Archive for June, 2001

Gdzie po gimnazjum?

Wednesday, June 20th, 2001

Licea profilowane i szkoły zawodowe – taką ofertę będą mieli do wyboru od września przyszłego roku absolwenci gimnazjów. Do końca sierpnia tego roku samorządy muszą zdecydować jak będzie wyglądało szkolnictwo ponadgimnazjalne. W Chorzowie opracowano już projekt sieci takich szkół.

Debata edukacyjna odbędzie się na jednej z wakacyjnych sesji Rady Miejskiej. Trudno dzisiaj ocenić, czy będzie wzbudzała emocje i kontrowersje. Opinii o projektowanej sieci szkół ponadgimnazjalnych nie przedstawili jeszcze ani radni, ani dyrektorzy szkół. Na razie czytają oni obszerny, analityczny dokument opracowany przez zespół, któremu przewodniczył dr inż. Joachim Otte, zastępca prezydenta Chorzowa odpowiedzialny za resort oświaty. W zespole pracowało m.in. kilku dyrektorów szkół średnich, szefowie nauczycielskich związków zawodowych, przedstawiciel Śląskiego Kuratorium Oświaty i przewodniczący Komisji Edukacji Rady Miejskiej dr Piotr Wróblewski.

W rozmowie z nami P. Wróblewski stwierdził, że dokumentu nie podpisze, gdyż zakłada on zubożenie oferty edukacyjnej miasta. Wiceprezydent stanowczo zaprzecza: – To odosobniona opinia. Wszyscy podpisali. Nie rozumiem wątpliwości przewodniczącego komisji, gdyż przedstawiony projekt wręcz zakłada poszerzenie możliwości edukacyjnych w Chorzowie – powiedział nam J. Otte.

Co zakłada projekt? Dla młodzieży i rodziców pewnie najważniejsze jest to, że mówi się w nim o prognozowanym zmniejszeniu liczby oddziałów w obecnych szkołach ponadpodstawowych, a nawet “wygaszaniu” niektórych szkół. W tym roku szkolnym chorzowskie szkoły ponadpodstawowe liczą sobie 266 oddziałów, w roku 2005/2006 ma ich być 173.

“Wygaszanie” oddziałów jest spowodowane sytuacją demograficzną. W projekcie zapowiada się też, że w pierwszych klasach szkół ponadgimnazjalnych musi być co najmniej 29 osób, a rozmieszczenie placówek ma być równomierne w całym mieście.

Autor artykułu: BOŻENA FERDYN

Uciekajmy od hałasu!

Monday, June 18th, 2001

Problemy ze słuchem ma ok. 10 proc. Polaków. Są to nie tylko osoby starsze, ale także młodzież i dzieci. To, że mniej słyszymy, zależy od uwarunkowań genetycznych, przebytych chorób i pracy zawodowej. Do ubytku słuchu przyczyniamy się też sami.

Przez trzy dni mieszkańcy mieli okazję do bezpłatnej kontroli słuchu w ramach odbywających się po raz pierwszy Ogólnopolskich Dni Otwartych Protetyki Słuchu.
- Wiele osób podejrzewa u siebie ubytek słuchu. Sprawę z różnych względów jednak bagatelizuje. Przychodząc na badanie, może się przekonać, czy niedosłuch ten jest znaczący i jak może wpłynąć na jego dalsze życie. Nie diagnozujemy pacjenta, lecz badamy go pod kątem dobrania aparatu słuchowego, którego użytkowanie może poprawić komfort życia – mówi Cezary Antosiak, protetyk słuchu.

Specjaliści z Polskiego Stowarzyszenia Protetyków Słuchu przeprowadzali dwa rodzaje badań, tzw. audiometrię fonalną i słowną. W pierwszym pacjent sygnalizował moment usłyszenia emitowanego dźwięku. Na podstawie wyników słyszalności budowało się tzw. audiogram. Weryfikacją badania była audiometria słowna. Pacjent nie słyszy tutaj dźwięków prostych lecz wyrazy, tzw. listy wyrazowe, które musi powtórzyć.

