Archive for December, 2001

“Karolinki” po raz piąty

Monday, December 31st, 2001

W miniony piątek w Domu Kultury w Czerwionce-Leszczynach odbyła się uroczysta sesja, w czasie której wręczono statuetki “Karolinki”. Jest to nagroda przyznawana osobom, które zasłużyły się dla rozwoju i rozsławiania gminy i miasta. Kapituła (zasiedli w niej burmistrz, przewodniczący Rady Miasta i Gminy oraz jego zastępcy, a także członek zarządu oraz magistracki sekretarz) przyznała tym razem pięć “Karolinek”. Statuetki, przedstawiające postać młodej dziewczyny w śląskim stroju (zaprojektował je artysta-plastyk Bogdan Szymura), otrzymali trzej społecznicy, poeta i ksiądz.

Helena Jastrzemska pracowała m.in. jako główna księgowa w Inspektoracie Oświaty. Była również członkiem Rady Sołeckiej oraz Społecznego Komitetu Gazyfikacji Sołectwa Bełk. Kolejna laureatka, Genowefa Herman, pracowała społecznie aż do 1989 roku, kiedy ukończyła 70 lat. Przez siedem kadencji była radną, na początku w gminie Bełk, później w mieście i gminie Czerwionka-Leszczyny. Obecnie często dzieli się wspomnieniami i informacjami historycznymi z młodymi ludźmi. Henryk Fiegler przez całe zawodowe życie (czyli 27 lat) był związany z kopalnią “Dębieńsko”. Pełnił również obowiązki przewodniczącego samorządu dzielnicy Karolinka oraz radnego.

Kapituła wyróżniła również księdza dziekana Antoniego Drosdza, proboszcza parafii pw. św. Andrzeja Boboli. “Karolinkę” otrzymał też poeta Stanisław Krawczyk, który już od 10 lat współpracuje z Miejskim Ośrodkiem Kultury, pomagając przygotowywać “Biesiady Literackie”. Był też inicjatorem organizowania Międzynarodowego Konkursu Poetyckiego “O Złote Cygaro Wilhelma”, który odbywa się w Czerwionce-Leszczynach.

- Dziękuję wszystkim, którzy naszą zwykłą, codzienną pracę ocenili niecodziennie – mówił w czasie uroczystości ksiądz dziekan Antoni Drosdz. Stanisław Krawczyk dodał, że najbardziej cieszą nagrody najbliższe, a taką jest dla niego “Karolinka”.

Warto dodać, że “Karolinkami” uhonorowano do tej pory w sumie 26 osób i 10 instytucji. Wyróżnienia otrzymali m.in. ksiądz Arkadiusz Nowak oraz ciężarowiec Andrzej Cofalik, a także chór “Angelus” działający przy parafii pw. św. Andrzeja Boboli i Uczniowski Klub Sportowy 6 “POLHO” Czuchów.

- Zastanawiamy się nad sposobem uhonorowania tych, którzy od nas odeszli, a którym nie zdążyliśmy podziękować za to, co zrobili dla naszej gminy i miasta. Może będzie to obelisk z tablicami pamiątkowymi? – zastanawiał się Marek Kornas, burmistrz Czerwionki-Leszczyn.

Autor artykułu: ADRIAN KARPETA

Samorządowe lobby

Monday, December 31st, 2001

Rybnicka Rada Miasta zgodziła się na utworzenie związku gmin i powiatów regionu rybnickiego. Zgodnie z założeniem w jego skład wejdą samorządy istniejące na terenie subregionu zachodniego województwa śląskiego.

Związek chce działać na rzecz poprawy jakości środowiska, a także rozbudowy i unowocześniania systemu komunikacyjnego w regionie. Jednym z celów stowarzyszenia ma być również wspieranie rozwoju gospodarczego oraz współpraca z innymi regionami województwa.

Jak dotąd ze wszystkich 25 gmin i powiatów wchodzących w skład subregionu zachodniego akces do stowarzyszenia zgłosiło 19 samorządów. Zebranie założycielskie zaplanowano na 14 stycznia.

