Archive for April, 2001

Punkty zostały w… Łodzi

Monday, April 30th, 2001

Piątkowe derby Śląska dowiodły, że GKS i Ruch nie przypadkiem otwierają tabelę rundy wiosennej. Obydwa zespoły pokazały w Katowicach dobry futbol, 7 tys. widzów było świadkami nie lada emocji, a co najważniejsze, tym razem na Bukowej mówiło się wyłącznie o sportowej stronie meczu.

48. pojedynek sąsiadów zza miedzy tradycyjnie już zakończył się remisem. Był to 24. podział punktów w historii spotkań tych drużyn w ekstraklasie, dodajmy od razu, że jak najbardziej zasłużony. W ten sposób katowiczanie zachowali miano jedynego niepokonanego zespołu naszej ligi w rundzie wiosennej, przedłużając pasmo gier bez porażki na Bukowej do 37. konfrontacji, a Ruch również cieszył się z wywiezienia z trudnego terenu jednego punktu.

- Cieszę się, że byliśmy świadkami sportowej rywalizacji. Na boisku nie było chamstwa ani złośliwości, co na pewno pomogło w utrzymaniu odpowiedniej atmosfery na trybunach. Dla takich spotkań warto przychodzić na stadion, a patrząc w tabelę, jak na razie to my jesteśmy mistrzami Śląska – powiedział na pomeczowej konferencji trener GKS Bogusław Kaczmarek. Z kolei opiekun Ruchu Bogusław Pietrzak stwierdził: – Obydwa zespoły rzeczywiście stworzyły dziś bardzo emocjonujące widowisko, a wynikało to z tego, że zarówno my jak i GKS ciągle jeszcze potrzebujemy punktów, aby zapewnić sobie spokojną końcówkę sezonu i dlatego każda z drużyn bardzo chciała na Bukowej wygrać.

W I połowie zdecydowanie dominowali na murawie gospodarze udowadniając swoją przewagę golem Tomasza Moskały. – Cieszę się, że udało mi się strzelić gola w derby Śląska. Było to już moje czwarte trafienie w barwach GKS. Szkoda tylko, że później nie wykorzystałem drugiej znakomitej sytuacji strzeleckiej. Po przyjęciu piłki na pierś w polu karnym rywali zachowałem się jak junior, przepraszam, jak trampkarz. Po przerwie to chorzowianie zagrali bardzo dobrze i w sumie z tego remisu trzeba się cieszyć – powiedział 24-letni zawodnik z Andrychowa.

W przerwie derby w chorzowskiej szatni było bardzo gorąco, a na II połowę wyszła odmieniona jedenastka ,niebieskich”. – W I odsłonie grało nam się bardzo ciężko, więc nic dziwnego, że w przerwie powiedzieliśmy sobie parę ostrych słów. Po zmianie stron wszedł Gorawski, który wzmocnił nasz atak i jakoś więcej miejsca zrobiło się dla nas na boisku. W końcówce udało mi się wyrównać i był to już mój drugi gol w barwach Ruchu. Dedykuję go kibicom ,niebieskich”, którzy bardzo gorąco nas dzisiaj dopingowali – powiedział Jan Woś, przy którego trafieniu asystę zaliczył Krzysztof Bizacki: – Starałem się strzelać na bramkę. Piłka jednak odbiła się od nóg obrońców i trafiła do Janka, który nie zmarnował okazji. Uratowaliśmy na Bukowej punkt i z tego trzeba się cieszyć, choć myślę, że z przebiegu gry, to my bardziej zasłużyliśmy na zwycięstwo. Po raz kolejny zagraliśmy jednak bardzo nieskutecznie.

W końcówce meczu sporo kontrowersji wywołało starcie w polu karnym Jakuba Wierzchowskiego z Moussą Yahayą, po którym czarnoskóry napastnik GKS długo nie podnosił się z murawy. – Karny był ewidentny, bo najpierw trąciłem piłkę, a dopiero później bramkarz wpadł na mnie całym impetem. Bardzo boli mnie ręka i nie wiem, czy zagram w następnym meczu – stwierdził Yahaya, a pytany o ocenę tej sytuacji trener Pietrzak powiedział: – Nie chcę na gorąco ferować wyroków. Najpierw muszę to spokojnie obejrzeć na wideo.

