Grosz utopiony w betonie?


Kasy mieszkaniowe powstały w latach 1996 i 1997. Obecnie działają w Pekao, BPH PBK i ING BSK. Z ich oferty skorzystało dotychczas około 100 tys. osób. Trzeba było oszczędzać co najmniej 36 miesięcy, gromadzić pieniądze na cele budowlane, w zamian można co roku odliczać od podatku 30 proc. wpłaconych do kasy kwot. Oczywiście, odliczenia muszą się zmieścić w rocznym limicie dotyczącym oszczędności w kasie oraz w limicie dużej ulgi budowlanej. Do 1 grudnia 2001 r. należało jednak zadysponować oszczędnościami w celu uniknięcia opodatkowania odsetek.

- Kto uznał, że w tym roku jeszcze nie będzie go stać na inwestycję mieszkaniową, przedłużył umowę z bankiem – mówi Marek Ryczkowski z BPH PBK.

Kto tego nie zrobił, zapłaci 20 proc. od uzyskanych odsetek. Jednak bankowcy uspokajają.

- Oszczędza się nie dla odsetek, które są niemal w wysokości prowizji od prowadzonego rachunku, ale dla korzystnego kredytu i ulgi budowlanej – twierdzi Marek Ryczkowski.

Przyjęta w listopadzie ubiegłego roku ustawa podatkowa przesądza jednak, że jeśli po 31 grudnia 2001 r. czas oszczędzania zostanie wydłużony, to podatnik straci także prawo do ulgi podatkowej. Między innymi z takim skutkiem działania ustawy nie zgadzała się grupa posłów Platformy Obywatelskiej, która złożyła wniosek o rozsądzenie sporu do Trybunału Konstytucyjnego. Zdaniem posłów, podatników w dyskryminujący sposób zróżnicowano według daty zawarcia umowy z bankiem. Wprowadzono też trzy inne kryteria korzystania z ulg: wymóg zawarcia umowy na czas oznaczony, nierozwiązania jej przed upływem tego terminu, nieskorzystania z możliwości wypłaty całości lub części kapitału. Do tego dochodzi opodatkowanie odsetek. Szacuje się, że przyniesie ono w 2002 r. 1,3 mld zł. Zdaniem posłów zasady te różnicują podatników i naruszają prawa nabyte tych, którzy stracą część odsetek od zasobów wcześniej zgromadzonych.

Zakwestionowane przez posłów z Platformy Obywatelskiej zasady opodatkowania odsetek od lokat bankowych są zgodne z konstytucją – orzekł Trybunał Konstytucyjny. Z jednym wyjątkiem: nielegalny jest przepis, który nakłada ten podatek na terminowe umowy zerwane przed czasem, z przyczyn niezależnych od podatnika – jak jego śmierć czy upadłość kasy.

Dla rozliczeń z fiskusem istotne jest, jaki termin oszczędzania został określony w umowie z kasą mieszkaniową, zawartej przed 1 stycznia 2002 r. Wiele osób uciekło przed fiskusem, ale nie wszystkie. Po 31 grudnia 2001 r. można zmienić tylko kwotę, ale nie termin oszczędzania. Jeśli w tym roku wydłużymy termin oszczędzania w kasie, to ulgą podatkową będą objęte tylko wpłaty wniesione do miesiąca podanego w umowie zawartej przed 1 stycznia 2002 r.

- Mamy do czynienia nie z nowym podatkiem, lecz z ograniczeniem ulg podatkowych – twierdzi wiceminister finansów Irena Ożóg. – Zastosowano tu kompromis między interesem jednostki a dobrem ogółu. Konstytucyjna ochrona praw nabytych nie wyklucza ograniczenia ulg podatkowych.

Ryszard Stefański, zastępca prokuratora generalnego, przywołuje orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego, w którym równowagę budżetową uważa się za wartość konstytucyjną. A właśnie dążenie do jej osiągnięcia było powodem zmian w przepisach.

Cała historia z kasami mieszkaniowymi pokazuje jednak, że w Polsce oszczędzanie na mieszkanie jest ryzykowne nawet wówczas, gdy chodzi o ulgę podatkową w zamian za oszczędności oprocentowane ledwie w wysokości 5-6 proc. Daleko nam jeszcze do standardów obowiązujących na Węgrzech, Słowacji, w Czechach czy Niemczech, gdzie działają podobnie oprocentowane kasy oszczędnościowo-budowlane, które każdemu ciułaczowi nie dość, że nie odbierają, to jeszcze płacą premię za systematyczność oszczędzania. Na Słowacji państwo dorzuca 40 proc. zgromadzonej w danym roku sumy, w Czechach premia wynosi 25 proc., w Niemczech w zależności od landu 10-15 proc. Dlatego z usług tych kas korzysta obecnie około 4,5 mln klientów w Niemczech, na Słowacji 320 tys. osób, w Czechach 250 tys.

Jako anegdotę w ING Banku Śląskim w Katowicach opowiadają historię dwóch dżentelmenów. Odwiedzili już w tym roku siedzibę banku z zamiarem przystąpienia do kasy mieszkaniowej. Bankowcy dotąd nie mogą zrozumieć, po co im to było. Nie mają z tego żadnych korzyści – oprócz kilkuprocentowych odsetek, które może zjeść koszt prowadzenia rachunku.

Autor artykułu: BEATA SYPUŁA

Comments are closed.