Archive for the ‘Archiwa z Archiwalnych Tekstów’ Category

Hejnał już w czerwcu ma rozbrzmiewać nad Rynkiem

Monday, March 18th, 2002

Na ogłoszony w listopadzie przez prezydenta Katowic konkurs na miejski hejnał przysłano aż 118 prac. Po pierwszym etapie do finałowej rozgrywki komisja wytypowała 16 prac, a spośród nich wybrała hejnał opatrzony godłem “Salas” skomponowany przez Adama Biernackiego z Bytomia, a jest to wariacja na temat melodii “Ej, nie masz to”. Twórca zwycięskiego hejnału za pracę otrzymał 3 tys. zł nagrody.

- Spośród zgłoszonych prac aż 30 procent było opartych na znanej śląskiej melodii “Karliku, Karliku…”, wiele było zbyt poważnych, a hejnał powinien być łatwo przyswajalną melodią i wpadającą w ucho. Także fakt, że utwór skomponowany przez Biernackiego można podzielić na 4 lub 8 taktów jest ważny, bo można go grać nawet co 30 minut w skróconej wersji – wyjaśnia profesor Julian Gembalski, jeden z członków jury i rektor Akademii Muzycznej w Katowicach.

Młody twórca jest tegorocznym maturzystą I LO w Bytomiu, a muzyka, teatr i pantomima są jego pasjami. Interesuje się połączeniem muzyki z tańcem i ruchem. Z muzyką miał do czynienia już w szkole podstawowej, uczęszczał do zespołu i tu nauczył się czytać nut. Następnie przez kilka lat uczył się gry na pianinie. Do konkursu podszedł na zasadzie sprawdzenia swoich umiejętności. Po maturze chce zdawać na Międzywydziałowe Indywidualne Studia Humanistyczne w Uniwersytecie Śląskim, ale jego marzeniem jest reżyseria.

- Jestem trochę samoukiem. Wypożyczyłem sobie nuty znanych melodii śląskich i w ciągu tygodnia, na komputerze skomponowałem hejnał. Nie siedziałem zbyt długo na Rynku i nie wsłuchiwałem się w rytm Katowic, ale śląskie miasta są do siebie podobne. Jestem optymistą i dlatego skomponowałem melodię opartą na motywach ludowych oraz narodowych, ale pogodną – wyjaśnia Adam Biernacki, kompozytor hejnału.

Jury konkursowe składające się z muzyków i prezydenta Katowic uznało, że ta melodia najbardziej odpowiada charakterowi miejsca, w którym hejnał będzie grany.

- Jest to melodia, która czerpie motywy zarówno ze znanych piosenek śląskich, ale są tu również zawarte elementy polskich tańców poloneza i mazurka. Uznaliśmy, że doskonale ta melodia pasuje do odtwarzania jej zarówno we fragmentach, jak i w całości na trąbce i zestawie dzwonów carillon – wyjaśnia prof. Eugeniusz Knapik, przewodniczący jury.

Obecnie zwycięska melodia będzie nagrywana, bowiem tylko pierwszy premierowy pokaz będzie odbywał się z udziałem trębacza. Maksymalny czas grania melodii z wieży to 1,5 minuty.

- Zastanawiamy się, czy melodia będzie odtwarzana tylko na trąbce, czy na przemian z dzwonami. Oczywiście, na co dzień będzie grał komputer, a melodia popłynie zgodnie z zapowiedzią z odnowionej wieżyczki na skrzyżowaniu ulic Młyńskiej i Pocztowej. Na początek może co trzy godziny o dwunastej, piętnastej i osiemnastej, a później może częściej – wyjaśnia Piotr Uszok, prezydent Katowic.

Władze miasta chcą sprawdzić, czy melodia spodoba się katowiczanom, czy ją zaakceptują i będą często nucić.
- Mam nadzieję, że tak będzie, bowiem kiedy jako prezes Związku Miast Polskich, otwierałem konkurs hejnałów, to okazało się, że z dużych miast tylko Katowice nie miały swojej własnej melodii. Wprowadzenie hejnału może zapoczątkuje obudzenie katowickiego Rynku, a zaplanowane przez nas remonty zmienią jego wizerunek – dodaje prezydent Katowic.

Autor artykułu: (BL)

Niezwykłe misterium

Monday, March 18th, 2002

Półtora tysiąca osób wzięło udział w trwającej przeszło dwie godziny niezwykłej i niecodziennej Drodze Krzyżowej, która odbyła się w piątkowy wieczór na katowickim osiedlu Odrodzenia. Pierwsza stacja ,Skazanie Chrystusa” miała miejsce w kościele pw. Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa, a wychodzący z niego na ulicę uczestnicy obmywali sobie ręce wodą z dzbanów w geście Piłata.

