Handlem wierzytelnościami zajmuje się dzisiaj w Polsce około 30 tysięcy firm. Tworzą one potężne lobby, które jest w stanie zdziałać praktycznie wszystko. Wydanie miliona złotych na wsparcie realizacji jakiegoś projektu to żaden problem. Pod koniec ubiegłego roku w jednym z konkursów na najdynamiczniej rozwijającą się firmę regionu kujawsko-pomorskiego zwycięzcą została zatrudniająca kilka osób spółka, której jedynym przedmiotem działania było skupowanie, obrót i sprzedaż długów.
Jednak prawdziwe tuzy tej branży działają na Śląsku. Największy rozgłos towarzyszy ostatnio działaniom Konsorcjum Finansowo-Inwestycyjnego Colloseum z Ornontowic. Szefom tej firmy prokuratura zarzuca wyłudzenia majątku o wartości 350 milionów złotych. Jednak zdaniem naszych rozmówców KFI Colloseum to tylko średniak w branży, który ,niepotrzebnie narobił szumu”, co może popsuć lukratywne interesy innym.
Handlem wierzytelnościami zajmują bądź zajmowali się niektórzy politycy z pierwszych stron gazet i ich rodziny, byli policjanci i milicjanci z generalskimi szlifami, prawnicy, adwokaci, finansiści, a nawet dziennikarze.
- W tej branży najważniejsze są znajomości, bystry umysł i brak skrupułów – mówi nasz informator, zastrzegający sobie anonimowość. – Na początek nie trzeba było mieć wielkich pieniędzy. Działać trzeba szybko, ale naprawdę warto. Dla przykładu podać można, że w handlu zagranicznym rentowność wynosi dzisiaj około 3-4 procent, produkcja to minimalne zyski. Obrót wierzytelnościami daje zysk 50, 60, a czasami i więcej procent, który osiągnąć można w kilka dni. Oscylator Bagsika to przy handlu wierzytelnościami cienki interes.
Wierzytelności to nic innego jak niezapłacone rachunki. A takich na polskim rynku jest bez liku. Od 1990 roku kopalnie, huty, zakłady energetyczne ,wyprodukowały” ogromne długi. Jak wynika z oficjalnych danych, zadłużenie samego tylko górnictwa oscyluje wokół sumy 5 miliardów dolarów! Huty łączną wartość swoich niezapłaconych rachunków szacują na prawie 3 miliardy dolarów. Za prąd sama tylko Huta Katowice nie płaci od kilku lat. Długi tego zakładu wobec kolei wynoszą kilkaset milionów złotych. Jak ujawnił ostatnio Górnośląski Zakład Elektroenergetyczny SA w Gliwicach, wartość rachunków za prąd, których zapłacenie ma on wyegzekwować, przekracza już 400 milionów złotych.
W takiej sytuacji żadna firma nie ma szans na normalne funkcjonowanie. Wyraźnie jednak widać, że cały ten chory układ obejmuje przedsiębiorstwa, których właścicielem całości bądź dominującej części udziałów jest Skarb Państwa. Właśnie ta sytuacja jest źródłem największych problemów pracowników firm-wierzycieli. Jednocześnie ten stan rzeczy umożliwia czerpanie krociowych zysków przez kilku handlujących długami biznesmenów.
- Kilkakrotnie próbowaliśmy odciąć dopływ prądu do Huty Katowice – mówi Roman Nanuś, były główny księgowy Będzińskiego Zakładu Elektroenergetycznego. – Nigdy do tego nie doszło, bo nie było zgody politycznej. Dla polityków ważniejsze było to, że ludzie mają gdzie pracować, niż wyniki finansowe firm, które nie płacą rachunków.
