Wystarczyło parę cieplejszych dni i zawierciańscy strażacy kilkanaście razy byli wzywani do pożarów traw i nieużytków. Normalnie sezon płonących traw rozpoczyna się w marcu. W tym roku wiosenna aura nastała już jednak na początku lutego.
- Zwyczaj wypalania traw jest, niestety, głęboko zakorzeniony w społeczeństwie i mimo intensywnej akcji służb prewencji liczba podpaleń nie maleje – tłumaczy starszy aspirant Zbigniew August, zastępca dowódcy JRG Zawiercie. – Na szczęście od kilkunastu miesięcy podpalenie nieużytków nie prowadziło do większego pożaru.
Traktowane jako zabieg “pielęgnacyjny” wypalanie łąki może się jednak skończyć tragicznie. Dwa lata temu jeden z mieszkańców Łaz postanowił za pomocą ognia uprzątnąć plewy. Płomienie bardzo szybko go otoczyły i starszy mężczyzna uległ śmiertelnemu zaczadzeniu.
- W tym roku gasiliśmy już pożary traw w Zawierciu oraz na terenie gmin Łazy i Ogrodzieniec. Na razie korzystamy przede wszystkim z własnych zastępów, gdy jednak podpaleń jest więcej, wzywamy na pomoc jednostki OSP – mówi starszy kapitan Marek Fiutak, dowódca JRG Zawiercie. – Nasz ubiegłoroczny rekord to 25 pożarów traw w ciągu jednej zmiany.
Niestety, skuteczność strażackich argumentów, przeciwko wypalaniu zeschniętych traw jest znikoma. Właścicieli łąk i ugorów nie przekonuje ani wyjałowianie gleby (pożar niczego nie urzyźnia!) oraz stwarzanie zagrożenia dla niedalekich lasów, zabudowań gospodarskich i gazociągów.
- Tragedia rozpoczyna się, gdy ogień dotrze do budynków gospodarczych lub lasu. Wtedy straty liczone są już w tysiącach złotych – dodaje starszy aspirant Wiesław Nowak, dowódca jednej ze zmian JRG Zawiercie. – Gdy podpalona zostanie łąka na torfowiskach, akcja ratownicza może trwać nawet kilka tygodni.
Strażacy do dzisiaj wspominają tak długotrwałą akcję gaśniczą na tzw. pszczelich łąkach i podsiewierskich lasach.
- Wtedy niewiele pomagają nowoczesne środki gaśnicze. Liczą się ludzie z łopatami i tony wody do przelania torfu – wyjaśnia Zbigniew August.
Każde wypalanie nieużytków łączy się jednak ze sporym wzrostem zagrożenia pożarowego. Nieliczne samochody gaśnicze krążą po płonących polach i wydłuża się czas ich dojazdu do innych pożarów. Zużywany jest sprzęt i paliwo. Wszystko to kosztuje, a rachunki płaci podatnik.
- Złapanie podpalacza nieużytków graniczy z cudem. Ogień podkładany jest, zwłaszcza przez młodych piromanów, w odludnych miejscach. Prawdziwą plagą jest np. wypalanie trawy na nasypach kolejowych – podkreśla Marek Fiutak.
Pożary traw oraz kontenerów na śmieci (popularna “zabawa” chuliganów na wielu osiedlach mieszkaniowych) stanowią spory odsetek strażackich interwencji. Ratownicy jednak nie tylko walczą z ogniem czy powodziami.
- Biorąc się za wiosenne “porządki”, warto pamiętać, że do podpalonych chaszczy na pewno zostanie wysłany samochód gaśniczy, którego może zabraknąć przy znacznie poważniejszej akcji – apeluje Marek Fiutak.
Mniej parlamentarnie o podpalaczach wyrażają się druhowie z Ochotniczej Straży Pożarnej. Gdy liczba podpalonych traw przekroczy kilkanaście, to na nich spoczywać będzie główny ciężar walki z ogniem na łąkach i polach.
Autor artykułu: WOJCIECH W. WACŁAWEK