Archive for August, 2001

Dla kibiców i kinomanów

Tuesday, August 28th, 2001

W najbliższych dniach w Multikinie zostaną zorganizowane dwie duże imprezy. To gratka nie tylko dla kinomanów, ale także dla kibiców, dla których “DZ” przygotował bezpłatne wejściówki!

W piątek 31 sierpnia Multikino zaprasza najwytrwalszych do uczestnictwa w maratonie filmowym, podczas którego będzie można zobaczyć następujące filmy: “60 sekund”, “Twierdza” i “Wróg publiczny”. Cena karnetu – 22 złote (w cenę wliczona jest coca-cola). Maraton rozpoczyna się o godzinie 23. Uczestnicy maratonu będą mieli możliwość wzięcia udziału w atrakcyjnych konkursach!

Z kolei w środę 5 września na imponujących ekranach zabrzańskiego multikina będzie można obejrzeć transmisję meczu piłki nożnej Polska – Białoruś. Mecz ten jest rozgrywany w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata. Impreza rozpocznie się o godzinie 19.30. Po zakończeniu tego meczu dodatkowa atrakcja – mecz Norwegia – Walia. Koszt biletu – 15 złotych, przy czym w cenę wliczony jest popcorn i coca-cola.

Na szczęśliwców, którzy jako pierwsi dodzwonią się do redakcji “DZ” w Gliwicach (tel. 230-93-42) czekają podwójne wejściówki na obie imprezy. Zainteresowa ni filmem powinni odpowiedzieć: jak się nazywa aktor, który zagrał jednocześnie w filmie “60 sekund” i “Twierdza”? Kibiców prosimy o odpowiedź na pytanie: w jakim klubie gra czołowy napastnik polskiej drużyny, Emanuel Olisadebe? Na telefony czekamy dzisiaj od godz. 16.

Autor artykułu: (jh)

Na domy dla powodzian

Tuesday, August 28th, 2001

Komplet materiałów budowlanych: kleje, płytki, styropian, siatki, krawężniki, cement, farby oraz narzędzia przekazało dla najbardziej zniszczonej w wyniku powodzi szkole podstawowej w Wojnarowej (woj. małopolskie) osiem firm zrzeszonych w Związku Pracodawców Budownictwa. Samochód z transportem o wartości 24 tys. złotych wyruszył do powodzian w sobotę z Łabęd. To nie koniec pomocy, kolejny ładunek, tym razem dla zniszczonej przez wodę miejscowości Ujsoły, wyruszy w najbliższą środę.

Autor artykułu: (mik)

Silny Mróz w lecie

Monday, August 27th, 2001

W potwornym upale przyszło się ścigać zawodnikom uczestniczącym w IX Memoriale im. mł. kpt. Andrzeja Kaczyny i dh. Andrzeja Malinowskiego. Mimo skwaru obserwowaliśmy ciekawą walkę na trasie, która z pewnością zadowoliła licznie zebranych sympatyków kolarstwa. Zwyciężył Kazimierz Stafiej z Mroza, drugie miejsce zajął jego kolega z grupy Piotr Chmielewski, a trzecie Krzysztof Jeżowski z Mikomaxu.

RACIBÓRZ. Kolarze do pokonania 201 km. ścigali się na pętli długości 28.700 m, pokonując ją siedem razy. Przedsmak emocji mieliśmy już na pierwszym okrążeniu, kiedy rozpoczęły się pojedyncze harce. Pierwszy do przodu wyskoczył Robert Karśnicki kadry torowej PZKol. Uzyskał 10 sekund przewagi, ale szybko został wchłonięty przez peleton. Pozazdrościł mu Czech Jan Faltynek (JOKO VELAMOS), który też uzyskał 10 sekund przewagi, ale podzielił los Karśnickiego. Trzecim śmiałkiem okazał się Grzegorz Rosoliński (Servisco GS III), też był 10 sekund przed peletonem, ale został wchłonięty, podobnie jak wspomniana wyżej trójka. Próbował też szczęścia Oleksiy Nakazny (Mikomax Browar Staropolski), ale bez powodzenia. On też uzyskał 10 sek. przewagi i został wchłonięty przez peleton.