Autor artykułu: (q)

Drożej w autobusach

Monday, December 31st, 2001

Od 1 stycznia drożeją przejazdy autobusami Międzygminnego Związku Komunikacyjnego, który obsługuje Jastrzębie, Wodzisław, Żory i Czerwionkę-Leszczyn. Na tzw. liniach zwykłych przejazd autobusem do 20 minut kosztować będzie 2,10 zł (ulgowy 1,05 zł). Za bilet kupiony u kierowcy zapłacimy odpowiednio 2,70 zł i 1,35 zł. Za przejazd powyżej 20 minut oraz podróż linią 120 na terenie gminy Zebrzydowice zapłacimy 2,40 zł (ulgowy 1,20 zł).

Przejazd linią E-3 (trasa z Jastrzębia do Rybnika przez Wodzisław), ale w granicach jednego miasta, kosztuje 2,10 zł (przejazd ulgowy – 1,05 zł). Podróż z Jastrzębia do Wodzisławia lub z Wodzisławia do Rybnika to wydatek 4,20 zł (ulgowy bilet 2,10 zł). Przejazd na całej trasie, czyli z Jastrzębia do Rybnika lub w drugą stronę, kosztuje 4,80 zł (ulgowy 2,40 zł).

Drożeją również ceny biletów okresowych. Miesięczny bilet sieciowy imienny (uprawniający do przejazdów wszystkimi liniami na terenie jednego wybranego miasta (lub gminy) kosztuje 64 zł (ulgowy – 32 zł). Bilet miesięczny uprawniający do przejazdu linią ekspresową na trasie Jastrzębie ? Rybnik kosztuje 100 zł i 50 zł (ulgowy). Miesięczny bilet na przejazdy wszystkimi liniami na terenie działania MZK kosztuje 120 zł (ulgowy 60 zł).

Do korzystania z bezpłatnych przejazdów uprawnieni są m.in. posłowie i senatorowie, osoby po 70 roku życia, dzieci do 4 roku życia, inwalidzi wojenni, dzieci i młodzież dotknięta inwalidztwem lub niepełnosprawna oraz uczniowie szkół specjalnych, którzy jadą do szkoły, placówki wychowawczej, ośrodka zdrowia itp.

Z kolei z biletów ulgowych mogą m.in. korzystać dzieci od 4 roku życia, uczniowie i studenci, renciści, emeryci (kobiety po ukończeniu 60 lat i mężczyźni co najmniej 65-letni).

Warto dodać, że opłata za jazdę “na gapę”, czyli bez ważnego biletu, wynosi 105 zł. Z kolei za przewóz bez ważnego biletu wózka albo psa zapłacimy 42 zł.

Autor artykułu: (adr)

Karnawał pełen magii

Saturday, December 29th, 2001

Początek karnawału to w obyczajowości ludowej nie tylko bale sylwestrowe i prywatki, ale przede wszystkim czas pełen magii i zabiegów mających zapewnić dobrze skojarzone małżeństwa. Obecnie takie zwyczaje są inspiracją dla artystów.

- W czasie karnawału zwyczajowo w domach mieszkańców regionu zawierciańskiego pojawiają się kolędnicy. Przebierańcy w strojach diabła, śmierci i Heroda odwiedzali wszystkie domostwa we wsiach. Żadnemu gospodarzowi nie wolno było nie przyjąć grupy kolędników, oznaczałoby to nieszczęście i kłopoty w rodzinie. Kolędników witano serdecznie i obdarowywano ciastem, słodyczami i owocami. Teraz obyczaje karnawałowe są inspiracją dla artystów. Prezentuje się je w formie inscenizacji teatralnych lub występów muzycznych – tłumaczy Anna Kozłowska, rdzenna mieszkanka Kromołowa, członek Regionalnego Zespołu Folklorystycznego ,Kromołowianie”, działającego przy Domu Kultury ,Pałacyk nad Wartą”.

Tradycyjnie w czasie karnawału największą uwagę przywiązywano do zamążpójścia. Dziewczyny starały się wyjść za mąż w czasie świąt Bożego Narodzenia i karnawału. W przeciwnym wypadku były piętnowane. Samotnej dziewczynie wieszano na ubraniu skorupy od jajek, pudełka z potłuczonymi glinianymi garnkami i zmuszano je, by tak chodziły po ulicach. Aby się wykupić od żartu, musiały poczęstować młodzieńców wódką. Podobnie przyjmowano do grona dojrzałych kobiet, młoduchy, czyli świeżo upieczone mężatki. Dziewczęta musiały się również wykupić, ale tu obyczaje były mniej rygorystyczne.

