Piątkowe derby Śląska dowiodły, że GKS i Ruch nie przypadkiem otwierają tabelę rundy wiosennej. Obydwa zespoły pokazały w Katowicach dobry futbol, 7 tys. widzów było świadkami nie lada emocji, a co najważniejsze, tym razem na Bukowej mówiło się wyłącznie o sportowej stronie meczu.
48. pojedynek sąsiadów zza miedzy tradycyjnie już zakończył się remisem. Był to 24. podział punktów w historii spotkań tych drużyn w ekstraklasie, dodajmy od razu, że jak najbardziej zasłużony. W ten sposób katowiczanie zachowali miano jedynego niepokonanego zespołu naszej ligi w rundzie wiosennej, przedłużając pasmo gier bez porażki na Bukowej do 37. konfrontacji, a Ruch również cieszył się z wywiezienia z trudnego terenu jednego punktu.
- Cieszę się, że byliśmy świadkami sportowej rywalizacji. Na boisku nie było chamstwa ani złośliwości, co na pewno pomogło w utrzymaniu odpowiedniej atmosfery na trybunach. Dla takich spotkań warto przychodzić na stadion, a patrząc w tabelę, jak na razie to my jesteśmy mistrzami Śląska – powiedział na pomeczowej konferencji trener GKS Bogusław Kaczmarek. Z kolei opiekun Ruchu Bogusław Pietrzak stwierdził: – Obydwa zespoły rzeczywiście stworzyły dziś bardzo emocjonujące widowisko, a wynikało to z tego, że zarówno my jak i GKS ciągle jeszcze potrzebujemy punktów, aby zapewnić sobie spokojną końcówkę sezonu i dlatego każda z drużyn bardzo chciała na Bukowej wygrać.
W I połowie zdecydowanie dominowali na murawie gospodarze udowadniając swoją przewagę golem Tomasza Moskały. – Cieszę się, że udało mi się strzelić gola w derby Śląska. Było to już moje czwarte trafienie w barwach GKS. Szkoda tylko, że później nie wykorzystałem drugiej znakomitej sytuacji strzeleckiej. Po przyjęciu piłki na pierś w polu karnym rywali zachowałem się jak junior, przepraszam, jak trampkarz. Po przerwie to chorzowianie zagrali bardzo dobrze i w sumie z tego remisu trzeba się cieszyć – powiedział 24-letni zawodnik z Andrychowa.
W przerwie derby w chorzowskiej szatni było bardzo gorąco, a na II połowę wyszła odmieniona jedenastka ,niebieskich”. – W I odsłonie grało nam się bardzo ciężko, więc nic dziwnego, że w przerwie powiedzieliśmy sobie parę ostrych słów. Po zmianie stron wszedł Gorawski, który wzmocnił nasz atak i jakoś więcej miejsca zrobiło się dla nas na boisku. W końcówce udało mi się wyrównać i był to już mój drugi gol w barwach Ruchu. Dedykuję go kibicom ,niebieskich”, którzy bardzo gorąco nas dzisiaj dopingowali – powiedział Jan Woś, przy którego trafieniu asystę zaliczył Krzysztof Bizacki: – Starałem się strzelać na bramkę. Piłka jednak odbiła się od nóg obrońców i trafiła do Janka, który nie zmarnował okazji. Uratowaliśmy na Bukowej punkt i z tego trzeba się cieszyć, choć myślę, że z przebiegu gry, to my bardziej zasłużyliśmy na zwycięstwo. Po raz kolejny zagraliśmy jednak bardzo nieskutecznie.
W końcówce meczu sporo kontrowersji wywołało starcie w polu karnym Jakuba Wierzchowskiego z Moussą Yahayą, po którym czarnoskóry napastnik GKS długo nie podnosił się z murawy. – Karny był ewidentny, bo najpierw trąciłem piłkę, a dopiero później bramkarz wpadł na mnie całym impetem. Bardzo boli mnie ręka i nie wiem, czy zagram w następnym meczu – stwierdził Yahaya, a pytany o ocenę tej sytuacji trener Pietrzak powiedział: – Nie chcę na gorąco ferować wyroków. Najpierw muszę to spokojnie obejrzeć na wideo.
W piątkowy wieczór śląskie derby najcelniej skomentował opiekun katowiczan ,Bobo” Kaczmarek: – Walczyły dziś co prawda dwie śląskie drużyny, ale zarówno GKS jak i Ruch trenerów mają z Łodzi, więc bez względu na wynik, punkty i tak zostałyby w tym mieście.
Autor artykułu: JACEK SROKA