Piłkarze GKS Tychy po bardzo ciężkim meczu pokonali na swoim stadionie GTS Bojszowy i umocnili się na pierwszej pozycji w swojej grupie. Mecz rozegrano w anormalnych warunkach, przy nieustannie padającym deszczu.
Piłkarzom obu zespołów nie można było odmówić ambicji, jednak w kilku przypadkach namokinięte boisko nie pozwoliło zawodnikom pokazać pełni swoich możliwości. Jako pierwsi “postraszyli” rywali gracze miejscowi. Zmarnowane sytuacje przez Gajewskiego i Myszora w pierwszym kwadransie to jednak nie tylko efekt fatalnego stanu nawierzchni. Zabrakło również trochę zimnej krwi.
W 21 minucie z rzutu wolnego nad bramką Kijasa strzelił Mijalski i był to pierwszy sygnał ze strony gości, że ani myślą kapitulować. Piłkarskie szachy trwały jednak dalej, a najwięcej zamieszania mieliśmy w 40 minucie. Po rzucie rożnym GKS piłka spadła na głowę Madeji. Kociszewski miał spore problemy z interwencją i zdaniem miejscowych graczy futbolówka przekroczyła linię bramkową. Radości tyszan nie podzielił jednak arbiter, który nakazał grać dalej. Piłka momentalnie trafiła do Janickiego, który znalazł sie w doskonałej sytuacji do strzelenia gola dla gości. Kijas jednak fantastycznie zapobiegł niebezpieczeństwu. Jak twierdzili widzowie, byłaby to rażąca niesprawiedliwość, a pytanie co robiły oczy arbitrów, kiedy piłka była za linią bramki gości, pozostanie już chyba bez odpowiedzi.
W drugiej połowie miejscowi zagrali z nieco większym zębem. W 50 minucie Madeja po raz kolejny trafił do bramki Kociszewskiego, tym razem z rzutu wolnego podyktowanego za faul na Gajewskim. Teraz już nie mogło być wątpliwości.
GKS objął prowadzenie, a podwyższył je po upływie kolejnych 10 minut. Doskonała akcja Pawłowicza z Gajewskim sprawiła, że piłka trafiła do Ludwiczaka. Ten potężnym strzałem z 10 metrów nie pozwolił nawet pomyśleć Kociszewskiemu o próbie skutecznej interwencji.
Po tym wydarzeniu miejscowi nieco cofnęli się, szukając szansy na kolejne gole w kontratakach. Goście ruszyli do przodu jednak poza próbami strzałów z daleka niewiele z tego wyniknęło. Tyszanie po meczu bardziej martwili się urazem Madeji, który kilka minut przed końcem musiał opuścić boisko. Nie wytrzymała jedna z kości i pomocnikowi GKS grozi miesięczny rozbrat z futbolem. Tu duża strata dla lidera.
GKS: Kijas – Kopczyk, Rus, Ludwiczak – Myszor (68 Idczak), Madeja (86 Janusz), Konieczko, Skiba – Gajewski (78 Cuber), Kruk (58 Pawłowicz), Balcerowski
GTS: Kociszewski – Gniza. Śmiełowski, Makać – Czarnynoga, Mijalski, Kołodziejczyk (68 Magiera), Rakowski (68 Boboń), Janicki (68 Honc) – Smolorz, Szymoszek.
Autor artykułu: (Gśc)