Na trzeciej rundzie utworzyła się sześcioosobowa czołówka: Raimondas Vilcinskas (Mróz Supradyn Witaminy), Piotr Zaradny (Atlas Lukullus Ambra), Marcin Gębka (CCC MAT), Martin Riska (PSK Remerx), Nakazny, Dmitro Schupak (Ukraina). Ich przewaga nie była jednak wielka i wynosiła raptem 5 sekund. Zdołali oni jednak przejechać czwartą rundę. Na piątej do przodu wyskoczyła czwórka zawodników: Stafiej (wcześniej miał defekt koła, ale szybko doskoczył do peletonu) Rosoliński, Vilcinskas, Serhiy Savelyev (Mikomax) uzyskali oni 30 sekund przewagi i przy okazji rozstrzygnęli premię po piątym okrążeniu: najszybszym był Stafiej przed Rosolińskim i Savelyevem. Przewaga wspomnianej piątki zaczęła rosnąć i w pewnym momencie wynosiła już prawie jedną minutę. W peletonie w tym czasie na czele znajdowali się kolarze CCT MAT: Tomasz Kłoczko, Jarosław Rębiewski, Cezary Zamana. Oni próbowali dojść uciekinierów, ale szybko zrezygnowali. W tyle peletonu znaleźli się Kłoczko i jego kolega z grupy Artur Krzeszowiec.

- Miałem operację nogi i przez miesiąc nie trenowałem. Dopiero od dziesięciu dni jeżdzę na rowerze. Muszę na nowo się przyzwyczaić do ścigania – powiedział Kłoczko.

Tymczasem do uciekającej czwórki dołączył Piotr Chmielewski (Mróz). On razem ze Stafiejem na 70 km przed metą rozpoczął decydujący atak. Obaj uzyskali pół minuty przewagi i wtedy zaczęto przyjmować zakłady, czy dojadą do końca. Im bliżej mety tym ich przewaga zaczęła się zmniejszać. Na 3 km przed linią wynosiła 15 sek, a tuż przed kreską zaledwie 50 metrów. Peleton finiszował bardzo mocno, ale dwóch ,Mrozowców” nie dogonił.

– Nasza taktyka była podobna do tej jaką stosowaliśmy w Memoriale Henryka Łasaka. W każdej ucieczce powinien być zawodnik z ,Mroza”, przy czym Kazik Stafiej, Zbyszek Piątek i ja mieliśmy czekać na dogodną sytuację i doskoczyć do prowadzącej grupy. Udało mi się na dwie rundy do końca dołączyć do czołowej czwórki. Współpraca nie układała się tak jak sobie wyobrażaliśmy. Postanowiłem zaatakować, Kazik do mnie doskoczył i we dwóch zaczęliśmy współpracować na ,maksa” i dojechaliśmy do mety. Czekamy już z niecierpliwością na Tour de Pologne – mówił Chmielewski.

- Ostatnio byłem wiecznie drugi, teraz trzeci. Można powiedzieć, że trochę obniżyłem loty. Cieszę się jednak z tego miejsca w Raciborzu, bo to bardzo ważny wyścig. Na dwa kilometry przed metą ,rozjechali się” kolarze MATA, którzy próbowali skasować prowadzącą dwójkę. To zadecydowało, że Stafiej i Chmielewski utrzymali przewagę do końca. Zanim się to wszystko pozbierało, zabrakło czasu, aby ich dogonić. Finiszowałem tak zaciekle, że nie wiedziałem, czy jestem pierwszy z grupy. Mocno naciskało mnie z lewej strony kilku zawodników. Byłem tak przejęty, że nie wiedziałem kim oni są. Dopiero na mecie podniosłem głowę do góry – powiedział Jeżowski.

Zwycięzca otrzymał 3.535 franków nagrody, drugi zawodnik 1.770, a trzeci 1.180. Nagradzano do 25. miejsca.

Autor artykułu: ANDRZEJ AZYAN

Przerwana seria

Monday, August 27th, 2001

Obydwa zespoły przerwały wreszcie serię porażek. Po trzech przegranych z rzędu Ruch i Śląsk zdołały wzbogacić swoje konto o jeden punkt, ale z remisu w Chorzowie zadowoleni mogli być tylko wrocławianie.

