą 660 mln zł.

Kłopoty Huty Katowice odbiły się już na restrukturyzacji chorzowskich hut Kościuszko/Królewska i Batory. 3 stycznia zarząd dąbrowskiej firmy zrezygnował z objęcia wartych 32 mln zł udziałów w Hucie Królewskiej i Walcowni Blach Grubych Batory.

Autor artykułu: (wow)

Śląskie ferie w lutym

Tuesday, January 9th, 2001

Od 1997 roku kuratorzy oświaty mają swobodę w planowaniu ferii. Obowiązują cztery terminy. Dzięki temu zmalało oblężenie zimowych ośrodków wypoczynkowych i jednocześnie wydłużył się sezon narciarski w górach. W tym roku uczniowie z woj. śląskiego mają zimowe wakacje od 5 do 18 lutego.
Jako pierwsi na wypoczynek wyjadą uczniowie z woj. mazowieckiego, podlaskiego i wielkopolskiego. Książki odłożą 22 stycznia, a wrócą do szkół w poniedziałek 5 lutego. Wtedy oficjalnie rozpoczną się ferie w woj. śląskim i małopolskim.

Brać szkolna z woj. opolskiego będzie spotykała się stokach Podbeskidzia z kolegami z innych regionów od 29 stycznia do 11 lutego. Opolszczyzna z terminem ferii wstrzeliła się w najbardziej popularne dwa tygodnie. Na zrobienie dzieciom zimowych wakacji w tym samym czasie zdecydowali się gospodarze aż 10 regionów: kujawsko-pomorskiego, lubelskiego, lubuskiego, łódzkiego, opolskiego, podkarpackiego, pomorskiego, świętokrzyskiego, warmińsko-mazurskiego i zachodniopomorskiego. Jak już wyżej napisaliśmy nie ma wśród nich woj. śląskiego, co mylnie podała wczoraj Polska Agencja Prasowa. Jako ostatni z międzysemestralnego wypoczynku korzystać będą uczniowie woj. dolnośląskiego – od 12 do 25 lutego.

Swoboda kuratorów oświaty w ustalaniu terminów 14-dniowych ferii jest kontrolowana. MEN wymaga by wszyscy zmieścili się między 22 stycznia a 25 lutego. Plany trzeba zgłosić do końca maja, by od września przybrały postać zatwierdzonego kalendarza szkolnego, który od miesięcy jest prezentowany na stronach internetowych MEN.

- Śląski kurator w porozumieniu z wojewodą wyznaczył ferie w lutym, by wyjazdy dzieci z naszego regionu do Ustronia, Wisły, Szczyrku, Zakopanego czy Bukowiny Tatrzańskiej nie zbiegły się z wypoczynkiem ogromnej grupy uczniów z woj. mazowieckiego – wjaśnia Iwona Michalec, rzeczniczka ŚKO. – Gospodarze stołecznego regionu zmienili termin swych ferii, przypadających w poprzednich latach w lutym. Województwa śląskie i małopolskie, które od dawna współpracują w organizacji pobytów w górach, dostosowały swe plany do sytuacji, spowodowanej przez gospodarzy Mazowsza.

Jednoczesny najazd uczniów ze Śląska i stolicy na górskie wczasowiska na pewno wywindowałby ceny kwater. Jeżeli wierzyć meteorologom to zmiana terminu dla mieszkańców naszego regionu może być korzystna. Prawdziwa śnieżna zima ma być w tym roku w lutym i marcu.

Autor artykułu: (tal)

Stolica polskiej kolędy

Monday, January 8th, 2001

Jutro, w kościele pw. Świętej Trójcy przy będzińskim zamku, o godz. 17 nastąpi uroczysta inauguracja VII Ogólnopolskiego Festiwalu Kolęd i Pastorałek. Mszę świętą odprawi biskup Adam Śmigielski.

Później odbędą się przesłuchania finalistów. 12 stycznia w kościele Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny na Syberce planowany jest koncert finałowy, na który zamierza przyjechać m.in. marszałek Senatu Alicja Grześkowiak i przewodniczący “Solidarności” Marian Krzaklewski.

W ramach festiwalu wystąpi 104 solistów, zespołów i chórów. Przesłuchania eliminacyjne odbyły się w 19 miejscach kraju oraz na Ukrainie. Łącznie w eliminacjach wzięło udział około 14 tysięcy osób.

- Kiedy tworzyliśmy ten festiwal mieliśmy takie marzenie, aby zgłosiło się do niego chociaż kilkanaście zespołów – opowiada ksiądz Piotr Pilśniak, dyrektor biura organizacyjnego imprezy. – Teraz na zgłoszenia musimy odpowiedzać, z braku czasu, nocami.

