Senator Adam Graczyński zorganizował w poniedziałek spotkanie w sprawie budowy zbiornika Racibórz Dolny. Pomysł inwestycji po raz kolejny podzielił ludzi. Zwolennicy zbiornika mówią, że innej ochrony przed powodziami nie ma. Przeciwnicy zapewniają, że wystarczy gruntowne oczyszczenie i uregulowanie Odry.
Przeciwnicy budowy zbiornika to przede wszystkim mieszkańcy sołectw Nieboczowy i Ligota Tworkowska. Ludzie odbudowali się po pamiętnej powodzi powodzi z 1997 roku, ale teraz nie mogą nawet kiwnąć palcem w swoich obejściach.
- Nasze wsie są przeznaczone pod zalanie, więc nic się tu nie może rozwijać. Nie można budować nowych domów, młodzi wyjeżdżają, bo nie mają perspektyw – mówiła Halina Błaszczok z Komitetu Obrony Wsi Nieboczowy i Ligota Tworkowska. – Na dłuższą metę tak nie da się żyć.
Argumenty przemawiające za budową suchego zbiornika retencyjnego Racibórz Dolny przedstawiał Józef Klepacz, dyrektor Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Raciborzu.
- Jedynie zbiornik uchroni przed zalaniem miejscowości leżące w dolinie Odry, począwszy od Raciborza, przez Kędzierzyn-Koźle, po Opole i Wrocław. Chodzi o miliony ludzi – przekonywał dyrektor Klepacz.
Pojęcie dobra zbiorowego niezbyt jednak trafiło do serca mieszkańców zagrożonych wizją wysiedlenia. Jan Szulc, sołtys Ligoty Tworkowskiej stwierdził, że dla tej społeczności Ligota i Nieboczowy są tak samo ważne, jak dla raciborzan Racibórz, a dla opolan Opole. – W naszej wsi nie ma nawet wałów – dodał sołtys. – Jak przychodzi woda, bierzemy dobytek i uciekamy. A potem wracamy. Nie jesteśmy z tego powodu szczęśliwi, ale też nie chcemy się stąd wyprowadzać.
Rozgoryczeni mieszkańcy mają własną wizję zabezpieczenia doliny Odry przed powodziami. Lucjan Wendelberger, członek Komitetu Obrony Wsi Nieboczowy i Ligota Tworkowska od dawna apeluje o oczyszczenie rzeki z zalegających w niej drzew i mułu oraz poszerzenie jej koryta. Ludzie są przekonani, że wtedy budowa zbiornika nie byłaby konieczna.
Przeciwnicy inwestycji zwracają uwagę, że pochłonie ona ogromne środki, których na razie i tak nie ma.
Komitet Obrony Wsi wysyłał liczne korespondencje do ministra ochrony środowiska, wojewody i władz gminy w sprawie zaniechania pomysłu budowy zbiornika. Nic to nie dało, za to kilku polityków próbowało zrobić na inwestycji polityczny interes. Senator Adam Graczyński zapewnił, że nie chce iść drogą swoich poprzedników.
- Jeszcze mi się nie zdarzyło wystawić na szwank swojego dobrego imienia. Nie zrobię tego i w tej sprawie. Postaram się pomóc – deklarował parlamentarzysta. Na pytanie, czy bardziej przekonują go argumenty zwolenników, czy też przeciwników inwestycji, odpowiedział dyplomatycznie: – Nie mam jeszcze wyrobionego poglądu, bo zbyt słabo znam sprawę.
Klaruje się natomiast stanowisko władz gminy. Do tej pory samorządowcy próbowali szukać kompromisu między zwolennikami i przeciwnikami budowy zbiornika. Teraz zapewniają, że w pierwszej kolejności będą dbać o interesy mieszkańców.
- Niepewność co do losu Nieboczów i Ligoty, która trwa od wielu lat, musi się wreszcie zakończyć – oświadczył Czesław Burek, wójt Lubomi.
Autor artykułu: (mir)