Profesor Dionizjusz Czubala tłumaczy, że czas między świętami Bożego Narodzenia i dniem Trzech Króli był niezwykle ważny w obyczajowości ludowej.

W tym okresie należało zadbać o szczęście i dostatek na rok następny. Zabiegano o dobre zbiory i urodzaje, o zdrowie dla rodziny. Każdy dzień miał znaczenie magiczne, był czasem kontaktu z duchami zmarłych. Pozwalał zaskarbić sobie przychylność sił magicznych. Ważnym elementem obyczajowości były zwyczaje związane z kojarzeniem małżeństw.

Autor artykułu: (A.Z.)

Fortuny na pożegnanie

Friday, December 28th, 2001

Wszyscy przyzwyczaili się już, że zwalniani prezesi spółek giełdowych mogą za odprawy zapisane w kontraktach żyć wygodnie do końca swoich dni. Nowością są jednak odszkodowania wypłacane przez firmy zwykłym, szarym pracownikom. Pół Polski pozazdrościło załodze Polmosu Poznań (obecnie jest to spółka Wyborowa S.A., inwestor strategiczny Pernod Ricard), gdy ogłoszono, że każdemu, kto zdecyduje się odejść za porozumieniem stron, zaproponowana zostanie atrakcyjna osłona socjalna.

- To spore pieniądze – przyznaje Andrzej Szumowski, rzecznik ,Wyborowej S.A”. – Nie słyszałem, żeby w innej firmie wynegocjowano podobne warunki.

Wysokość odprawy zależy od stażu pracy. Najstarsi pracownicy ,Polmosu” dostaną sumę przewyższającą 40-krotność jednorazowej wypłaty. Oznacza to, że przy średnich zarobkach mogą otrzymać nawet około 100 tys. zł.

Taka wiadomość z Poznania nie zadziwiła zapewne pracowników Elektrowni Połaniec (inwestor strategiczny – belgijski Tractabel), którym za odejście z pracy, kilka miesięcy temu, zaproponowano średnio po około 120 tysięcy złotych.

Bogatym firmom opłaca się w ten sposób zwalniać pracowników. Po pierwsze to najlepsza promocja siły przedsiębiorstwa, a w dłuższej perspektywie (i oczywiście głównie o to chodzi prezesom) zabieg taki i tak przyniesie zakładowi oszczędności. Specjalne odprawy dla zwalnianych przygotował też Fiat Auto Poland. Firma musiała już zwolnić 400 osób, a kolejnych 230 odejdzie w styczniu.

- Ci, którzy przepracowali powyżej 35 lat mogą liczyć na 13-krotność pensji. Do tego, jeśli zgłoszą się na ochotnika, można doliczyć kolejną 5-krotność zarobków – tłumaczy Wanda Stróżyk z komisji zakładowej ,S”.

Tak mają bogaci. Jednak większość z 390 tysięcy małych i średnich firm na Śląsku nie ma pieniędzy na takie uhonorowanie odchodzących pracowników. Dobrze jeśli zwalniają ludzi i wypłacają im należne ustawowe odprawy. W najgorszej sytuacji są pracownicy firm, które znajdują się w upadłości.

- Z ponad 13 mln zł zaległości wobec pracowników, wypłaciłem 7,5 mln – mówi Zbigniew Suliga, syndyk Śląskich Zakładów Przemysłu Cukierniczego ,Hanka” w Siemianowicach.

Syndyk płaci pracownikom, jeśli sprzeda cokolwiek z masy upadłościowej (z mocy prawa zatrudnieni dostają pieniądze jako pierwsi) albo dostanie przelewy z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Jednak z powodu dziury budżetowej fundusz też ma kłopoty finansowe.

