KATOWICE, CHORZÓW. Budynek chorzowskiego Pogotowia Ratunkowego został oflagowany. Pracownicy protestują przeciwko wyjściu z Wojewódzkiego Pogotowia Ratunkowego. Rada Miejska podjęła uchwałę intencyjną o przejęciu stacji i włączeniu jej do Szpitala im. Mielęckiego.
- Ten szpital nie ma ani centralnej izby przyjęć, ani oddziału ratowniczego. Obawiamy się także zwolnień. Najbardziej boją się ich pracownice ambulatorium, które może zostać zlikwidowane – mówią pracownicy chorzowskiej stacji.
Chorzowscy samorządowcy planują przeznaczyć tylko w tym roku na inwestycje w szpitalu ponad pół miliona zł.
- W uchwale wyraźnie zapisano, że miasto przejmie pracowników – wyjaśnia Gabriela Kardas, rzecznik chorzowskiego magistratu. – Włączenie pogotowia do szpitala pozwoli wykorzystać nie tylko aparaturę, sprzęt medyczny, ale też umiejętności i wiedzę pracujących tam specjalistów.
Protest w chorzowskiej stacji jest tylko częścią akcji w stacjach województwa śląskiego. Sześć spośród działających w pogotowiu związków zawodowych wystosowało pismo przeciw planowanej przez Zarząd Województwa Śląskiego likwidacji WPR i rozparcelowaniu siedemnastu istniejących stacji pomiędzy gminne szpitale. Zdaniem Janusza Kamieńskiego, dyrektora WPR, ten błąd może oznaczać utratę pracy dla sporej grupy spośród trzyipółtysięcznej załogi. Przyjęcie rozwiązań proponowanych przez Zarząd jest ryzykowne i odbije się głównie na pacjentach.
- To likwidacja dobrze działających struktur – oburza się Zbigniew Morawicki ze Związku Zawodowego Pracowników WPR. – Jedyny efekt, jaki można w ten sposób osiągnąć, to chaos i dezorganizacja w tak ważnej dziedzinie ochrony zdrowia, jaką jest ratowanie życia. Pacjenci zostaną pozbawieni opieki. Całodobowa opieka lekarza rodzinnego póki co nie istnieje. Ustawa o ratownictwie medycznym określa pewne standardy czasu dojazdu do pacjenta. Konieczna jest jednolita organizacja, system łączności. Tymczasem województwo śląskie nie wiadomo czemu idzie w zupełnie innym kierunku.
Autor artykułu: ALDONA MINORCZYK-CICHY