W piątkowy wieczór śląskie derby najcelniej skomentował opiekun katowiczan ,Bobo” Kaczmarek: – Walczyły dziś co prawda dwie śląskie drużyny, ale zarówno GKS jak i Ruch trenerów mają z Łodzi, więc bez względu na wynik, punkty i tak zostałyby w tym mieście.

Autor artykułu: JACEK SROKA

Maraton ,Dąbka”

Saturday, April 28th, 2001

Prawie cztery godziny trwał wczorajszy pojedynek Bartłomieja Dąbrowskiego (nr 618 na liście ATP) z Harelem Levym, najlepszym tenisistą Izraela, który zajmuje miejsce w okolicach ,pięćdziesiątki” światowej listy rankingowej. Dąbrowski przegrał w pięciu setach. Łukasz Kubot uległ wcześniej Noamowi Okunowi i Polska po pierwszym dniu meczu Pucharu Davisa rozgrywanego w Bytomiu przegrywa 0:2.

Jako pierwsi na kort wyszli Kubot i Okun. Młody zawodnik KKT Wrocław nie potrafił sobie poradzić z debiutancką tremą i uległ rywalowi w trzech krótkich setach. Obaj zawodnicy grali z głębi kortu, chodząc do siatki tylko z musu. Zabrakło interesujących wymian, a punkty były zdobywane głównie po prostych błędach. Pojawiły się nawet żarty, że najlepszą wymianą meczu była… wymiana sędziów liniowych, którzy zgodnie z regulaminem muszą przez pewien czas odpoczywać. O tym, że debiut nie był zbyt udany, wiedział sam Kubot, który ocenił swą grę na 2-3 w skali dziesięciostopniowej. Lew Rywin, prezes Polskiego Związku Tenisa, nie krył swego rozczarowania.

- Umiejętności są, ale nerwy puszczają – mówił po zakończeniu pierwszego meczu. – Tenis trzeba mieć w głowie. Przecież jak widać diabeł nie taki straszny i można powalczyć z Izrealem. Idę do naszej szatni, aby zmobilizować zawodników.

Kibice na korcie centralnym Górnika Bytom już od pierwszych piłek pojedynku Dąbrowskiego i Levy’ego zobaczyli zupełnie inny tenis niż we wcześniejszym spotkaniu. Popularny ,Dąbek” walczył o każdą piłkę. Po godzinie gry skończyło się na przegranej w tie-breaku 3:7, choć parę chwil wcześniej było 3:3. Drugi set był popisem gracza z Izraela, który wygrał do dwóch, kończąc partię atomowym asem. Dąbrowski przegrywał więc 0:2 i chyba nikt nie przypuszczał, że czekać nas będą wielkie emocje. Przy stanie 0:30 w siódmym gemie trzeciego seta Polak postanowił zmienić rakietę i… zaczął grać jak natchniony! W tie-breaku nie dał żadnych szans rywalowi, wygrywając do dwóch. Niesiony dopingiem kibiców Bartek poszedł za ciosem i w ciągu 26 minut rozstrzygnął na swą korzyść czwartego seta. Dąbrowski dał wygrać przeciwnikowi tylko jednego gema! Levy sprawiał wrażenie coraz bardziej zniecierpliwionego. Jednak udało mu się przełamać serwis Dąbrowskiego i prowadził 2:1 na początku decydującego seta. ,Dąbek” jednak szybko odrobił gema, a zawodnik gości ze złością ściągnął czapeczkę i pozbył się jej za pomocą rakiety, uderzając jak piłkę.

Następne gemy rozgrywane były zgodnie z zasadą własnego serwisu. Ekipa Izraela głośno dopingowała swego zawodnika, ale górą byli oczywiście miejscowi kibice. Wrzawa na kortach zainteresowała nawet spacerowiczów z pobliskiego parku, którzy zza ogrodzenia przyglądali się meczowi. Ponieważ organizatorzy nie sprzedawali już biletów, część z osób przeniosła się na trybuny.

Sensacja, jaką byłaby bez wątpienia wygrana Dąbrowskiego, stawała się coraz bardzie realna. Nasz gracz prowadził 5:4 i od upragnionego zwycięstwa dzieliły go tylko trzy piłki, ponieważ było 30:30. Faworyt i tym razem wyszedł z opresji, przełamując podanie Dąbrowskiego na 6:5. Levy wygrał ostatniego gema ,na sucho”, kończąc mecz asem serwisowym. Obu graczy pożegnały owacje, a wśród bijących brawo był też prezes Rywin.