Na odprawy w ogóle nie mogą liczyć pracownicy, których właściciele nie zadbali o zgłoszenie wniosku o upadłość. 160 pracowników zakładów drobiarskich w Leszczynach nie dostawało normalnych pensji przez ponad pół roku. Właściciel zniknął i nie zgłosił upadłości. Sprawa została rozwiązana dopiero po interwencjach samorządu.

Co dziewiąty Polak traci w Polsce pracę z powodu zwolnień grupowych. Na ogół dochodzi do nich z powodu upadłości lub restrukturyzacji firmy albo ograniczenia produkcji. Jak tuż przed świętami podał Główny Urząd Statystyczny, liczba bezrobotnych w Polsce sięgnęła 3 mln. To 16,8 procent ludności czynnej zawodowo. Od października zanotowano wzrost stopy bezrobocia o 0,4 proc.

Autor artykułu: MAREK TWARÓG

Kazimierz Kutz: Hanys w Warszawie

Friday, December 28th, 2001

Wicemarszałek Senatu, wybitny reżyser, pochodzi z Szopienic. Do stolicy wyjechał walczyć o sprawy Śląska. Mało kto wie, że niewiele brakowało, by został… piłkarzem!

Gdyby ludzi z taką siłą przebicia śląska ziemia dała więcej, zapewne inaczej byłyby traktowane i postrzegane jej problemy. Kazimierz Kutz całe swe życie poświęcił “śląskiej sprawie”. Jako reżyser sprawił, że Polska poznała specyfikę i trud życia Ślązaków. Gdy tego było mało, pan Kazimierz zajął się polityką, by wiernie bronić swoich ludzi TEJ ziemi i środowiska artystycznego, w które wpisał się na stałe. Tym razem postanowiliśmy jednak spytać senatora o jego zainteresowania sportem.

- Czy to prawda, że miał pan być piłkarzem ?
- W moich rodzinnych Szopienicach w piłkę nożną grali niemal wszyscy chłopcy. Ta umiejętność była konieczna, by w jakiś sposób zaistnieć w podwórkowej hierarchii. Zanim jednak futbolówka zawładnęła moim życiem, uczęszczałem do sekcji akrobatycznej Towarzystwa Sportowego “Sokół”. Kontynuowałem w ten sposób niejako tradycje rodzinne, gdyż moi rodzice byli gimnastykami, tata startował nawet w wieloboju. Mając 10 lat bez problemów umiałem wykonać salto w przód i tył. Wracając jednak do piłki nożnej, w okolicy mego domu było kilka klubów. M.in. TS Szopienice, późniejszy A-klasowy HKS. Graliśmy także mecze między ulicami i dzielnicami. Emocji było co nie miara. Po wojnie nadal staraliśmy się kontynuować dobre, piłkarskie tradycje. Warto wspomnieć, że największym świętem był przyjazd do Szopienic Ruchu Chorzów. Był czas, że corocznie “Niebiescy” grali z A-klasowymi Szopienicami. To było wydarzenie, które porównałbym z wizytą papieża. Ogólne szaleństwo. Ruch to wtedy była połowa reprezentacji Polski!

- Co spowodowało, że nie poszedł pan w końcu w ślady swych idoli?
- Po prostu inne obowiązki i zainteresowania, które przychodziły z wiekiem. Na studiach grałem oczywiście w piłkę, jeszcze w siatkówkę i koszykówkę, ale sport był już tylko uzupełnieniem codzienności. Pozostawałem na bieżąco ze sportem, ale tylko jako kibic. Nadal jestem sympatykiem Ruchu Chorzów, mam kontakt z prezesem Rogalą, znam Gerarda Cieślika. Pamiętem, że na początku lat 50. byłem w Łodzi na meczu ŁKS – Ruch. Wtedy Cieślik strzelił gola z ponad 40 metrów, a do uderzenia złożył się stojąc tyłem do bramki… Ostatnio byłem na Stadionie Śląskim, by obejrzeć mecz Polska – Norwegia. Śledzę wydarzenia sportowe na bieżąco, głównie ligi: niemiecką i włoską. Bardzo się cieszę z sukcesów Adama Małysza.