Przealizowane komputerowo wyniki badań pozwalają określić, jakiego rodzaju ubytek słuchu ma pacjent. Czy uszkodzone jest np. ucho wewnętrzne, środkowe czy nerw słuchowy. Potem można dopasować odpowiedni aparat słuchowy. Istotne są także wiek, płeć pacjenta, informacje, z jakiej przyczyny utracił słuch.
- Kilkanaście firm zachodnich produkuje różne rodzaje aparatów słuchowych. Po komputerowej analizie danych proponujemy pacjentowi modele, najlepiej obejmujące jego ubytek słuchu – dodaje Cezary Antosiak. – Cała technologia rozwojowa aparatów słuchowych idzie w tym kierunku, by dźwięk był najlepiej eksponowany na tle szumu. W dzisiejszych aparatach stosuje się techniki wielomikrofonowe, obróbkę cyfrową dźwięku oraz różnego rodzaju kompresje.

Przed laty pacjenci otrzymywali aparaty za darmo, czekało się na nie od 3 do 5 lat. Były niewygodne w użytkowaniu, ich jakość pozostawiała też wiele do życzenia. Dzisiaj za aparaty trzeba zapłacić. Ich cena waha się od 800 zł do 6 tys. zł. Nie znaczy to wcale, że aparat za 1 tys. zł jest gorszy od najdroższego. Niekoniecznie pacjent musi mieć przecież aparat regulowany cyfrowo i prawie niewidoczny w uchu.

Firmy sprzedające aparaty stosują własne wewnętrzne systemy ratalne, z których można skorzystać. Dofinansowanie do zakupu aparatów oferują też kasy chorych. Wcześniej jednak trzeba złożyć wizytę u laryngologa. Wsparcie finansowe na ten cel, szczególnie dla dzieci, można uzyskać także w Powiatowych Centrach Pomocy Rodzinie.

Im wcześniej zauważy się niedosłuch u dzieci, tym większa szansa, że będzie ono poprawnie mówić. Rodzice muszą jednak pilnować, by później ich pociecha, słuchając głośnej muzyki, zwłaszcza przez słuchawki, albo też przebywając w jednostajnym hałasie, nie pogorszyła sobie słuchu wcześniej, niż przyjdzie to samo, z wiekiem…

Autor artykułu: LUCYNA STĘPNIEWSKA

Zablokowana huta

Monday, June 18th, 2001

Od tygodnia Huta Katowice ma zablokowane rachunki bankowe. Konsorcjum bankowe stara się zabezpieczyć spłatę zaległych rat 400-milionowego kredytu z 1998 r. Nad sposobami rozwiązania fatalnej sytuacji finansowej Huty Katowice mają dziś wieczorem debatować w Warszawie przedstawiciele rządu, banków i zarząd spółki.

Huta Katowice zalegała ze spłatą pięciu rat (37,2 mln zł) kredytu konsorcjalnego. Banki zgodziły się na ich uregulowanie razem z ratą czerwcową (44,7 zł) do końca miesiąca. Warunkiem było wystawienie przez finansujące bieżącą działalność huty Towarzystwo Finansowe ,Silesia” weksla na tę kwotę, płatnego na zlecenie Banku Przemysłowo-Handlowego, organizatora konsorcjum. Termin minął 8 czerwca. ,Silesia” weksla nie wystawiła i banki zablokowały konta.
- Zablokowanie kont oznacza brak dostępu huty do środków finansowych i grozi paraliżem działalności Huty Katowice, zatrzymaniem wielkich pieców i fizycznym zniszczeniem ciągu urządzeń technologicznych – napisał prezes Andrzej Capiga w liście do wiceminister Barbary Litak-Zarębskiej.

Prezes Capiga za szansę uniknięcia upadłości Huty Katowice uznał restrukturyzację kredytu konsorcjalnego.
Bieżące finansowanie działalności Huty Katowice, do czasu przyjęcia przez Sejm znowelizowanego programu restrukturyzacji polskiego przemysłu stalowego, miała zapewnić ,Silesia”. Taką deklarację wiceminister Edward Nowak złożył w marcu hutnikom (po ich prawie dwutygodniowej głodówce) oraz posłom podczas debaty parlamentarnej. ,Silesia” jednak nie potrafiła wywiązać się z tych zadań.
- Jako posłowie jesteśmy bezradni, gdy przedstawiciele rządu stale nie dotrzymują przyjętych zobowiązań – mówi poseł Barbara Imiołczyk. – Upadłość Huty Katowice przyniesie ogromne problemy społeczne dla całego Zagłębia.