- Dąbrowski pokazał, że można powalczyć z lepszym przeciwnikiem i zmazał nieco plamę po przegranej Kubota. Jestem zadowolony z jego postawy. Byliśmy blisko doprowadzenia do remisu w meczu, ale trzeba pamiętać, że Izrael jest zdecydowanym faworytem – przypomniał szef PZT.

Dziś (tj. w sobotę) o 12.30 rozegrana zostanie gra deblowa. Filip Anioła i Mariusz Fyrstenberg zmierzą się z Noamem Behrem i Amirem Hadadem.

Autor artykułu: TOMASZ KUCZYŃSKI

Walczyli jak zawsze

Saturday, April 28th, 2001

Biorąc pod uwagę tabelę rundy wiosennej, na Bukowej starł się lider z wiceliderem… Chorzowianie przystąpili do meczu bez dwóch młodych: Łukasza Madeja i Rafała Grzelaka. Miejscowi wystartowali w komplecie. Oprawa meczu była godna śląskich derby. Deszcz serpentyn, tablice w klubowych barwach, powiewające flagi i huk petard oznajmiły, że rozpoczął się mecz GKS – Ruch.

Podopieczni Bogusława Kaczmarka rozpoczęli z impetem. Już w drugiej minucie Tomasz Moskała był bliski szczęścia. Jego strzał przewrotką odbił Marek Wleciałowski, a dobitka Łukasza Gorszkowa poszybowała nad poprzeczką bramki Jakuba Wierzchowskiego. Za chwilę, po akcji Artura Andruszczaka minimalnie chybił z 5 metrów Moussa Yahaya. Goście dość długo nie byli w stanie nawet przejść połowy boiska. Gdy już to zrobili, było naprawdę groźnie. W 19 minucie Mamia Jikia zagrał do wchodzącego na pole karne Roberta Górskiego, ale ten zbyt daleko wypuścił sobie piłkę i zmarnował stuprocentową okazję.

Przewaga wciąż jednak należała do gospodarzy. W 24 minucie Gorszkow podał na prawą stronę do Moskały. Ten walczył z pilnującym go Wleciałowskim na dystansie 20 metrów. Napastnik GKS okazał się jednak lepszy. Uwolnił się i będąc w obrębie ,szesnastki” wygrał pojedynek z Wierzchowskim, lokując piłkę w siatce.

Końcówka tej odsłony była bardzo ciekawa. Obie drużyny stworzyły jeszcze po jednej znakomitej okazji. Pierwszą – dla GKS, zmarnował Moskała. Z kolei ,Niebieskich” mógł uszczęśliwić Łukasz Surma, chybił jednak z 12 metrów.

Po zmianie stron dużą przewagę osiągnęli goście. Dobre okazje dla ekipy Bogusława Pietrzaka zmarnowali: Damian Gorawski i Mariusz Śrutwa. Katowiczanie byli nastawieni na kontry. Kapitalną okazję stworzył im… Wleciałowski. Stracił piłkę na rzecz Andruszczaka, ten wyszedł sam na sam z golkiperem Ruchu, ale rywalizację przegrał. Dobitka Marka Kubisza była niecelna. W miarę upływającego czasu coraz gorzej spisywali się kibice. Z trybun rzucono świecę dymną, ktoś nieodpowiedzialny rzucił butelkę na plac gry. Widowisko było jednak na tyle ciekawe, by zająć chuliganów.

Dominacja przyjezdnych przyniosła efekt. W 82 minucie, po akcji Krzysztofa Bizackiego wyrównał płaskim strzałem Jan Woś. Miejscowi rzucili się do odrabiania strat. 5 minut przed końcem spotkania do prostopadle zagranej piłki wyszedł Yahaya. Wbiegając w pole karne został staranowany przez bramkarza gości, który – niczym karateka – zaatakował go w powietrzu wyprostowaną nogą. Sędzia Jacek Granat nie zareagował…

GKS Katowice – Ruch Chorzów 1:1 (1:0)

Bramki: dla GKS: Moskała 24; dla Ruchu: Woś 82. Żółte kartki: Jakubowski (GKS); Boldt, Jikia, Paluch (Ruch). Sędziował: Jacek Granat (Warszawa). Widzów: 7000.