Przed siedmioma laty grupa młodych ludzi pod wodzą księdza Piotra zastanawiała się nad tym, aby z okazji Bożego Narodzenia przygotować koncert kolęd. Od razu chcieli go zorganizować w formie konkursu. Napisano regulamin, zaczęto też mówić o festiwalu na terenie Zagłębia Dąbrowskiego i okolic.

- Po cichu liczyłem na 20 zgłoszeń – opowiada ks. Pilśniak. – Jeśli dobrze pamiętam, było ich 86. Od razu wszyscy wykonawcy wystąpili w Teatrze Dzieci Zagłębia.

Impreza z roku na rok się rozrasta, a dzięki temu, że w wielu miastach i środowiskach kościelnych były miejsca, gdzie organizowano lokalne festiwale kolęd, obecnie mogą one służyć do organizacji eliminacji i przesłuchań
Ogólnopolski Festiwal Kolęd i Pastorałek ma młodzieżowy charakter. Około 120 młodych zaangażowanych jest w jego organizację. Po zajęciach w szkole przychodzą, aby pomagać np. w prowadzeniu korespondencji. Pracują jako przewodnicy dla przyjezdnych, pokazując, gdzie mają występy, posiłki, noclegi.

Bardzo ważną rolę w każdym festiwalu pełni jury. W Będzinie organizatorom udaje się co roku zgromadzić ludzi dobrze znających się na muzyce. W tym roku przewodniczącym komisji oceniających występujących będzie Marek Jasiński, kompozytor, profesor Akademii Muzycznej w Szczecinie. Oprócz niego w jury zasiądzie Mirosława Knapik z Akademii Muzycznej w Katowicach i ks. Andrzej Zając, prowadzący chór chłopięcy Pueri Cantores Tarnoviensis.

- W ten sposób te amatorskie zespoły, bo tylko takie mogą wziąć udział w festiwalu, są oceniane przez autorytety w dziedzinie muzyki i czują się dowartościowane – twierdzi ksiądz Jarosław Kwiecień, pełniący obowiązki rzecznika prasowego diecezji sosnowieckiej.

Ksiądz Piotr Pilśniak stara się raz na kilka lat zajrzeć do ośrodków eliminacyjnych. Podkreśla jednak, że wyjazdów w teren nie traktuje jako wizytacje.

- Choć są uciążliwe, to jednak miłe. Ci ludzie żyją festiwalem. Zwłaszcza w małych miejscowościach – dodaje ksiądz Piotr. – Choć wiadomo, że do finału dostanie się jeden na sześciu wykonujących, to samo przesłuchanie jednoczy lokalne środowisko.

Żeby zorganizować tak dużą imprezę, potrzebne są duże pieniądze. Pochodzą one – jak mówi jej twórca – “od kochanych sponsorów”. Dzięki nim dla najlepszych można przygotować nagrody o łącznej wartości 40 tys. zł. To też świadczy o randze festiwalu.

Autor artykułu: Jacek Rasiewicz

Akcje do podziału

Monday, January 8th, 2001

Jeszcze w styczniu tego roku nastąpią istotne zmiany w Agencji Rozwoju Lokalnego SA w Sosnowcu. Strategiczny udziałowiec, Skarb Państwa, mający ponad 90 procent akcji zrzekł się ich na korzyść zagłębiowskich samorządów. Akcje przypadną powiatom grodzkim: Sosnowcowi i Dąbrowie Górniczej oraz powiatowi ziemskiemu Będzin.

- Liczba akcji, jakie otrzymają powiaty, będzie uzależniona od liczby mieszkańców jednostki – mówi prezes Agencji Rozwoju Lokalnego Jan Szot. – Najwięcej przypadnie powiatowi sosnowieckiemu i dąbrowskiemu. Do podziału zostało około 10 mln zł. Kapitał Agencji Rozwoju Lokalnego wynosi obecnie około 11,5 mln zł.

Agencja działa od 1997 roku i do tej pory miała 16 akcjonariuszy. Jej głównym zadaniem jest pobudzanie przedsiębiorczości i promocja zagłębiowskiego biznesu.
Ostatnio Agencja otrzymała certyfikat w zakresie prowadzenia usług doradczych, szkoleniowych, informacyjnych i finansowych. Świadectwo zostało wręczone prezesowi Agencji przez podsekretarza stanu w Ministerstwie Gospodarki Tadeusza Donocika.