- Rząd pozoruje działania i stara się dotrwać do wyborów bez podejmowania decyzji kosztem upadku największego w kraju producenta stali – dodaje poseł Tomasz Karwowski. – Podczas ostatniego posiedzenie Sejmu zgłosiłem zapytanie na temat kondycji finansowej Huty Katowice, ale nie znalazło się w porządku obrad.

W ubiegłym tygodniu szefowie największych związków huty spotkali się z wiceministrem Edwardem Nowakiem i wicepremierem Longinem Komołowskim, sygnatariuszami porozumienia z głodującymi hutnikami. Rozmowy nie przyniosły efektów.

- Okazuje się, że możliwości oddziaływania rządu na gospodarkę są niewielkie. To banki podejmują strategiczne decyzje – mówi Władysław Molęcki, przewodniczący ,Solidarności” w Hucie Katowice. – ,Silesia” nie może zapewnić bieżącego finansowanie hucie, ale potrafiła zabezpieczyć kredyty dla prywatną inwestycji, Walcowni Rur ,Jedność”.

Związkowcy zapowiadają podjęcie w najbliższych dniach akcji protestacyjnych. Pierwsze pogotowie strajkowe w hucie i jej spółkach ogłosił WZZ Sierpnień ’80.

- Banki stosują politykę szantażu, co wpływa na pogorszenie sytuacji zakładu – twierdzi Janusz Kucharz, przewodniczący hutniczego ,Sierpnia ’80″. – Groźba bankructwa huty oznacza likwidację kilkudziesięciu tysięcy miejsc pracy. W regionie, gdzie już jest 300 tys. bezrobotnych, oznaczać to będzie katastrofę.

Związkowcy z ,Sierpnia ’80″ zapowiadają zaostrzenie protestu, aż do strajku generalnego włącznie. Tymczasem Zakład Energetyczny zagroził wstrzymaniem od 21 czerwca dostaw energii, jeżeli największy krajowy producent stali nie zacznie płacić rachunków.

Autor artykułu: WOJCIECH W. WACŁAWEK

Pod patronatem świętego Huberta

Monday, June 18th, 2001

(MIERZĘCICE) Rozpoczęcie obchodów jubileuszu 50-lecia Koła Łowieckiego “Sokół” w Mierzęcicach oraz poświęcenie kapliczki pod wezwaniem św. Huberta zgromadziło w sobotę miłośników i sympatyków myślistwa.

Wojskowe Koło Łowieckie powstało dzięki staraniom kapitana Feliksa Dubieckiego, porucznika Zbigniewa Nowaka oraz porucznika Kazimierza Czerwińskiego. To dzięki pasji tych trzech wojskowych po trwających rok staraniach w czerwcu 1952 roku zarejestrowano Koło Łowieckie “Sokół” w Mierzęcicach.

Myśliwi mieli pieczę nad 15 tysiącami hektarów lasów i pól. Dziś ten teren jest mniejszy, ale nadal jest tu sporo zwierzyny, choć nieco innej niż przed półwieczem.
- Wtedy więcej było w lasach zwierzyny drobnej. W latach 80. koło, dzięki staraniom pułkownika Niedźwieckiego, zasiedliło pola i lasy bażantami. Uruchomiono nawet własną bażanciarnię. Próbowano różnych eksperymentów, by wzbogacić faunę mierzęckich lasów. Dziś dzięki myśliwym, którzy przede wszystkim chronią las, a dopiero później dokonują odstrzałów, mamy całkiem sporo kuropatw, jeleni i saren – opowiada Tadeusz Rybak, prezes Koła Łowieckiego “Sokół”.

W sobotę w Niwiskach, w gminie Mierzęcice, kapelan leśników i proboszcz parafii w Targoszycach ksiądz Janusz Rakoczy poświęcił kapliczkę, która została odbudowa przez myśliwych z Koła Łowieckiego “Sokół”. Kapliczka na szlaku pielgrzymkowym została zniszczona podczas II wojny światowej. Myśliwi odbudowali ją własnymi siłami (i dzięki swoim funduszom). Jej patronem został oczywiście święty Hubert.