GKS: Lech – Szala, Świerczewski, Sznaucner – Andruszczak, Widuch, Gorszkow, Kubisz, Jakubowski (73 Bała) – Moskała (74 Mikulenas), Yahaya (85 Kowalczyk).

RUCH: Wierzchowski – Masternak, Fornalik, Wleciałowski, Boldt (46 Gorawski) – Woś, Surma, Jikia (58 Śrutwa), Górski – Paluch, Bizacki.

Autor artykułu: (jarosz)

Lokator prawie uwłaszczony

Thursday, April 26th, 2001

Lokatorzy zajmujący mieszkania zakładowe, komunalne, spółdzielcze posiadający książeczki mieszkaniowe nie mogą już korzystać z premii gwarancyjnej. Za to każdy mieszkaniec bloków spółdzielczych, który jeszcze nie wykupił mieszkania będzie to mógł zrobić za 3 procent jego wartości.

Od wczoraj z premii gwarancyjnej nie można skorzystać przy wykupie zajmowanego spółdzielczego mieszkania lokatarskiego, komunalnego i zakładowego. Jednocześnie z przepisem o ograniczeniu korzystania z premii gwarancyjnych weszła w życie ustawa o wykupie mieszkania spółdzielczego za 3 procent jego wartości rynkowej.

Spółdzielcy przypuszczają, że zbieżność dat nie jest przypadkowa. – Z jednej strony państwo zabiera, z drugiej pozornie daje – usłyszeliśmy w jednej z częstochowskich spółdzielni. – A w samych spółdzielniach zacznie się okres bałaganu prawnego. Obok siebie będą mieszkania lokatorskie, własnościowe, na podstawie najmu. To niby okres przejściowy, do czasu, gdy większość lokatorów wykupi mieszkania po preferencyjnej cenie.

Teraz będzie można założyć nową spółdzielnię mieszkaniową nawet tylko w jednym bloku. I spółdzielcy mogą spowodować eksmisję lokatora, który do ich związku nie przystąpi. Nic dziwnego, że taką ustawę oprotestował rzecznik praw obywatelskich i skierował ją do Trybunału Konstytucyjnego.
Przepisy o wykupie mieszkania za 3 procent jego wartości rynkowej to wprowadzanie tylnymi drzwiami ustawy uwłaszczeniowej. Jednak jest to w dużej mierze rozdawanie przysłowiowych Niderlandów. Lokatorzy, członkowie spółdzielni zostając właścicielami mieszkania staną się zamożni, w większości, teoretycznie. Tylko nieliczni przecież mogą pozwolić sobie na sprzedaż swojego M.

Autor artykułu: JANUSZ STRZELCZYK

Pracę stracą nie tylko zatrudnieni bezpośrednio

Thursday, April 26th, 2001

Od grudnia ubiegłego roku stale zmniejsza się liczba chętnych na zakup wozów rodzimej produkcji. Spadek sprzedaży nowych samochodów dotyczy przede wszystkim aut przeznaczonych dla masowego odbiorcy. Firmy Deawoo oraz Fiat prześcigając się w promocjach, upustach oraz innych udogodnieniach dla nabywców nie zdołały przełamać złej passy.

Brak popytu wymusza więc “obcinanie” kosztów. Deawoo zwalnia obecnie prawie 1,3 tys. pracowników. We Fiacie etat straci 580 osób z zakładów w Bielsku-Białej i Tychach oraz 170 z bielskiej firmy “Power Train” produkującej silniki dla Fiata.

- Zdaniem ekspertów zwolnienie jednego pracownika Fiat Auto Poland powoduje likwidację od ośmiu do dziesięciu miejsc pracy w firmach współpracujących z naszym przedsiębiorstwem. Niestety nie mogliśmy uniknąć redukcji zatrudnienia. W naszych planach na rok 2001 zakładaliśmy oczywiście spadek sprzedaży, lecz nie aż tak drastyczny – podkreśla Bogusław Cieślar, rzecznik prasowy Fiat Auto Poland z Bielska-Białej.