- Co z perspektywy czasu utkwiło w pańskiej pamięci najbardziej? Jakie sportowe wydarzenia, postacie?
- Z pewnością awans reprezentacji Kazimierza Górskiego do mistrzostw świata w 1974 roku wywarł na mnie wielkie wrażenie. Nie mniejsze olimpijskie złoto siatkarzy w Montrealu. To było coś wspaniałego, coś co przeżyłem bardzo mocno. Jeśli chodzi o ludzi sportu, to muszę wspomnieć o dwóch moich kolegach. Zacznę od Janusza Sidły. Zanim został wybitnym oszczepnikiem i podbił lekkoatletyczne stadiony świata, był moim sąsiadem z klatki obok. Dziś sądzę, że początkiem jego kariery były wojny, jakie toczyliśmy z rówieśnikami z Sosnowca. Walki na kamienie z chłopakami z drugiej strony Brynicy, kiedyś były niemal codziennością. Sidło rzucał tak zapamiętale, że potem jak poszedł na trening i rzucił tym “patykiem”, to od razu zyskał miano wielkiego talentu.

Inna postać to Jerzy Chromik. To kolega z niższej klasy gimnazjum. Urodzony w Kosztowach nie miał połączenia komunikacyjnego i codziennie do szkoły biegał 5 kilometrów. Z czasem jego organizm osiągnął niebywały wręcz poziom wytrenowania. Chromik biegał naturalnie, lekko, nienagannie technicznie. On się po prostu do tego urodził. Każdy jego występ był dla mnie przeżyciem. W 1955 roku do Warszawy przyjechali wszyscy najlepsi biegacze świata. Asy nad asami, a Chromik wygrał z nimi wszystkimi w znakomitym stylu. Był rekordzistą świata, triumfował w najważniejszych imprezach. Po wspomnianym zwycięstwie w Warszawie, na drugi dzień spotkaliśmy się i pytam go: – Jorguś, co ty wyprawiasz? – Jak to co ? – odpowiedział. – Jo lotom…

- Dziś jest pan sławnym reżyserem, wicemarszałkiem Senatu RP, jak pan patrzy na śląski sport?
- Wielu rzeczy jest po prostu żal. Sport stracił już swój społeczny charakter. Rywalizacja na poziomie zawodowym wypaczyła jego idee. Chcąc liczyć się w profesjonalnej rywalizacji trzeba mieć pieniądze. Dopóki na Śląsku przemysł finansował kluby, było dobrze. Który klub jest dziś wielosekcyjny? Co z naszą lekkoatletyką? Jest źle i nie widać perspektyw na lepsze jutro. Dzieci nie mają wzorców. Może kiedy nastąpi polepszenie sytuacji ekonomicznej, coś drgnie?

- Za nami święta Bożego Narodzenia, zbliża się Nowy Rok. Czy Kazimierz Kutz znalazł pod choinką to, czego szukał? Czy święta spędził na Śląsku?
- To czego naprawdę bym chciał, jest – niestety – niemożliwe do zdobycia. Eliksiru młodości bowiem nie ma… W nowym roku życzyłbym sobie, żeby znalazło się w naszym kraju więcej środków na prawdziwą kulturę. Żeby można było robić dobre filmy. I żeby telewizja też się w to zaangażowała, w promocję kultury przez duże “K”, a nie przyczyniała się do jej upadku.

Co do świąt. Spędziłem je z rodziną w Warszawie. Tak się złożyło, że wiele osób z Senatu wyjechało do domów, a mnie przypadła rola “dyżurnego”. Jeśli chodzi o Wigilię, to pielęgnujemy raczej tradycję polską, a nie typowo śląską. Regionalne akcenty oczywiście są, ale bez tych skrajnych. Pamiętam, że gdy byłem mały, na wigilię podawano między innymi zupę zwaną “siemieniotką”. Była bardzo niedobra i wcale za nią nie tęsknię.

Autor artykułu: Rozmawiał: MARCIN JAROSZEWSKI

Szafranek w komplecie

Thursday, December 27th, 2001

Piękne studyjne zdjęcia przedstawiające Antoniego Szafranka odkrył w połowie roku w jednym z mysłowickich zakładów fotograficznych Marek Wołoski. Okazało się, że pamiątki pochodzą z lat 40. i 50. XX stulecia.