Po mszy myśliwi, zgodnie z tradycją, zasiedli przy ognisku, by powspominać i posmakować odstrzelonego przez myśliwego Janusza Słowińskiego dzika.
- Dołożę wszelkich starań, by w przyszłym roku w czerwcu Koło Łowieckie “Sokół” miało już własny sztandar – zapewniał zaproszony na uroczystość Jan Suchorończak, prezes Okręgowej Rady Łowieckiej w Katowicach.

Plany obchodów roku jubileuszowego myśliwi z “Sokoła” mają już przygotowane, ale czeka ich także normalna praca w lesie, a od 15 sierpnia sezon na kaczki.

Autor artykułu: PATRYCJA STRĄK

Ostatnie mecze

Friday, June 15th, 2001

W ten weekend kończą zmagania piłkarze trzeciej i czwartej ligi, okręgówki i klasy A. Trzecią ligę żegnają piłkarze Rakowa. Podopieczni Henryka Turka postarają się jednak godnie zaprezentować w ostatnim meczu.

Od początku rozgrywek stali na straconej pozycji, ale walczyli ambitnie. Ich postawa już tydzień temu była częściowo nagrodzona, bowiem po wielu tygodniach bez punktowych zdobyczy udało im się zremisować z Wartą Zawiercie. Teraz jednak przeciwnik wydaje się być bardziej wymagający. Rozwój Katowice zajmuje bowiem ósme miejsce w tabeli, a nie tak jak Warta – osiemnaste.

Wiele do stracenia mają za to piłkarze Lotu Konopiska. Przed tygodniem doznali porażki u siebie 1:4 z Carbo Gliwice i nadal zajmują ostatnie miejsce w tabeli czwartej ligi. O dwa punkty wyprzedzają ich bytomskie Szombierki. I właśnie w ostatnią kolejkę zmierzą się ze sobą te dwa zespoły.

- Tylko zwycięstwo pozwoliłoby nam na wyprzedzenie Szombierek. Oby tylko mecz toczył się w duchu sportowej rywalizacji, a Szombierkom nikt nie pomagał – martwi się trener i zarazem bramkarz Lotu Arkadiusz Gaik.

W pierwszym meczu w rundzie jesiennej Lot pokonał u siebie Szombierki 2:1. Wówczas bramki strzelili Krzysztof Stępień i Rafał Popko, ale teraz ci piłkarze raczej nie zagrają. Tydzień temu nie wiadomo czemu Stępień zrezygnował z gry w Locie. Nikomu nic nie mówiąc przestał uczęszczać na treningi i nie przyjechał również na mecz przeciwko Carbo.
Z kolei Popko jest kontuzjowany. Pauzować będzie również Paweł Konieczko, który ma problemy ze zdrowiem. Być może powróci do składu Mariusz Komar.

Trener Gaik nie jest jednak pewien, czy nawet przy wygranej jego zespół utrzyma się w czwartej lidze.

- Jest koniec rozgrywek, ale jeszcze nie zapadły wiążące decyzje i nie wiadomo ile zespołów zostanie zdegradowanych. A przecież jest już koniec sezonu. Być może będzie reorganizacja rozgrywek. Nie możemy jednak liczyć, że przy zajęciu ostatniego miejsca pozostaniemy w lidze. Dlatego walczyć będziemy w Szombierkach o zwycięstwo – mówi poirytowany trener Gaik.

Spokojnie do ostatniego w tym sezonie meczu podchodzi trener Gothard Kokott. Prowadzony przez niego Lotnik Goliard Kościelec podejmować będzie Bobrek Carb Bytom.

- To jest niby mecz o przysłowiową pietruszkę, ale nie tak do końca. W przypadku wygranej mamy szansę zajęcia trzeciego miejsca. A ja zawsze chciałem, by mój zespół jak najwyżej plasował się w tabeli. Dlatego do spotkania z Bobrkiem przystąpimy z pełnym zaangażowaniem – zapewnia trener Kokott.

Nie jest jeszcze rozstrzygnięta sprawa awansu do czwartej ligi. Liderem rozgrywek ligi okręgowej są piłkarze Sparty Lubliniec, którzy mają trzy punkty przewagi nad częstochowską Victorią. Piłkarze Victorii mają jeszcze niewielką nadzieję na końcowy sukces. Gdyby bowiem Sparta przegrała ostatnim mecz na wyjeździe w Szczekocinach, a Victoria wygrała z Jednością Boronów, to oba zespoły zrównałyby się pod względem dorobku punktowego. W przypadku równej ilości punktów o tym, która drużyna zajmie pierwsze miejsce decyduje bilans bezpośrednich spotkań, a ten lepszy mają zawodnicy Victorii.