Dla zakładu pracy, szczególnie państwowego, najważniejszą sprawą jest zapewnienie pieniędzy na płace dla załogi. Jeśli jednak wpłaty za dostarczany towar nie pojawiają się, trzeba zdobyć pieniądze inaczej. Jak? W gabinecie prezesa zakładu pojawia się przedstawiciel firmy zajmującej się obrotem wierzytelnościami i proponuje zawarcie układu: ja biorę długi, ale ty mi dajesz wasz towar za kilkadziesiąt procent ich wartości. Kto na tym traci? Oczywiście państwowa firma. Ile? Tu najlepiej oprzeć się na konkretnych przykładach.
Huta Katowice przez ponad dwa lata dostarczała wsad rudzkiej Hucie Pokój, bo właściciel huty z Rudy Śląskiej, czyli KFI Colloseum, przejął wierzytelności dąbrowskiego kombinatu wobec energetyki. Cesja praw do dysponowania nimi zakładała, że za każdą złotówkę długu huta otrzyma wsad, którego wartość wynosi 1 zł. Z pozoru więc nie było można na tym zrobić interesu. Jednak na kolejnych stronach umowy zapisano, że Colloseum ma prawo naliczania odsetek. Ich wysokość ustalono na 50 procent wartości długów. Dzięki temu przez kilkanaście miesięcy z Huty Katowice do Rudy Śląskiej jeździły transporty wsadu, za które zapłatą były wyłącznie horrendalne odsetki od wykupionych długów. Wartość samych długów przez cały ten czas w ogóle nie została obniżona.
- Prokurator mówi w tym przypadku o wyłudzeniach o wartości 350 milionów złotych – mówi nasz informator. – Zapomina się jednak o procentach. Spokojnie można przyjąć, że do tych 350 milionów złotych należałoby dołożyć drugie tyle.
Niezorientowanym w tym biznesowym labiryncie nasuwa się jednak pytanie: W jaki sposób ci, w większości młodzi, biznesmeni z Colloseum zdobyli tak ogromny majątek, by móc kupować wierzytelności o wartości setek milionów złotych? Na jakiej podstawie finansowej snuli plany kupowania wielkich zakładów przemysłowych? Jeździli luksusowymi limuzynami, mieszkali we wspaniałych willach, a wakacje spędzali w najbardziej ekskluzywnych kurortach, ale to tylko w niewielkim stopniu świadczyło o ich rzeczywistych możliwościach finansowych. Jeszcze kilka lat temu tu i ówdzie pojawiały się pogłoski o pieniądzach włoskich mafii pożyczanych ,na rozruch”, tajemniczych kontach w krajach będących tzw. rajami podatkowymi… Rzeczywistość jest jednak mniej skomplikowana.
KFI Colloseum zainwestowało w firmę Kombaz SA – kopalnię bazaltu działającą na północy Polski. Jakieś półtora roku temu kopalnia splajtowała. W mazurskiej ziemi są jednak złoża bazaltu, których wartość specjaliści wycenili na 537 milionów złotych. Jednak tych wyliczeń nikt nie zweryfikował. Właśnie te złoża KFI Colloseum, ich właściciel, sprzedało Energomontażowi Północ Sp. z o.o., firmie będącej spółką-córką giełdowego Energomontażu Północ SA, za 157 milionów złotych. Zapłatę zgodzono się przyjąć nie w gotówce, ale w wekslach poręczanych przez EP SA. Zadbali o to pracownicy Colloseum zasiadający we władzach Energomontażu. Jednak ,żywy pieniądz” nie pojawiał się na żadnym z etapów tej operacji.
- Wystawienie weksla powinno się wiązać z rzeczywistym obrotem gospodarczym – mówią prawnicy. – W Polsce często dzieje się jednak zupełnie inaczej.
Dysponując wekslami o wielomilionowej wartości przedsiębiorczy biznesmeni z Colloseum udali się do Polskich Sieci Elektroenergetycznych SA, jednego z największych przedsiębiorstw w kraju. Nie rozmawiali tam jednak z żadnym z członków zarządu PSE SA, tylko ze zwykłym prokurentem, a ten przystąpił do interesu. Ocenia się, że wydał decyzje dotyczące poręczeń o wartości około miliarda złotych!
