W potwornym upale przyszło się ścigać zawodnikom uczestniczącym w IX Memoriale im. mł. kpt. Andrzeja Kaczyny i dh. Andrzeja Malinowskiego. Mimo skwaru obserwowaliśmy ciekawą walkę na trasie, która z pewnością zadowoliła licznie zebranych sympatyków kolarstwa. Zwyciężył Kazimierz Stafiej z Mroza, drugie miejsce zajął jego kolega z grupy Piotr Chmielewski, a trzecie Krzysztof Jeżowski z Mikomaxu.
RACIBÓRZ. Kolarze do pokonania 201 km. ścigali się na pętli długości 28.700 m, pokonując ją siedem razy. Przedsmak emocji mieliśmy już na pierwszym okrążeniu, kiedy rozpoczęły się pojedyncze harce. Pierwszy do przodu wyskoczył Robert Karśnicki kadry torowej PZKol. Uzyskał 10 sekund przewagi, ale szybko został wchłonięty przez peleton. Pozazdrościł mu Czech Jan Faltynek (JOKO VELAMOS), który też uzyskał 10 sekund przewagi, ale podzielił los Karśnickiego. Trzecim śmiałkiem okazał się Grzegorz Rosoliński (Servisco GS III), też był 10 sekund przed peletonem, ale został wchłonięty, podobnie jak wspomniana wyżej trójka. Próbował też szczęścia Oleksiy Nakazny (Mikomax Browar Staropolski), ale bez powodzenia. On też uzyskał 10 sek. przewagi i został wchłonięty przez peleton.
Na trzeciej rundzie utworzyła się sześcioosobowa czołówka: Raimondas Vilcinskas (Mróz Supradyn Witaminy), Piotr Zaradny (Atlas Lukullus Ambra), Marcin Gębka (CCC MAT), Martin Riska (PSK Remerx), Nakazny, Dmitro Schupak (Ukraina). Ich przewaga nie była jednak wielka i wynosiła raptem 5 sekund. Zdołali oni jednak przejechać czwartą rundę. Na piątej do przodu wyskoczyła czwórka zawodników: Stafiej (wcześniej miał defekt koła, ale szybko doskoczył do peletonu) Rosoliński, Vilcinskas, Serhiy Savelyev (Mikomax) uzyskali oni 30 sekund przewagi i przy okazji rozstrzygnęli premię po piątym okrążeniu: najszybszym był Stafiej przed Rosolińskim i Savelyevem. Przewaga wspomnianej piątki zaczęła rosnąć i w pewnym momencie wynosiła już prawie jedną minutę. W peletonie w tym czasie na czele znajdowali się kolarze CCT MAT: Tomasz Kłoczko, Jarosław Rębiewski, Cezary Zamana. Oni próbowali dojść uciekinierów, ale szybko zrezygnowali. W tyle peletonu znaleźli się Kłoczko i jego kolega z grupy Artur Krzeszowiec.
- Miałem operację nogi i przez miesiąc nie trenowałem. Dopiero od dziesięciu dni jeżdzę na rowerze. Muszę na nowo się przyzwyczaić do ścigania – powiedział Kłoczko.
Tymczasem do uciekającej czwórki dołączył Piotr Chmielewski (Mróz). On razem ze Stafiejem na 70 km przed metą rozpoczął decydujący atak. Obaj uzyskali pół minuty przewagi i wtedy zaczęto przyjmować zakłady, czy dojadą do końca. Im bliżej mety tym ich przewaga zaczęła się zmniejszać. Na 3 km przed linią wynosiła 15 sek, a tuż przed kreską zaledwie 50 metrów. Peleton finiszował bardzo mocno, ale dwóch ,Mrozowców” nie dogonił.
– Nasza taktyka była podobna do tej jaką stosowaliśmy w Memoriale Henryka Łasaka. W każdej ucieczce powinien być zawodnik z ,Mroza”, przy czym Kazik Stafiej, Zbyszek Piątek i ja mieliśmy czekać na dogodną sytuację i doskoczyć do prowadzącej grupy. Udało mi się na dwie rundy do końca dołączyć do czołowej czwórki. Współpraca nie układała się tak jak sobie wyobrażaliśmy. Postanowiłem zaatakować, Kazik do mnie doskoczył i we dwóch zaczęliśmy współpracować na ,maksa” i dojechaliśmy do mety. Czekamy już z niecierpliwością na Tour de Pologne – mówił Chmielewski.
- Ostatnio byłem wiecznie drugi, teraz trzeci. Można powiedzieć, że trochę obniżyłem loty. Cieszę się jednak z tego miejsca w Raciborzu, bo to bardzo ważny wyścig. Na dwa kilometry przed metą ,rozjechali się” kolarze MATA, którzy próbowali skasować prowadzącą dwójkę. To zadecydowało, że Stafiej i Chmielewski utrzymali przewagę do końca. Zanim się to wszystko pozbierało, zabrakło czasu, aby ich dogonić. Finiszowałem tak zaciekle, że nie wiedziałem, czy jestem pierwszy z grupy. Mocno naciskało mnie z lewej strony kilku zawodników. Byłem tak przejęty, że nie wiedziałem kim oni są. Dopiero na mecie podniosłem głowę do góry – powiedział Jeżowski.
Zwycięzca otrzymał 3.535 franków nagrody, drugi zawodnik 1.770, a trzeci 1.180. Nagradzano do 25. miejsca.
Autor artykułu: ANDRZEJ AZYAN