W klasie A, niestety, żadnemu z zespołów powiatu częstochowskiego nie udało się wywalczyć awansu. Najwyżej sklasyfikowano piłkarzy Płomienia Kuźnica Marianowa – na trzeciej pozycji.

Autor artykułu: (kp)

Szybkie szachy

Friday, June 15th, 2001

(SZCZEKOCINY) Podwójnym zwycięstwem zabrzańskiego Budosaku zakończyły się rozegrane w Szczekocinach drużynowe mistrzostwa Śląska w szachach szybkich. Na starcie zawodów zabrakło szachistów MKSz Łazy. Powiat zawierciański reprezentowały trzy drużyny MGOK Szczekociny.

W turnieju głównym 4-osobowe zespoły rywalizowały systemem “każdy z każdym”. Pierwsze miejsce zajął Budosak, zdobywając 23 pkt. na 28 możliwych. Zabrzanie o jedno “oczko” wyprzedzili Hetmana Szopienice. Trzecie miejsce zajął zespół JKSz MCKiS Jaworzno (20,5 pkt.), a za podium uplasowały się drużyny Hetmana II Szopienice (18 pkt.) i Energetyka Rybnik (13 pkt.). Z zespołów gospodarzy najlepiej spisał się MGOK III Szczekociny (Tomasz Jędrychowski, Krzysztof Gwiazda, Piotr Ciesielski, Dorota Kwiatkowska), który z dorobkiem 6 pkt. zajął szóste miejsce. O jedną pozycję niżej sklasyfikowany został, mający na koncie 5,5 pkt., MGOK I Szczekociny (Krzysztof Lembke, Bolesław Ciulęba, Teodor Derek, Jerzy Stecz oraz rezerwowy Marek Gradoń). Pół “oczka” mniej zdobył ósmy w klasyfikacji końcowej MGOK II Szczekociny (Szczepan Orliński, Paweł Borkowski, Edward Wierzbowski, Roman Wojciechowski, rezerwowy Bartłomiej Wieczorek).

Tylko dwa trzyosobowe zespoły żeńskie stanęły na starcie mistrzostw Śląska. Po skomplikowanym, dwurundowym pojedynku, szachistki Budosaku Zabrze okazały się lepsze od swoich rywalek z Jaworzna.

Autor artykułu: wow

Zlot na kółkach

Friday, June 15th, 2001

Około 300 jedno- i dwuśladów zjechało w miniony weekend do Mykanowa na IV już Krajowy Zlot Motocykli, Garbusów i Pojazdów Dziwnych. Doroczny zjazd jest okazją do zaprezentowania swoich maszyn i porównania ich z tymi innych pasjonatów. Z roku na rok mniej jest volkswagenów “garbusów”, a więcej motocykli i zbudowanych na ich bazie pojazdów.

Wśród jednośladów można było obejrzeć wszystko od małych motorynek, poprzez Jawy i MZ-etki, po ogromne harleye i hondy. Ci, których nie stać na zakup nowoczesnego pojazdu przyjechali wyremontowanymi i przerobionymi motocyklami polskimi i rosyjskimi. Było także trochę starych, odnowionych pojazdów i modnych ostatnio trójkołowców.

W sobotę uczestnicy zlotu przejechali kawalkadą z Mykanowa do Częstochowy, gdzie na Starym Rynku zaprezentowali swoje cacka mieszkańcom miasta. Żeby pokazać moc motocykliści blokowali przednie koła, po czym wciskali “gaz do dechy”.
Dym palonej tylnej opony i kawałki gumy latające w powietrzu wywoływały prawdziwy entuzjazm wśród widzów.
Nie wszyscy jednak podzielali entuzjazm związany z rykiem silników i zapachem spalin. Na zlocie pojawił się też młody człowiek, który przyjechał na “ekologicznej wersji harleya”. Był to rower, stylizowany na amerykańskie motocykle, który zamiast baku miał dwie bańki na mleko, a w miejsce miski olejowej zwykłą miskę. Inny uczestnik zlotu pojawił się na starym skuterze marki Jawa pomalowanym na różowo, a jeszcze inny na pomalowanej na czarno i miejscami chromowanej miniaturowej motorynce.