Rybnicki społecznik próbował zainteresować nimi miejscowe środowisko muzyczne, muzealników i urzędników. Niestety, wszędzie słyszał jedno: że na takie zakupy nie ma pieniędzy. Także większość lokalnych biznesmenów nie miała zamiaru wykładać na realizację przedsięwzięcia kilku tysięcy złotych z własnych kieszeni.

Tymczasem Antoni Szafranek i jego brat Karol byli wybitnymi muzykami i pedagogami, inicjatorami założenia rybnickiej szkoły muzycznej. Powstała ona w 1933 roku, została upaństwowiona dopiero w 1952 roku. Antoni uczył gry na skrzypcach, zaś Karol na fortepianie. Zasługą Antoniego było założenie i prowadzenie Rybnickiej Orkiestry Symfonicznej. Uczniami Szafranków byli m.in. Lidia Grychtołówna, Piotr Paleczny i Adam Makowicz oraz Henryk Mikołaj Górecki. O sprawie fotografii napisał więc ?DZ?. Po tej publikacji w rybnickim Muzeum Miejskim zjawił się syn mistrza, Stefan Szafranek i przyniósł wielkie pudło z rodzinnymi pamiątkami.

- Po co ktoś ma kupować te zdjęcia, skoro ja mam podobne w rodzinym archiwum? – pytał gość, który swą wizytą i swoim darem zaskoczył wszystkich kustoszy.

Jednak w magistracie uznano, że warto mieć u siebie także zdjęcia wprost z mysłowickiego zakładu. Są o tyle cenniejsze od pamiątek, które przyniósł Stefan Szafranek, że odbitkom towarzyszą również negatywy. To zatem 20 małych dzieł sztuki o wymiarach 10 na 15 centymetrów. Jadwiga Trocha, właścicielka zakładu, która doskonale pamięta odwiedziny znakomitych gości, zdradziła potem “DZ”, że w archiwum znalazła jeszcze zdjęcia przedstawiające drugiego z braci, właśnie Karola.

Dziś rozmowy urzędników z fotografami są już bardzo zaawansowane. Jest niemal pewne, że negatywy trafią do Muzeum. Co będzie z wykonanymi z nich odbitkami? Urzędnicy nie chcą na razie zdradzać żadnych szczegółów. – To ma być niespodzianka – mówią tajemniczo.

Autor artykułu: (TM)

“Trzosy” dla sponsorów

Thursday, December 27th, 2001

Piekarnia Grażyny i Tadeusza Sobalów została wyróżniona “Złotym Trzosem” – nagrodą wręczaną przez Miejski Ośrodek Kultury “Centrum” w Wodzisławiu dla swoich sponsorów. Trzy srebrne “Trzosy” otrzymali: przedstawiciele lokalnych oddziałów dwóch banków oraz piekarnia Jerzego Waltara.

Wszystkie firmy, które otrzymały nagrody, wspomogły w tym roku kulturę w mieście. Wszystkich nominowanych do nagrody sponsorów było około 30.

- Miejski Ośrodek Kultury bez pomocy sponsorów niewiele mógłby zdziałać. Na pewno nasze imprezy nie miałyby takiego zasięgu ani oprawy. Nie byłoby też atrakcyjnych nagród, jakie udaje nam się fundować dzięki pomocy przyjaciół – mówi Anna Koczy, wicedyrektor MOK-u w Wodzisławiu.

Złote i srebrne “Trzosy” zostały przyznane po raz pierwszy. MOK chce je wręczać co roku, by w ten sposób zachęcać kolejne firmy i prywatnych sponsorów do wspierania lokalnej kultury. Uroczystość wręczenia nagród odbyła się tuż przed świętami i miała bardzo bogatą oprawę. Na scenie zaprezentowały się najlepsze zespoły działające przy Ośrodku Kultury.

- MOK prowadzi ogromną pracę z dziećmi i młodzieżą. Działa u nas amatorski ruch artystyczny. Żeby jednak talenty młodych mogły się rozwijać, potrzebujemy finansowego wsparcia – dodaje Anna Koczy.