Kłopoty mają nie tylko producenci. Kryzys dotknął także importerów. Dealerzy zapowiadają ograniczenie liczby pracowników zajmujących się obsługą klientów.
Prawdopodobnie mniejsi sprzedawcy sami znikną z rynku. Wszystko wskazuje, że branża motoryzacyjna długo nie odzyska rewelacyjnej kondycji z 1999 roku.

- Dotychczas ponad 60 proc. nowych aut kupowano dzięki bankowym pożyczkom. Dwa lata temu oprocentowanie wynosiło około 17 proc. Teraz sięga 21 proc. Ostatnia drobna korekta stóp procentowych nie zwiększy popytu. Nadal trzykrotnie przekraczają poziom inflacji – komentuje Wojciech Drzewiecki z firmy “Samar” w Warszawie.

Przysłowiowym gwoździem do trumny okazała się ogromna podwyżka akcyzy.

- Stawki akcyzy wzrosły z 2 do 6 proc. Swoje zrobił niekontrolowany do niedawna import rozbitych aut. Nie można też zapominać o systematycznym wzroście cen paliw oraz opłat ubezpieczeniowych. Wszystko to sprawiło, że mieszkańców uzyskujących przeciętne dochody nie stać na nowy samochód. Natomiast mocna złotówka skutecznie blokuje eksport, ponieważ czyni go nieopłacalnym – dodaje Bogusław Cieślar.

Władze samorządowe zamierzają pomóc zwalnianym w znalezieniu pracy. W Bielsku-Białej głośno jest m.in. o planach uruchomienia wytwórni samochodów bmw czy rozpoczęciu produkcji… samolotów na rynek amerykański. Inwestycje trwać mogą jednak latami, a etaty dla bezrobotnych będą jednak potrzebne “od zaraz”.

- Docelowo wiele osób zapewne przejdzie z branży motoryzacyjnej do… turystycznej. Mamy piękny region. Inwestując w bazę wypoczynkową na pewno nie stracimy. Zyskamy za to nowe miejsca pracy – podkreśla Jacek Kachel, rzecznik prasowy Urzędu Miejskiego w Bielsku-Białej.
Objęci zwolnieniami grupowymi pracownicy firm motoryzacyjnych – zarówno samych fabryk jak też spółek działających na ich zlecenie – nie mają łatwego zadania. Wbrew pozorom człowiek zatrudniony “przy taśmie” wcale nie jest pożądanym nabytkiem dla właścicieli prywatnych warsztatów.

- Robotników przywykłych do pracy w dużym koncernie cechuje porażająca wręcz niesamodzielność. Wykonują wyuczone czynności, lecz nie potrafią podejmować decyzji, nie wykazują większego zainteresowania swoimi zadaniami, a czasem… zupełnie nie znają się na samochodach – ocenia Zenon Knap, szef tyskiego zakładu wyspecjalizowanego w mechanice pojazdowej.

Autor artykułu: DARIUSZ KRAWCZYK

Mityng budowlanki

Thursday, April 26th, 2001

Dziewiąty z kolei mityng pływacki o puchar dyrektora Zespołu Szkół Budowlanych w Rybniku po raz pierwszy rozegrany został nie w szkole, ale na pływalni krytej rybnickiego MOSiR-u. Organizatorzy nie mieli innego wyjścia, gdyż od ubiegłego roku szkolny basen jest zamknięty. Władze miasta już dawno deklarowały pomoc finansową w remoncie obiektu, ale pieniędzy dotąd nie ma.

Po 35 latach stacje wodociągowe i uzdatniania wody przestały działać i są w rozsypce – mówi wprost Zygmunt Kula, dyrektor ZSB. – Doraźne naprawy i remonty prowadzone w ciągu ostatnich 10 lat przedłużały jedynie żywotność leciwych instalacji basenowych, ale nie mogły zapobiec jego unieruchomieniu.

Szkolny mityng pływacki stał się jednak tak popularną imprezą, że trudno byłoby z niego zrezygnować. Odbył się na pływalni dzięki przychylności jej gospodarzy. Jednak uczniowie dali wyraz swojemu niezadowoleniu z powodu zamknięcia szkolnego basenu i wywiesili olbrzymi transparent o treści: “My basen mamy, ale go tylko oglądamy. Budowlanka”. Pomimo tych niedogodności zawody przebiegły bardzo sprawnie. Jak zwykle wzięli w nich udział uczniowie rybnickich szkół średnich.