Posiadacze prawdziwych harleyów odnieśli się do tych innowacji z dużą rezerwą.

Autor artykułu: TOMASZ ZABOROWICZ

Tatarak i płatki róż

Wednesday, June 13th, 2001

Dla katolików uroczystość Bożego Ciała jest okazją do publicznego zademonstrowania swej wiary. Tego dnia ulicami miast przechodzą procesje. W wielu miejscowościach ich trasy są uświęcone i niezmienialne od lat, podobnie jest z miejscami, w których stawiane są ołtarze. W innych co roku zmieniają się drogi, które przemierzają wierni.

W tym roku bodaj po raz pierwszy ulicami Pszczyny przejdzie jedna procesja, bowiem do tej pory osobne organizowały parafie Podwyższenia Krzyża Świętego i Wszystkich Świętych. Uroczystość rozpocznie msza święta o godz. 8.00, która odprawiona zostanie w kościele Podwyższenia Krzyża Świętego. Stamtąd wierni przejdą ulicami: Jagiełły, ks. biskupa Bogedaina i Chrobrego w kierunku Rynku, na którym odprawiona zostanie wspólna eucharystia. Stałym elementem Bożego Ciała są cztery ołtarze, które są odpowiednio dekorowane. Nic nie jest tu przypadkowe, bowiem każdy element ma symboliczną wymowę. Przy każdym z nich czytana jest jedna z ewangelii.
Wierni z najstarszej tyskiej parafii p.w. św. Marii Magdaleny przejdą z Rynku w stronę ul. Kardynała Hlonda, Brzozową, Batorego i Ojca Bocheńskiego z powrotem na Rynek, gdzie odprawiona będzie msza święta. Co roku w procesji biorą udział dzieci pierwszokomunijne sypiące kwiaty przed monstrancją, parafialne poczty sztandarowe, górnicy w galowych mundurach.
Podobnie jest w parafii św. Wojciecha w Mikołowie, gdzie właśnie górnicy niosą baldachim. Co roku jeden z ołtarzy przystrajają rodzice dzieci, które przystąpiły do pierwszej komunii oraz siostry Boromeuszki.
Stałym elementem uroczystości Bożego Ciała jest strojenie okien domów i witryn sklepowych na trasie procesji. W parafii Narodzenia św. Jana Chrzciciela w Bojszowach ołtarze przystraja się tatarakiem, gałązkami brzozowymi i świerkowymi. W tej parafii wyznaczone są trzy trasy, które co roku się zmieniają. W Bojszowach od wielu lat te same rodziny zajmują się przystrajaniem ołtarzy.
Podobny zwyczaj istnieje w parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Wyrach, gdzie od kilku pokoleń te same osoby zajmują się przygotowaniem ołtarzy.
- Zawsze są przystrajane czymś zielonym. Wypisywane są również wyjątki z Pisma Świętego. Naszym procesjom towarzyszą strażacy, którzy pilnują porządku, idą rolnicy w śląskich strojach, jest również orkiestra górnicza – mówi ks. proboszcz Aleksander Wojtala.
Na ołtarzach nie może zabraknąć liści tataraku. Są one zrywane nad brzegiem stawu Wici. Po procesji wielu wiernych zabiera je z ołtarzy do domu. Niektórzy wierzą, że kąpiel w wodzie, do której wrzucono tatarak, chroni przed różnymi chorobami, zaś brzezina zapewnia domowi dostatek.

Autor artykułu: BOGUSŁAW JASTRZĘBSKI

Poranna kraksa

Wednesday, June 13th, 2001

W środę około godziny 5 na trasie DK 1 w okolicach Piasku na prostym odcinku drogi kierowca Tira utracił panowanie nad kierownicą i zjechał do przydrożnego rowu. Jadąca od strony Katowic w kierunku Bielska ciężarówka była wyładowana ogrodniczą ziemią, która wysypała się na drogę i pobocze. Kierowca przekonywał policjantów, że zjechał do rowu, gdyż z lasu wyskoczyły mu przed wóz sarny, a on chcąc uniknąć zderzenia gwałtownie skręcił kierownicą.

To wystarczyło, by stracić panowanie nad kilkunastotonowym pojazdem. Jak uważają funkcjonariusze, nie można jednak wykluczyć, że mężczyzna po prostu na chwilę przysnął za kierownicą. Tę kwestię wyjaśnią prowadzący postępowanie policjanci z SRD w Pszczynie.