- Jesteśmy jedną z czterech agencji w kraju, która prowadzi działalność w tak szerokim zakresie – mówi Jan Szot. – W województwie śląskim podobne uprawnienia ma Górnośląska Agencja Rozwoju Lokalnego w Katowicach.

Spełnienie wymagań standaryzacji potwierdził audit przeprowadzony przez Zakłady Badań i Atestacji “ZETOM” w Katowicach, który uznał wysoką jakość usług świadczonych przez sosnowiecką Agencję. ARL otrzymała akredytację w Krajowym Systemie Usług dla Małych i Średnich Przedsiębiorstw.

Autor artykułu: (jew)

Szlagierowy Picasso

Monday, January 8th, 2001

Rekordową frekwencją cieszyła się wystawa rysunków i ceramiki Pablo Picassa, zorganizowana w Muzeum Miejskim. Ekspozycję czynną tylko półtora miesiąca odwiedziło około 6 tys. widzów. Dzieła genialnego Hiszpana przyjeżdżali oglądać nie tylko mieszkańcy Zagłębia, ale całego województwa śląskiego.

- Mieliśmy gości z różnych regionów Polski – mówi dyrektor Muzeum Miejskiego Zbigniew Studencki. – Ekspozycję zwiedzali m.in. opolanie, wrocławianie, a nawet warszawiacy. Podobały się im nie tylko rysunki Picassa, ale też oryginalna aranżacja ekspozycji. Ambicją naszego przedsięwzięcia było pokazanie wpływu, jaki wywarł hiszpański malarz na naszych artystów i polską sztukę użytkową.

O randze wystawy świadczą choćby wpisy do księgi pamiątkowej Muzeum: “Dziękuję za możliwość obejrzenia tych wspaniałych dzieł największego twórcy w historii malarstwa. Kasia Okulnicz”.

Autor artykułu: (jew)

Historia Białej: Małopolski rodowód

Friday, January 5th, 2001

Biała – położona na prawym brzegu rzeki Białej (od której pochodzi nazwa) – jest młodszą częścią dwumiasta. “Od początków należała do księstwa oświęcimskiego, które w latach 1563-1564 ostatecznie zostało inkorporowane do Polski” – napisał dr Jerzy Polak w swoim najnowszym przewodniku po Bielsku-Białej.

Biała pojawiła się około 1560 r. jako przysiółek polskich tkaczy założony przez sołtysa królewskiej wsi Lipnik.
Pierwsza wzmianka o przysiółku, liczącym wówczas 13 chat, pochodzi z 1564 r. Zaczęli do niego napływać rzemieślnicy ze śląskiego Bielska i rejon ten szybko przeobraził się w osadę tkaczy. Około 1613 r. Biała została wydzielona z Lipnika jako samodzielna gmina z samorządem kontrolowanym przez podstarostę lipnickiego. W połowie XVII w. przybyło do Białej wielu rzemieślników-protestantów, uciekających ze Śląska przed prześladowaniami religijnymi. Schroniła się tu także szlachta cieszyńska uciekająca przed Szwedami. Prawa miejskie przyznano Białej 9 stycznia 1723 r. Społeczność była trójnarodowościowa – do osadników polskich i niemieckich dołączyli żydowscy. Rozwojowi miasta towarzyszyły silne zatargi wyznaniowe między katolikami a luteranami. Przed pierwszym rozbiorem Polski miasto stało się najsilniejszym ośrodkiem sukienniczym oraz płócienniczym w zachodniej Małopolsce, słynęło też z uboju wołów.

W wyniku I rozbioru w 1772 r. znalazło się w granicach Austrii. Pojawiło się tu wielu mieszkańców pochodzenia niemieckiego. W latach 1820-1850 Biała wraz z dawnym księstwem oświęcimskim została wyłączona przez austriackiego zaborcę z Galicji i wcielona do tzw. Związku Niemieckiego. Bogacące się miasto rozbudowano według wzorca bielskiego. W końcu XIX w. wzniesiono wiele okazałych budynków użyteczności publicznej, w tym gmach Ratusza.
Biała nie dorównała jednak Bielsku pod względem potencjału wytwórczego ani wyglądu wielkomiejskiego. Przed I wojną światową stała się najbardziej zniemczonym miastem w Galicji. W obronie polskości stanął ruch narodowy z napływową grupą urzędników i księży oraz miejscowym drobnomieszczaństwem. W odrodzonej Polsce weszła do woj. krakowskiego, zmieniając w 1926 r. nazwę na Białą Krakowską. Po 1918 r. miasto szybko się spolonizowało.

Autor artykułu: WANDA THEN, JACEK DROST