Zdegustowani postawą swoich ulubieńców w poprzednich spotkaniach kibice ,niebieskich” przed meczem wywiesili dwa transparenty: ,Nasza cierpliwość się kończy” i ,Nie będziecie grać, zacznijcie się bać”. Podziałały one widać na piłkarzy mobilizująco, gdyż początek w wykonaniu gospodarzy był znakomity. Co prawda Krzysztof Bizacki najpierw nie wykorzystał sytuacji sam na sam z bramkarzem, ale w 4 min. w pełni się zrehabilitował kierując głową, po dośrodkowaniu Śrutwy, piłkę do siatki wrocławian. Chwilę później debiutujący w roli pierwszego trenera Śląska Petr Nemec został przez sędziego Ryszarda Wójcika wyrzucony z ławki rezerwowych na trybuny, choć Czech zarzekał się, że to nie on nieparlamentarnym słowem podsumował pracę arbitra.

Po stracie gola goście rzucili się do natarcia. Filipczak i Jezierski nie wykorzystali jednak sytuacji sam na sam z Matuszkiem, w polu karnym Ruchu nie popisał się także Nazaruk, który niepotrzebnie zwlekał z oddaniem strzału, choć od bramki dzieliło go tylko 5 m. Tuż przed przerwą Śląsk doprowadził w końcu do wyrównania. Obrońcy gospodarzy zdołali wprawdzie powstrzymać rajd Filipczaka, lecz odbita piłka trafiła pod nogi Krzysztofa Szewczyka, a ten bez namysłu huknął z 16 m nie dając żadnych szans bramkarzowi ,niebieskich”.

Chorzowianie w tej odsłonie nie grali źle. Co prawda większość uwagi poświęcali defensywie, ale od czasu do czasu wyprowadzali groźne kontry. Niestety skuteczność podopiecznych Bogusława Pietrzaka pozostawiała w tym dniu wiele do życzenia. Dość powiedzieć, że przed przerwą Ruch nie wykorzystał jeszcze trzech sytuacji sam na sam z Pyskatym. Najpierw pojedynek z bramkarzem Śląska przegrał Surma, później obok strzelił Śrutwa, a kiedy Gorawski po minięciu Jawnego chybił celu z 8 m mając przed sobą praktycznie pustą bramkę nie wytrzymali miejscowi kibice wrzucając na boisko trzy razy większą piłkę uważając, że może taką futbolówką łatwiej będzie ich pupilom trafić do siatki. – Gdybyśmy wykorzystali sytuacje z I połowy, to byłby zupełnie inny klimat w drużynie – stwierdził Robert Górski, który znów zagrał w pomocy.
Po zmianie stron na boisku uwidoczniła się zdecydowana dominacja wrocławian. Po przerwie goście w ciągu kwadransa wypracowali sobie kilka okazji do objęcia prowadzenia. Matuszek w znakomitym stylu obronił jednak uderzenia Laty i Nazaruka, a Wleciałowski w ostatniej chwili uprzedził w polu karnym składającego się do strzału Sztylkę. – Zabrakło koncentracji, spokoju pod bramką rywali, szczęścia. Szkoda, bo po przerwie mogliśmy rozstrzygnąć losy tego meczu – powiedział rogrywający Śląska Dariusz Filipczak.
Ruch słabł z minuty na minutę, ale na kwadrans przed końcem meczu zdobył się na jeszcze jeden zryw. Po dalekim podaniu Grzelaka Mariusz Śrutwa obiegł pilnującego go Naskręta i strzałem z 12 m zdobył drugiego gola dla gospodarzy. Było to 90 trafienie ,SuperMaria” w ekstraklasie, a zarazem tysięczna bramka stracona przez Śląsk w I lidze. Ambitni wrocławianie walczyli jednak do końca i w 83 min., po całej serii rzutów rożnych, doprowadzili do wyrównania. Spod chorągiewski dośrodkował Filipczak, a Rafał Naskręt wyskoczył najwyżej w polu bramkowym gospodarzy i bez trudu skierował piłkę do siatki.