W akcji ratowniczej brały też udział trzy zastępy pszczyńskiej Państwowej Straży Pożarnej.

- Strażacy usuwają paliwo, które rozlało się z urwanego baku. Oceniamy, że wylało się około 200 litrów oleju napędowego. Jest on zbierany do beczek i później razem ze skażoną ziemią zostanie przewieziony do Dąbrowy Górniczej, gdzie będzie poddany utylizacji – powiedział nam brygadier Benedykt Pająk, dowódca jednostki ratowniczo – gaśniczej.

Na czas akcji całkowicie wyłączono dwa pasy ruchu w kierunku Bielska Białej. Momentalnie na drodze utworzyły się wielokilometrowe korki, które rozładowały się dopiero po kilku godzinach.

Autor artykułu: (WS)

Odpowiedź na apel

Wednesday, June 13th, 2001

Dom Pomocy Społecznej Ośrodka Błogosławionej Siostry Faustyny przy ul. Kopernika 6 w Tychach kilka tygodni temu razem z dziewięcioma innymi placówkami znajdującymi się w trudnej sytuacji finansowej został wytypowany przez księdza Arkadiusza Nowaka do udziału w koncercie “Kocham cię życie”. Jego celem było znalezienie sponsorów.

Dzięki tej inicjatywie dotarło do nas 10 tysięcy złotych z PZU Życie z Warszawy i 50 złotych od osoby prywatnej, także ze stolicy – powiedziała nam Katarzyna Modlińska – Sawaryn, kierowniczka DPS.

W porównaniu z innymi 9 domami sytuacja przy Kopernika nie jest tragiczna.

- Jednak nie można powiedzieć, że jest dobrze. Brakuje nam pieniędzy na podstawowe czynności remontowe. Powinniśmy wziąć się za uszczelnianie dachu i elewację. Nie mamy teź środków na sprzęt rehabilitacyjny, łóżka, materace przeciwodleżynowe – dodaje kierowniczka.

We wszystkich 10 wytypowanych przez ks. Nowaka domach pomocy sytuacja jest podobna.

- Mogliśmy zobaczyć film o pozostałych placówkach. Większość dyrektorów tych domów stoi teraz przed trudnymi pytaniami dotyczącymi dalszego ich prowadzenia.
Najtrudniejszą sytuację mają domy z bardzo małą ilością pensjonariuszy. Dostają najmniej środków na działalność – powiedział nam Julian Jasiński, dyrektor Środowiskowego Domu Samopomocy Ośrodka Błogosławionej Siostry Faustyny przy ul. Nowokościelnej.

W domu mieszka prawie 50 pensjonariuszy. Średnia wieku to około 60 – 70 lat. Kilkanaście osób jest w bardzo ciężkim stanie, wymaga nie tylko troskliwej opieki, ale również sprzętu do ćwiczeń i wielu środków do pielęgnacji.

Chorym ludziom trzeba zapewnić szczególne warunki do tego, żeby pozwolić im na normalną i godną egzystencję. Potrzeba wielu lekarstw, pampersów i świeżych zmian pościeli.

Koszt utrzymania jednego pensjonariusza waha się w granicach 2 tysięcy złotych. Dotacja z budżetu to około 1 300 złotych na osobę. Niestety pieniądze z budżetu wpływają nieregularnie. W tym miesiącu na przykład dotarło na ul. Kopernika tylko 800 złotych na osobę. Każdy z podopiecznych pokrywa także część opłat z własnej kieszeni. Do kasy domu oddają 70 procent swoich emerytur, ale nie więcej niż 802 złote.

Koszt utrzymania domu jest wysoki. Same media to wydatek rzędu 4 tysięcy złotych.

Dużą pomocą tyskiemu DPS służy prezes mikołowskiej firmy “Conterra”. Oprócz tego, że zajmuje się tutejszym ogrodem, to jeszcze przekazał na rzecz domu samochód marki Lublin.
Sponsorzy, którzy wesprą finansowo DPS, zostaną uhonorowani wypisaniem ich nazwiska i nazwy firmy, którą reprezentują, na obelisku, który niebawem stanie w ogrodzie.

Autor artykułu: KATARZYNA SKRZYPEK