Dla wielu obywateli wczorajsze wybory parlamentarne były… pierwszymi demokratycznymi, w jakich przyszło im uczestniczyć. Mowa o Polakach, którzy przybyli z Kazachstanu.
Już wczesnym rankiem w lokalach wyborczych pojawili się pierwsi chętni, chcący spełnić obywatelski obowiązek. Co prawda, niektórzy zdawali się nie być do końca świadomi, co czynią. W lokalu Obwodowej Komisji Wyborczej Nr 9 w Rudzie Śląskiej za kwadrans ósma można było spotkać dwóch panów, którzy głośno dawali wyraz swemu niezdecydowaniu. Obaj wyglądali jeszcze na mocno “wczorajszych”. Znakomita większość wyborców doceniła powagę chwili i przybyła poprzeć swoich kandydatów nawet pomimo złego stanu zdrowia. Tak było w szpitalach, m.in. w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu.
- Jak we wszystkich lokalach zamkniętych głosowanie rozpoczęło się później, o godzinie dziesiątej. Już dziesięć minut przed otwarciem lokalu czekała grupa około piętnastu chorych, chcących oddać głos. Frekwencja wśród pacjentów jest zawsze wysoka – powiedziała Krystyna Gołąb, zasiadająca w komisji wyborczej numer 89.
Dla wielu chorych możliwość głosowania w szpitalu była jedyną szansą, by wziąć udział w wyborach.
- Głosowałem we wszystkich wyborach, i tych w pełni demokratycznych, i tych za PRL. Pochodzę z Olsztyna, jestem krótko po operacji by-passów, u siebie w mieście nie mógłbym udać się do lokalu. Dzięki komisji w szpitalu mogłem spełnić swój patiotyczny obowiązek – podzielił się swoją opinią Stanisław Kłos, jeden z głosujących pacjentów. Możliwość wyrażenia swej woli wyborczej doceniają ludzie, którzy byli takiej szansy pozbawieni. Tak jest w przypadku państwa Kuczyńskich, którzy przed czterema laty przyjechali do Zabrza z Kazachstanu.
- W ZSRR głosowanie było przymusowe i odgórnie ustalone. Ludzi wabiono do lokali wyborczych możliwością zrobienia tanich zakupów – wspomina pan Anatol Kuczyński.
Jego żona miała jasno określone preferencje wyborcze.
- Osobiście znam ludzi, na których głosuję. Poza tym interesuję się życiem publicznym w Polsce – dodaje pani Helena.
Siostry Boromeuszki z Gliwic masowo udały się na wybory. Frekwencja wśród nich wyniosła sto procent.
Autor artykułu: ADRIAN HAJDUK