Nie powtórzyła się historia sprzed roku, gdy w obu półfinałach spotkały się te same pary. W finale Ligi Światowej siatkarzy zagrają tym razem Włosi i Brazylijczycy. Rosjan od ponownego awansu do najważniejszego meczu dzieliło naprawdę niewiele.
W pierwszym meczu Włosi zrewanżowali się Jugosłowianom za porażkę w półfinale olimpiady w Sydney. W pierwszych dwóch setach wyglądali jednak żałośnie. Serwisem nie wyrządzili rywalom żadnej krzywdy, a jeden jedyny punkt blokiem zdobył Giombini. Po 10-minutowej przerwie przed trzecim setem odmieniły się role. Włosi grali niemal bezbłędnie, Jugosłowianie z każdą minutą tracili wiarę w końcowy sukces.
- Pomogła nam ta długa przerwa po drugim secie – stwierdził po meczu Lorenzo Bernardi. – To prawda, ale do tego też musimy się przyzwyczaić – dodał Zoran Gajić, trener Jugosławii. Szkoleniowiec Włochów Andrea Anastasi nie chciał zdradzić, co powiedział w owej przerwie swoim zawodnikom. – Nie mogę tego powtórzyć, bo używałem strasznie niecenzuralnych słów.
Drugi półfinał układa się podobnie. Najpierw dwa sety dla Brazylii (w pierwszym Jakowlew wpada na reklamy i rozwala sześć stanowisk dziennikarskich). Po dłuższej przerwie Rosjanie doprowadzają do tie breaka. W nim obie drużyny mają meczbole, ale wygrywają Brazylijczycy. Był to najlepszy mecz turnieju.
W sobotę o trzecie miejsce zagrają Rosja z Jugosławią (14.00). W finale zmierzą się Włochy i Brazylia (17.00).
* Włochy – Jugosławia 3:2 (22:25, 19:25, 25:22, 25:22, 15:12).
* Brazylia – Rosja 3:2 (25:19, 25:19, 24:26, 23:25, 20:18).
Autor artykułu: JAROSŁAW GALUSEK