Wszechobecne reklamy obiecują pieniądze, samochody, mieszkania i ogólny dostatek niemal za darmo. Wystarczy tylko zaciągnąć kredyt. W bajki o symbolicznych wręcz ratach wciąż jeszcze wierzy spora grupa ludzi. Czar pryska, gdy trzeba regulować kolejne należności, a przed drzwiami naszego mieszkania ustawia się kolejka wierzycieli z komornikiem na czele…
Przestrogą i znakiem naszych czasów jest historia, z którą zwróciła się do naszej redakcji zrozpaczona rodzina państwa C. Potrzebowała pieniędzy na ratowanie zdrowia córki. W VIII klasie podczas lekcji dziewczynka została uderzona książką w prawe oko. Od tego czasu ma uszkodzoną siatkówkę i w oku tym straciła wzrok. Rodzice niefortunnie zbyt późno założyli sprawę w sądzie i w efekcie stracili szansę na jakiekolwiek odszkodowanie.
- Adwokat od razu powiedział nam, że nie ma szans na wywalczenie odszkodowania od szkoły. Dopiero później okazało się, że szanse były spore. Było już jednak za późno. Leczyliśmy więc dziecko za własne pieniądze. Dopóki pracował mąż nie było z tym większych problemów. Konto jednak topniało, a my akurat szukaliśmy pomocy u specjalistów w Niemczech. Zdecydowaliśmy się więc zaciągnąć kredyt. Mąż po dwudziestu czterech latach pracy na kopalni musiał skorzystać z urlopu górniczego, a trzeba było spłacać pożyczkę. By spłacić jedną, musieliśmy zaciągnąć kolejną. W ten sposób wpadliśmy w błędne koło, z którego nie ma wyjścia – tłumaczy Gabriela C.
Obecnie rodzina jest zadłużona na sumę ok. 100 tys. zł! Ich mieszkanie regularnie odwiedza komornik, uzasadnione pretensje mają również żyranci, którzy teraz muszą spłacać cudze zobowiązania, a wcale nie należą do grona ludzi zamożnych. Państwo C. mają troje dzieci. U Alicji i Marka (chorego na epilepsję) orzeczono czasowy stopień niepełnosprawności. Dwudziestoletnia dziś dziewczyna i jej brat pracują w zakładzie pracy chronionej, ale już w tej chwili wiadomo, że nazwisko Ali znalazło się na liście osób do zwolnienia. Najstarszy syn po odbyciu służby wojskowej założył rodzinę i… spłaca zaciągnięty na własne nazwisko kredyt. Pan Jan chciałby podjąć pracę, ale musi zaczekać do sierpnia, kiedy to będzie mógł przejść na emeryturę.
Obecnie nawet umowa-zlecenie odebrałaby mu prawo do urlopu górniczego. Pani Gabriela również nie możne znaleźć pracy.
- Najgorsze w tym wszystkim jest to, że kosztowne leczenie córki nie przyniosło rezultatów! Ala nie będzie widzieć na jedno oko, a drugie jest coraz słabsze – płacze pani Gabriela.
Małżonkowie są zdesperowani. Dorobek życia topnieje w oczach, za drzwiami lombardu znikają kolejne domowe sprzęty, a oni muszą pożyczać pieniądze na chleb. Od stycznia przestali spłacać jakiekolwiek raty. Ostatnio głowa rodziny na “pasku” przyniosła do domu… 4 zł wypłaty. Małżonkowie obliczyli, że na spłatę wszystkich rat miesięcznie potrzebowaliby 10 tys. złotych…
Autor artykułu: KATARZYNA PALICZKA