- Zagraliśmy dziś z dużą wolą walki i determinacją. Dzięki temu zdobyliśmy w Chorzowie cenny punkt. Bardzo się cieszę, że udało mi się dzisiaj strzelić pierwszego gola w ekstraklasie. Mam nadzieję, że ten mecz będzie przełomowy zarówno dla mnie ,jak i dla drużyny – powiedział Rafał Naskręt, a Mariusz Śrutwa dodał: – To prawda, że po przerwie Śląsk był drużyną lepszą, ale to my dwa razy w tym meczu obejmowaliśmy prowadzenie i trzeba być naprawdę frajerem, żeby na własnym stadionie w samej końcówce wypuścić zwycięstwo z rąk.

Ruch Chorzów – Śląsk Wrocław 2:2

Autor artykułu: JACEK SROKA

Tirem w ścianę

Monday, August 27th, 2001

W sobotę około godz. 11.40 na zwężonym odcinku ulicy Katowickiej na granicy Mikołowa i Katowic kierujący fiatem sieną wymusił pierwszeństwo przejazdu. Kierowca ciężarowej scanii zjechał z jezdni i uderzył w narożnik budynku motelu i salonu masażu erotycznego. Prócz tira i fiata w wypadku brały udział dwa inne samochody osobowe. W kabinie tira rannych zostało dwóch mężczyzn w wieku 30 i 56 lat oraz 13-letni chłopiec.

Autor artykułu: (bj)

Sutanny na boisku

Friday, August 24th, 2001

- Wygrywają, bo im sprzyja siła wyższa – komentowali grę kapłanów kibice, oglądający mecz piłkarski pomiędzy reprezentacjami księży diecezji gliwickiej i Miasteczka Śląskiego. Spotkanie rozegrano w niedzielę na stadionie Odry w ramach III Dni Miasteczka Śląskiego.

Mecz trwał 50 minut. Kwadransową przerwę sędzia odgwizdał po 25 minutach gry. Ale najciekawsze było początkowe pięć minut spotkania, gdy księża grali w sutannach a miasteczkowianie w hutniczych ubraniach.

- Nawiązujemy w ten sposób do hutniczych tradycji naszego miasta – tłumaczy Franciszek Paśmionka, wiceburmistrz Miasteczka Śląskiego.

Mimo sutann, które krępowały ruchy, księża już w 2 minucie objęli prowadzenie. Bramkę strzelił Piotr Ciba, wikary z Bobrownik Śląskich. W normalnych czyli sportowych strojach przewagę uzyskali zawodnicy z Miasteczka Śląskiego. W 16 minucie gry Kazimierz Hetmańczyk pięknym strzałem pod poprzeczkę wyrównał wynik meczu.

Już trzy minuty po wznowieniu gry po przerwie sędzia odgwizdał faul na polu karnym miasteczkowian. Egzekutorem karnego był Grzegorz Szyguła, wikary ze Stolarzowic. Strzelił pięknie w prawe okienko bramki.

- Zawsze, gdy strzelam karnego, celuję w jeden róg bramki. Tym razem zdecydowałem się na strzał pod poprzeczkę, no i udało się – powiedział skromnie strzelec drugiej bramki dla drużyny księży.

Im dłużej trwał mecz, tym bardziej było widać różnicę wieku między zawodnikami obu drużyn. Młodsi średnio o kilkanaście lat duchowni szybciej i dokładniej rozgrywali piłkę. Starszym piłkarzom z Miasteczka Śląskiego zabrakło sił i precyzji. W 30 minucie meczu Mariusz Kot skierował piłkę do własnej bramki. Księża prowadzili już 3:1. Rajdami prawą stroną boiska i strzałami na bramkę próbował ratować miasteczkowian przed porażką Krzysztof Śmieja, parlamentarzysta AWS-u. Tarnogórski poseł, zszedł jednak z boiska przed zakończeniem spotkania.

- Nawet nie myślałem, że po 10 latach przerwy w grze, będę tak grał w piłkę – stwierdził Śmieja, idąc do szatni.

Wynik meczu na 4:1 dla księży ustalił w 33 minucie gry Grzegorz Szyguła. Była to jego druga bramka.