W sztafecie 4×50 m dziewcząt pierwsze i drugie miejsce wywalczyły dwa zespoły II Liceum Ogólnokształcącego im. Andrzeja Frycza Modrzewskiego, trzecia była drużyna I LO im. Powstańców Śląskich. Wśród chłopców najlepiej spisała się ekipa I LO, wyprzedzając Zespół Szkół Budowlanych i Zespół Szkół Ekonomiczno-Usługowych. W klasyfikacji końcowej zwyciężyło II LO. Szkoła wygrała już po raz trzeci, więc puchar przeszedł na jej własność. Drugie miejsce wywalczyło I LO, a trzecie ZSE-U.

Indywidualnie w stylu dowolnym na 50 m najlepsi byli Katarzyna Dziedzic z II LO i Szymon Jonderko z ZSE-U, w stylu grzbietowym na 50 m zwyciężyli Sylwia Kowalczyk z I LO i Damian Wiśniewski z ZSP nr 2. W stylu klasycznym na 50 m I miejsca zdobyli Ewelina Bułat z ZSP nr 2 i Maciej Kosiba z ZSE-U. w stylu motylkowym chłopców na 25 m wygrał Kamil Piecha z I LO.

Autor artykułu: KM

Gościnni gospodarze

Wednesday, April 25th, 2001

W hali Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Rybniku- Boguszowicach odbył się Ogólnopolski Turniej Halowy Straży Miejskich o Puchar Prezydenta Rybnika. Gospodarze okazali się bardzo gościnni – oddali gościom wszystkie czołowe pozycje.

W naszej pracy kondycja fizyczna jest bardzo ważna. A poza tym dzięki takim imprezom funkcjonariusze mogą się poznać i zintegrować – twierdzi Wojciech Jerc z rybnickiej Straży Miejskiej.
Turniej odbył się podczas minionego weekendu. Do Rybnika przyjechali strażnicy z Kędzierzyna-Koźla, Częstochowy, Knurowa, Bielska, Tych, Gliwic, Jastrzębia i Siemianowic Śląskich. Drużyny były 7-osobowe. W sobotę odbyły się eliminacje, w niedzielę walczono o miejsca w finale. Pojedynki mundurowych były niezwykle zacięte. Na trybunach zasiedli koledzy zawodników, a nawet członkowie ich rodzin. Niestety, gorący doping nie pomógł reprezentantom naszego regionu.

Pierwsze miejsce i puchar prezydenta Rybnika wywalczyła ekipa z Tych. Na drugim miejscu uplasowała się reprezentacja gliwickiej komendy Straży Miejskiej. Trzecia była ekipa z Częstochowy. Czwarte miejsce zdobyli strażnicy z Bielska. Piąta była ekipa z Kędzierzyna. Dopiero na szóstym miejscu znaleźli się “nasi” – strażnicy z Jastrzębia. Siódmą pozycję zajęła drużyna rybnicka, która na ubiegłorocznym turnieju w Piotrkowie Trybunalskim była czwarta. Ostatnimi miejscami zadowolili się funkcjonariusze z Knurowa i Siemianowic Śląskich.

- Nasza ekipa nie ustępowała innym. Ale nie chcieliśmy być niegościnni… – żartowali funkcjonariusze z Rybnika.
Dodajmy, że turniej był okazją nie tylko do sportowych zmagań. Strażnicy wymieniali doświadczenia, porównywali sprzęt, np. samochody. Na parkingu przed boguszowicką halą stały bowiem zarówno volkswageny, jak i fiaty cinquecento…

Autor artykułu: adr

Rodzina zastępcza lepsza niż dom dziecka

Wednesday, April 25th, 2001

Wczoraj w Miejskim Ośrodku Pomocy Społecznej odbyła się konferencja prasowa dotycząca rodzin zastępczych, zorganizowana przez dział pomocy dziecku i rodzinie. Oprócz pracowników MOPS?u byli na niej obecni przedstawiciele warszawskiej organizacji ?Misja nadziei?, stowarzyszenia “Szukam domu…” i pracownice tyskiego Domu Dziecka. Honorowy patronat nad akcją objął Jerzy Borowiec, wiceprezydent miasta.