- W normalnej firmie byłoby to nie do pomyślenia – mówią proszący o anonimowość biznesmeni. – Wystawienie jakiego kolwiek weksla czy jego zniszczenie powinno być przedmiotem obrad zarządu, trafić na radę nadzorczą itd. Tutaj gigantycznymi pieniędzmi dysponował jeden człowiek.
Przy szybkim obrocie wierzytelnościami gotówka pojawia się dopiero na samym końcu, nieraz bardzo długiego, łańcuszka. Dlatego działający w branży biznesmeni bardzo uważnie śledzą wszystkie informacje dotyczące sytuacji w państwowych przedsiębiorstwach. Wiadomości o przygotowywanych postępowaniach układowych są na wagę złota. Im firma ma większe problemy, tym bardziej jest interesująca dla handlarzy wierzytelnościami. Jej długi można wtedy kupić za śmieszne sumy, upusty dochodzą nawet do 90 procent. Nikogo wtedy zazwyczaj nie obchodzi, jak jego firma ma funkcjonować za 10 procent należności. Kupując dług trzeba jednak wiedzieć, co z nim zrobić, czyli komu go odsprzedać, albo co można za ten dług wziąć.
Cesje własności zakupionych wierzytelności muszą być zarejestrowane w sądzie. W normalnym trybie trzeba na to czekać kilka miesięcy. W tym czasie przedsiębiorstwo, którego długi ktoś kupił, może po prostu upaść. Są jednak osoby, które wszelkie formalności potrafią załatwić błyskawicznie. Istnieją firmy, których właściciele mają świetne dojścia do sędziów. Zdarzały się już przypadki, że odpowiednie postanowienia wydawane były w czasie dni ustawowo wolnych od pracy lub w godzinach, podczas których w wielkich sądowych gmachach przebywa tylko zaspany stróż. Nikogo zorientowanego w handlu długami nie dziwi też to, że decyzje w sprawach wierzytelności z Katowic podejmuje na przykład sędzia z Częstochowy, choć takie postępowanie jest sprzeczne z obowiązującą w polskim prawie zasadą właściwości miejscowej sądów. Pytanie: Ile kosztuje łaskawość konkretnego sędziego? – jest najściślej strzeżoną tajemnicą obu stron.
Wierzytelności są dziś źródłem śmiertelnego zagrożenia dla kilkuset firm działających w naszym kraju. Od dwóch lat ich sytuacja gwałtownie się pogarsza. Sprzedając długi za sumę niższą od ich wartości nominalnej firma godzi się na znacząco mniejsze wpływy. W górnictwie już kilka lat temu wprowadzono zakaz kompensowania długów, ale z naszej wiedzy wynika, że taki proceder trwa. Handel długami zrujnował dziesiątki firm górniczego zaplecza, a najlepsze spośród nich zmieniły właściciela. Za długi tych przedsiębiorstw płacono ich własnymi pieniędzmi. Weksle wystawione przez firmy handlujące długami posłużyły też do zabezpieczenia różnych transakcji w bankach.
- Ten proceder trwa od kilku lat i nikt nie ma siły go przerwać – mówią biznesmeni. – A przecież są pomysły na to, jak tego dokonać. Na przykład taki: skoro właścicielem tych wszystkich zadłużonych hut, kopalń i innych firm jest Skarb Państwa, to niech on stworzy giełdę, na której można byłoby na jasnych zasadach wymieniać należności za towar. Wtedy nie byłoby żadnych pośredników.
Przeciwnikami takich rozwiązań są oczywiście właściciele firm handlujących długami, którzy potrafią dotrzeć do najważniejszych osób w państwie. Wspierają partie polityczne starające się o miejsca w Sejmie i gminnych radach, sponsorują akcje charytatywne i wiele innych przedsięwzięć. Przy okazji korumpują niektórych sędziów, prokuratorów, policjantów, polityków. Nieoficjalnie wymienia się w tym kontekście osoby z kilku firm, które – podobnie jak Colloseum – stały się przedmiotem zainteresowania organów ścigania.
Autor artykułu: JAROSŁAW LATACZ