Autor artykułu: (mir)

Udana akcja Młodzieżowej Rady Miasta

Thursday, December 27th, 2001

Tuż przed świętami odbył się finał akcji pod hasłem “Czapka św. Mikołaja”. Zorganizowała ją Młodzieżowa Rada Miasta Rybnika. Przez kilka ostatnich tygodni radni zbierali słodycze, ubrania, przybory szkolne i zabawki, by jeszcze przed Bożym Narodzeniem obdarować nimi najbiedniejsze dzieci.

Sztab akcji miał swoją siedzibę w sali Zespołu Szkół Ponadpodstawowych nr 3 przy ul. Orzepowickiej. Tam od rana ze wszystkich zebranych darów przygotowywano świąteczne paczki i rozwożono je do dzieci w Rybniku, Wodzisławiu, Radlinie i Rydułtowach. W sumie prezenty otrzymało ponad 700 milusińskich. Dla wielu z nich był to jedyny podarunek podczas tegorocznych świąt.

- Adresy rodzin potrzebujących otrzymaliśmy od parafii, szkół oraz placówek zajmujących się pomocą społeczną. Było też mnóstwo indywidualnych telefonów od mieszkańców – mówi Wojciech Łępicki, przewodniczący Młodzieżowej Rady Miasta.

Przygotowane prezenty były naprawdę przebogate. Zawierały nie tylko słodycze, ale również nowe zabawki i ubrania. Część darów przekazali sponsorzy. Sporo udało się zebrać w rybnickim Realu oraz w szkołach. Wolontariusze, którzy brali udział w akcji, mówią, że dzieci były zachwycone ich odwiedzinami. Wiele z nich nic o tym wcześniej nie wiedziało.

- Byliśmy u rodziny, w której jest aż siedmioro dzieci. Każde z nich otrzymało paczkę. Radości było naprawdę co niemiara. Niektóre maluchy wręcz nie dowierzały, że są to prezenty właśnie dla nich – dodaje Wojciech Łępicki.

Autor artykułu: MARCIN KASPRZYK

Puchar Polski w snowboardzie

Monday, December 24th, 2001

Małgorzata Kukucz i Łukasz Starowicz zwyciężyli w Szczyrku w slalomie równoległym podczas drugiego dnia snowboardowych zawodów o Puchar Polski FIS Nokia.

W sobotnim finale rywalem bielszczanina był najlepszy w eliminacjach Węgier Andreas Zarandy, który dzień wcześniej zanotował pechowy upadek. Dzień wcześniej, w piątek, Starowicz triumfował także w slalomie gigancie równoległym.

W finale kobiet doszło do pojedynku dwóch zawodniczek z AZS-AWF Kraków-Zakopane. Tym razem Małgorzata Kukucz zrewanżowała się koleżance klubowej, Blance Isielonis, za porażkę poprzedniego dnia w finale giganta. Po pierwszym przejeździe Isielonis miała zaledwie 14 setnych sekundy straty do Kukucz. Drugi rozpoczęła zbyt brawurowo, a upadek na stromej ściance nie pozwolił jej odnieść podwójnego zwycięstwa.

Najlepsi zawodnicy zmagań w Szczyrku mieli w sobotę trochę szczęścia. W trakcie eliminacji, podobnie jak zresztą podczas piątkowych zawodów, jazdę utrudniały mocny wiatr i mróz. Tymczasem tuż przed finałami po raz pierwszy od kilku dni zaświeciło słońce.

Wyniki slalomu równoległego o Puchar Polski: kobiety: 1. Małgorzata Kukucz (AZS AWF Kraków-Zakopane), 2. Blanka Isielonis (AZS AWF Kraków-Zakopane), 3. Katarzyna Wiejacha (Busters Ustroń), 4. Laura Lovasz (Węgry), 5. Agnieszka Strządała (SMS Szczyrk), 6. Dorota Żyła (SMS Szczyrk). Startowało 16 zawodniczek; mężczyźni: 1. Łukasz Starowicz (BSS Bielsko-Biała), 2. Andreas Zarandy (Węgry), 3. Paweł Dawidek (AZS AWF Kraków-Zakopane), 4. Marcin Sitarz (AZS AWF Kraków-Zakopane), 5. Maciej Hula (Sokół Szczyrk), 6. Andrzej Kaim (BSS Bielsko-Biała). Startowało 33 zawodników.

Autor artykułu: (mm)