- Poziom meczu nie był najgorszy. Gramy w zbliżonym składzie od czasu do czasu na festynach, dlatego jesteśmy zgrani – podsumował ksiądz Grzegorz Szyguła.

Autor artykułu: RYSZARD BEDNARCZYK

Gruz w pokrzywach

Friday, August 24th, 2001

,Zakaz wysypywania śmieci” głosi zardzewiała tablica postawiona między ulicą Pod Lipami a targowiskiem w Radzionkowie. Tablicę, jak wynika z podpisu, postawiło Miejskie Przedsiębiorstwo Gospodarki Komunalnej z Bytomia w czasach, gdy Radzionków był jeszcze bytomską dzielnicą. I wtedy, i dziś obok tablicy istnieje dzikie wysypisko śmieci.

Wytypowaliśmy sześć dzikich wysypisk śmieci, które w najbliższym czasie będziemy likwidować – wyjaśnia Gabriel Przykuta, kierownik referatu gospodarki komunalnej Urzędu Miejskiego w Radzionkowie. – W większości są to nowe miejsca, choć na przykład w zeszłym roku wśród likwidowanych dzikich wysypisk było też i to przy stawie Warzechowym.

Wysypiska, które, jak zapowiada Przykuta, będą w ciągu miesiąca zlikwidowane, znajdują się za miejskim targowiskiem, przy zakończeniu ulicy Nieznanego Żołnierza, w pobliżu ulic Kadetów, Nałkowskiej i Wawelskiej oraz koło stawu Warzechowego.

- Zlokalizowaliśmy je dzięki informacjom mieszkańców Radzionkowa – przyznaje Przykuta.

Najczęściej na dzikich wysypiskach można znaleźć gruz.

Na tym przy targowisku, tuż za tablicą informującą o zakazie wyrzucania śmieci, w wysokiej trawie leżą zbutwiałe już deski. Obok – cegły. Jak na razie śmieci zasłaniają pokrzywy.

- Pilnujemy tutaj, by nie wyrzucano śmieci i gdy tylko pojawiają się podejrzane samochody, to staramy się je przeganiać. Dlatego raczej niewiele tu śmieci – wyjaśnia Ewa Ciba, mieszkanka posesji przy ul. Pod Lipami.

Do Urzędu Miasta trafiła ze Starostwa propozycja wzięcia udziału w programie katowickiej Fundacji Adolfa Dygacza. Fundacja proponuje, by podczas lotu samolotem nad miastami Górnego Śląska znaleźć i sfotografować wszystkie dzikie wysypiska.

- Już wysłaliśmy pismo wyrażające chęć uczestnictwa w programie – zapewnia Przykuta.

Jego zdaniem być może jeszcze w tym roku dzięki pomocy fundacji zlokalizowane zostaną inne wysypiska. A że one istnieją udowodnił Robert Piontek, uczeń Szkoły Podstawowej nr 2 w Radzionkowie. Na szkolnej wystawie, zorganizowanej w kwietniu z okazji obchodów ,Dnia Ziemi”, zaprezentował zdjęcia ośmiu dzikich wysypisk.

- Znalazłem je, gdy razem z tatą jeździliśmy rowerami – mówił wtedy Robert. – Sfotografowaliśmy w sumie piętnaście wysypisk, ale wybraliśmy tylko te zdjęcia, które najlepiej wyszły.

Autor artykułu: MONIKA PACUKIEWICZ

Węglowe rachunki

Thursday, August 23rd, 2001

Kopalnia Polska-Wirek, należąca do Rudzkiej Spółki Węglowej SA okazała się po pierwszym półroczu 2001 r. najlepszą pod względem finansowym w polskim górnictwie. Cała Spółka zakończyła jednak pierwsze półrocze stratą w wysokości ponad 155 tysięcy złotych.

Jedna tona wydobytego węgla przynosi w kopalni Polska Wirek zysk netto w wysokości 25,11 zł. Wynik finansowy całej kopalni też jest dodatni. Zysk po pierwszym półroczu tego roku wynosi tu ponad 3,7 miliona zł.

