Wygląda na to, że podstawowym zajęciem dyrekcji Teatru Śląskiego już wkrótce stanie się zawodowe nękanie sponsorów. Od lat “Wyspiański” nie otrzymuje pieniędzy na premiery, a ostatnio nawet pensje dla pracowników, miesiąc w miesiąc, wpływają z Urzędu Marszałkowskiego ze znacznym opóźnieniem.
Poczucie nieustannej szamotaniny nie wpływa uskrzydlająco na twórczą atmosferę, choć dyrektor Bogdan Tosza ocenia miniony sezon pozytywnie. Teatr Śląski zdobył cztery wyróżnienia na Opolskich Konfrontacjach Teatralnych, wprowadził na afisz polską premierę “Glenna” Davida Younga. “Requiem dla gospodyni” Wiesława Myśliwskiego znalazło się w finale konkursu ministerialnego na wystawienie polskiej sztuki współczesnej, co zaowocowało refundacją kosztów wystawienia tego tytułu.
- Nie może być jednak tak, – mówi Bogdan Tosza – że bardziej cieszy nagroda pieniężna, niż prestiż z nagrody płynący. A tak się dzieje, niestety. Sytuacja naszego teatru jest bardzo trudna. Iluż może być wiernych przyjaciół-sponsorów i ile przedsięwzięć mogą sfinansować?! Nie możemy grać wyłącznie małoobsadowych sztuk kameralnych, bo oskarża się nas o brak ambicji. Tymczasem “Wyzwolenie” Stanisława Wyspiańskiego – spektakl, który zdobył uznanie publiczności i krytyków – to dla “Wyspiańskiego” potężny wysiłek. Paradoks leży w tym, że na wysiłek artystyczny mój zespół stać, na finansowy – nie.
W minionym sezonie, z Teatru Śląskiego odeszło 10 osób, więcej odejść po prostu nie może. Teatr to machina, w której nie tylko się gra, ale także “świeci”, buduje dekoracje i szyje kostiumy. Na razie nie wygląda jednak na to, że bieżący sezon będzie lepszy pod względem finansowym. “Wyspiański” jest smutnym fragmentem większej całości. Okazało się, że samorządy, które przejęły niektóre sceny mają dla nich więcej troski, niż włodarze województwa.
Wrzesień był w Teatrze Śląskim nie tylko przypomnieniem repertuaru minionego sezonu, ale także czasem prób nowej premiery i występu w warszawskim Teatrze Małym, gdzie nasz zespół pokazał “Glenna”. Pierwsza w tym sezonie pozycja to “Kartoteka” Tadeusza Różewicza, wyreżyserowana przez Krzysztofa Raua, w scenografii Marka Brauna. Jutrzejszej premierze towarzyszą dwie wystawy: “Różewicz w plakacie teatralnym” (foyer Dużej Sceny) oraz “Różewicz w Teatrze Śląskim” (Scena Kameralna). I to by było na tyle, gdy idzie o plany na najbliższe miesiące.
- Nie mogę rozmawiać z realizatorami i czynić żadnych inwestycji – mówi dyrektor Tosza – opierając się na pobożnych życzeniach. Oczywiście wiem, co chciałbym wystawić, ale dopóki nie zdobędę pieniędzy, dopóty nie będę przymiarek nazywać deklaracjami. Na szczęście mamy na afiszu interesujące pozycje, więc teatru zamykać nie musimy. Obok tytułów wymienionych wcześniej, zapraszam choćby na spektakl “Romea i Julii” Williama Szekspira, cieszący się ogromnym sukcesem frekwencyjnym od samej premiery.
5 i 6 października szykuje się natomiast wielkie święto, związane z obchodami 65. rocznicy nadania katowickiej scenie imienia Stanisława Wyspiańskiego. Przygotowywana jest sesja z udziałem historyków i krytyków teatralnych, odsłonięcie tablicy, poświęconej Marianowi Sobańskiemu oraz uroczyste spektakle dramatów Patrona, znajdujących się w repertuarze Teatru Śląskiego – “Akropolis” w reżyserii Bogdana Toszy oraz “Wyzwolenia”, zrealiowanego przez Krzysztofa Babickiego.
Autor artykułu: HENRYKA WACH-MALICKA