Akcja “Szukam domu” jest prowadzona już od kilkunastu miesięcy. Koordynujemy ją między innymi w: Bytomiu, Sosnowcu, Jastrzębiu, Katowicach, Wrocławiu, Krakowie, Olsztynie, Cieszynie, Tarnowie, Jaworznie, Żorach i Tychach. Dom dziecka, choćby najlepszy, nigdy nie zastąpi prawdziwej rodziny. Dlatego naszym celem jest umieszczenie jak największej liczby dzieci w rodzinach zastępczych – powiedział nam Andrzej Olszewski koordynator akcji.
Osoby zainteresowane utworzeniem rodziny zastępczej mogą zgłaszać się do MOPS?u.

Po zakwalifikowaniu muszą przejść specjalistyczne szkolenie, na którym poznają podstawowe zagadnienia z zakresu pedagogiki i psychologii.

- Część osób przeszła taki kurs u nas, w Domu Dziecka. Zajęcia prowadziliśmy zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Pracy i Polityki Społecznej. Nam bardzo na tym zależy, bo wiemy jak ważne jest to dla dzieci. Wszystkie z niecierpliwością czekały na zajęcia. Pytały, kiedy pójdą do tych rodzin – mówi Dorota Zaleska – Leszczyńska, pedagog z Domu Dziecka.

Celem spotkania było zaznajomienie opinii publicznej z problemami z jakimi stykają się osamotnione i osierocone dzieci, a także zapoznanie z możliwościami pomocy takim maluchom.

- Trzeba być wielkim człowiekiem o równie wielkim sercu żeby podjąć się takich obwoiązków. Jestem pełna szacunku dla wszystkich ludzi, którzy osamotnionym dzieciom chcą przyjść z pomocą – powiedziała Regina Chwała, dyrektor Domu Dziecka.

W Tychach funkcjonuje 158 rodzin zastępczych, u których przebywa ponad 180 dzieci. W większości przypadków obowiązki nad najmłodszymi sprawują członkowie rodzin, dalsi i bliżsi krewni. Jednak 40 rodzin to osoby w żaden sposób nie powiązane z dziećmi więzami krwi.

W mieście powołono do życia także rodzinne pogotowie, które będzie przyjmowało dzieci w wyniku jakiejś interwencji. W takim domu najmłodsi mogą przebywać maksymalnie do 15 miesięcy.

- Wszystkie proponowane formy są dobre, jednak nikt z nas nie kwestionuje znaczenia prawdziwej, biologicznej rodziny. Każde z naszych działań ma na celu pracę nie tylko z dziećmi ale także z ich rodzicami. Marzeniem jest aby każdy z tych maluchów koniec końców trafił do swoich rodziców. W tych przypadkach, kiedy okaże sią to niemożliwe, dzieci i tak będą w dobrej sytuacji, bo będą miały przy sobie oddanych rodziców zastępczych – dodał Andrzej Olszewski, koordynator programu.

Autor artykułu: KATARZYNA SKRZYPEK

Trening na wysokości

Wednesday, April 25th, 2001

(JASTRZĘBIE) – Tu nie chodzi o wyścig z czasem. Najważniejsze jest sprawdzenie, czy teoretyczne założenia sprawdzą się w praktyce – mówił brygadier Marian Sochacki, zastępca szefa Ośrodka Szkolenia Ratownictwa Wysokościowego Komendy Głównej Państwowej Straży Pożarnej. Gość z Warszawy śledził niedawne ćwiczenia ewakuacji ludzi z dachu 64-metrowego hotelu w Jastrzębiu. (more…)

Unia na tarczy

Tuesday, April 24th, 2001

Gospodarze tylko przez 8 minut grali w komplecie. Gdy dalekie crossowe podanie Krzysztofa Ślęzaka trafiło do Gracjana Szymańskiego, wychodzący na czystą pozycję strzelecką napastnik Unii został podcięty z tyłu przez Wojciecha Małaczyńskiego. Sędzia Aleksander Frejowski bez wahania pokazał bytomskiemu graczowi czerwony kartonik. Rzut wolny z 20 m wykonywał Waldemar Włosowicz. Po jego silnym uderzeniu piłka minęła mur graczy, Rozbarku, po czym “ostemplowała” słupek. (more…)