- Z kopalń należących do RSW SA zysk przynosi również kopalni Halemba – mówi Henryk Dźwigoł, prezes RSW SA. – Dużą stratę notuje kopalnia Bielszowice, gdzie w ostatnim półroczu do każdej wydobytej tony węgla trzeba było dopłacać 4,5 złotego. Problemy tej kopalni wynikały jednak z warunków geologicznych. Teraz udało się już je przezwyciężyć, wydobycie zbliża się tam już do wielkości optymalnych.

Kopalniom RSW udało się sprzedać w ciągu pierwszych sześciu miesięcy tego roku niewiele ponad 5,5 miliona ton. Eksportuje się niemal 38 procent produkcji. Średnio tonę węgla z Rudy Śląskiej udaje się sprzedać za granicą po 115,32 złote, czyli o 36,61 złotego więcej niż w ubiegłym roku.

- Firma ma problemy z płynnością finansową, ale nie stanowią one dla nas zagrożenia – mówi Henryk Dźwigoł. – We wrześniu i październiku przypada bowiem czas największych zakupów węgla na rynku.

Jak zapewnia szef RSW, spółka na bieżąco i w pełnej wysokości reguluje już należności podatkowe.

W kopalniach Rudzkiej Spółki Węglowej zanotowano w tym roku 4 wypadki śmiertelne. Wszystkie wypadki kosztowały firmę ponad 4 miliony złotych. Od ponad roku ilość wypadków przy pracy utrzymuje się na stałym poziomie. Zmniejszyć ma ją wprowadzany System Zarządzania Bezpieczeństwem.

- Nie będzie w najbliższej przyszłości prywatyzacji, ale musimy zmieniać organizację pracy – mówi Henryk Dźwigoł. – Utworzone przez nas centra kosztów obejmą również najniższe stanowiska. Chcemy wiedzieć jak wygląda sytuacja na każdej ścianie. Od wrześnie zaczynamy cykl szkoleń dla kadry managerskiej. Największym wyzwaniem pozostaje jednak wprowadzenie systemu zapewnienia jakości ISO 9002.

Autor artykułu: (jal)

Unia nie zwalnia

Wednesday, August 22nd, 2001

Piłkarze IV ligi rozegrali 2 kolejkę spotkań. Po raz drugi w tym sezonie świetnie wypadły Unia i Odra, które pewnie wygrały. Zwycięstwa zanotowały także jedenastki z Rogowa i Krzanowic. Drugiej porażki doznał Górnik Czerwionka.

Piłkarze Unii podejmowali jedenastkę z Żywca. Po bardzo dobrym spotkaniu dopisali sobie kolejne trzy punkty, wygrywając 3:0. Ambitni gospodarze od początku spotkania ruszyli do natarcia. Na pierwszą bramkę kibice czekali do 17 minuty. Wtedy to sędzia podyktował rzut wolny dla miejscowych – około 25 metrów od bramki gości. Do wykonania rzutu wyznaczono Jordana. W chwilę później piłkarz gospodarzy utonął w objęciach kolegów, odbierając zasłużone gratulacje za zdobycie pierwszej bramki. Później na boisku dominował pomocnik Unii, Moneta. Bez wątpienia był on bohaterem niedzielnego pojedynku. Dwukrotnie wręcz ośmieszył rywali, przeprowadzając solowe rajdy, po których koledzy tylko dokładali nogi. W pierwszym wypadku skutecznym egzekutorem okazał się Marców, w drugim na listę strzelców wpisał się Frydryk.

Zwycięstwo zanotował Peberow Krzanowice, który też po raz pierwszy w tym sezonie pełnił honory gospodarza. Jego rywalem był beniaminek GKS Tychy. Oba zespoły od razu rzuciły się do ataków. Lepiej wymianę ciosów wytrzymali miejscowi, wygrywając 1:0. Jedyna bramka w tym meczu padła w 20 minucie. Autorem gola okazał się Rauch, który strzałem głową pokonał bramkarza GKS-u. Zwycięstwo Peberowu mogło być większe, gdyż w 66 minucie sędzia podyktował rzut karny dla miejscowych. Do ustawianej na jedenastym metrze piłki podszedł Szeda. Uderzył mocno i precyzyjnie, ale Kijas wyczuł intencje skrzydłowego Krzanowic i obronił ten strzał.

Górnik Czerwionka pierwsze dwa spotkania rozgrywał na własnym stadionie. W obu tych pojedynkach górnicy zeszli z murawy pokonani. W ubiegłym tygodnu punkty w Czerwionce zdobyła raciborska Unia, teraz górników “pokaleczył” beniaminek z Rogowa. Nic nie zapowiadało takiego finału, bowiem inicjatywa w tym pojedynku należała do gospodarzy. Wystarczyły jednak dwa błędy obrońców i marzenia o zwycięstwie trzeba było odłożyć. Obydwie bramki padły przed końcem obydwu odsłon. Prowadzenie dla Rogowa uzyskał w 45 minucie Koczy. Tuż przed końcowym gwizdkiem sędziego drugie trafienie dla Przyszłości dołożył Kamczyk. Było to pierwsze zwycięstwo rogowian w IV lidze. W tabeli Unia zajmuje 3 miejsce, Odra 4,Przyszłość 7, a Peberow 9. Na końcu stawki plasuje się Górnik Czerwionka.

Wyniki 2 kolejki:
Unia Racibórz – Czarni – Góral Żywiec 3:0 Bramki: Jordan, Marców, Frydryk. Peberow Krzanowice – GKS Tychy 1:0 Bramki: Rauch. Górnik Czerwionka – Przyszłość Rogów 0:2 Bramki: Koczy, Kamczyk. Wawel Wirek – Odra II Wodzisław 1:3 Bramki: Bracki dla Wirka – Gadomski, Socha, Rozmus dla Odry. Stal Bielsko – Unia Bieruń Stary 4:1. Walcownia Czechowice – Beskid Skoczów 0:1. Victoria Jaworzno – Koszarawa Żywiec 1:0. Pasjonat Dankowice – MKS Lędziny 0:4.

Autor artykułu: ROBERT GALIŃSKI

O krok od wybuchu

Wednesday, August 22nd, 2001

(PIEKARY ŚLĄSKIE) Cztery dni trwało przeszukiwanie terenów przy ul. Śląskiej w piekarskiej dzielnicy Józefka, gdzie w ubiegłym tygodniu znaleziono uzbrojony pocisk przeciwlotniczy. Informacje o pocisku, który mógł zabić pracujących w pobliżu ludzi i zagrozić sąsiednim budynkom, piekarska policja ujawniła dopiero wczoraj.

W Piekarach Śląskich trwają prace przy budowie supermarketu. W ubiegły czwartek na ul. Śląskiej jak zwykle pojawiły się ekipy budowlane.

- W czasie pracy operator koparki natrafił na dziwny przedmiot. Okazało się, że był to osiemdziesięciocentymetrowy pocisk. Przeleżał pod ziemią od czasów drugiej wojny światowej. Starsi mieszkańcy Piekar Śląskich pamiętają, że na tych terenach stacjonowały kiedyś niemieckie jednostki przeciwrakietowe – powiedział wczoraj “DZ” kom. Roman Rabsztyn, rzecznik prasowy piekarskiej policji. – Natychmiast po odkryciu pocisku zabezpieczyliśmy teren. Następnego dnia na miejsce przyjechali saperzy.

Początkowo piekarscy policjanci sądzili nawet, że jego siła rażenia wynosić mogła do dwóch i pół tysiąca metrów. Później okazało się, że pocisk nie jest aż tak niebezpieczny. Zdaniem saperów poważnie zagrażał jednak ludziom i budynkom w promieniu 400 metrów.

- W pobliżu znaleźliśmy też dwa inne kadłuby pocisków rakietowych. Te jednak nie były niebezpieczne. Uzbrojony pocisk przewieźliśmy w bezpieczne miejsce na jeden z poligonów wojskowych. A następnie zdetonowaliśmy. Potem zostało nam jeszcze przeszukanie terenu. Wykrywacz metali nie wskazał jednak niczego niepokojącego – powiedział nam wczoraj chor. Tomasz Znojkiewicz, dowódca patrolu rozminowania przy 23 Śląskiej Brygadzie Obrony Terytorialnej w Gliwicach.

Przeszukiwanie terenów w rejonie ul. Śląskiej trwało do wczorajszego popołudnia.

Autor artykułu: JOANNA LIDOCHOWSKA