Następnie z zapalonymi świecami i pochodniami szli w procesji za kilkumetrowym krzyżem aż na osiedlowy pagórek. Tu go postawiono, a jego cień sięgał dziesiątego piętra wieżowca przy ul. Radockiego 220. Uczestnicy nabożeństwa na tej niezwykłej, osiedlowej Golgocie pozostawiali świece, a zabierali strzępy płótna – niby kawałki całunu. Pod krzyżem powieszono transparenty z napisami: ,Skaż Jezusa! Uwolnij siebie!” oraz ,Każdy człowiek ma władzę obdarzania innych wolnością lub krzyżem”. Na zakończenie nabożeństwa, ks. proboszcz Zenon Buchalik nawiązując do tych cytatów powiedział, że wybór należy do każdego z nas.

Autor artykułu: (BL)

Gra o indeksy wyższych uczelni

Monday, March 18th, 2002

Trzy dni spędziło w Katowicach 140 najlepszych uczniów z 53 szkół średnich z całej Polski, m.in. ze Szczecina, Nowego Sącza, Krakowa, Bielska, Cieszyna, Zamościa, Wałbrzycha, Torunia i Kielc. Byli oni uczestnikami XXVI Ogólnopolskiej Olimpiady Wiedzy Elektrycznej i Elektronicznej. W tym roku organizował ją Zespół Szkół Technicznych i Ogólnokształcących nr 2 w Katowicach.

- Olimpiada składała się z trzech części. Pierwszą były testy pisemne, w których uczestnicy musieli się wykazać wiedzą wykraczającą poza ramy programowe szkoły średniej – mówił dr hab. Kazimierz Jaracz z Akademii Pedagogicznej w Krakowie, przewodniczący komisji konkursowej. – Można więc powiedzieć, że wzięła w niej udział elita polskich elektryków i elektroników.

Do drugiego etapu – ćwiczeń programowych – zakwalifikowało się, po dogrywkach, 12 osób. Komisja konkursowa oceniała m.in. dobór mierników, realizację pomiarów i analizę wyników. Cała dwunastka może rozpocząć studia bez zdawania egzaminów na czterech uczelniach – Politechnice Śląskiej, Politechnice Krakowskiej, AGH oraz Akademii Pedagogicznej w Krakowie. Wczoraj odbył się ostatni etap – ustny. Laureatami zostali w grupie elektrycznej: Piotr Borowiec z Mielca, Rafał Majcher z Krakowa i Marek Buryło z Zamościa. Wśród elektroników najlepsi byli: Marek Kołodziejczyk z Krakowa, Łukasz Kowacki z Gliwic i Piotr Graczyk z Wodzisławia Śl.

- Tegoroczna olimpiada była największa pod względem liczby uczestniczących w niej szkół w całej historii – wyjaśnia Jacek Krzysztoforski, dyrektor katowickiego ZSTiO nr 2. – Zorganizowanie jej nie było łatwe, zwłaszcza przygotowanie sześciu jednakowych stanowisk do ćwiczeń. Wszystko jednak udało się dzięki dużemu zaangażowaniu nauczycieli naszej szkoły.

Uczestnicy przyznali, że zarówno testy, jak i ćwiczenia nie należały do najłatwiejszych.

Autor artykułu: (eba)

Porządki na szlakach

Friday, March 15th, 2002

Chociaż w doliny już dawno zawitała wiosna, w wyższych partiach Beskidu Żywieckiego zima w pełni. Znakarze z Oddziału Babiogórskiego Polskiego Towarzystwa Turystyczno-Krajoznawczego z Żywca powoli przygotowują się do odnowienia kolejnej partii szlaków turystycznych w Beskidach. Ruszą z wiaderkami i pędzlami, kiedy z gór zejdą ostatnie śniegi. Na dzień dobry otrzymali od Starostwa Powiatowego kilka tysięcy złotych dotacji. Cieszą się z pieniędzy, ale przyznają, że potrzeba ich znacznie więcej.

- To już trzecia dotacja przyznana na zapewnienie bezpieczeństwa w górach – tłumaczy Mirosław Dziergas, szef promocji w żywieckim starostwie. – W tym roku wysupłaliśmy 6 tysięcy złotych, trochę mniej niż w ubiegłym. Wiąże się to z budżetem, w którym na turystykę przeznaczyliśmy o 30 procent mniej pieniędzy.

Żywiecki oddział PTTK ma pod opieką 650 kilometrów szlaków, z czego zdecydowaną większość stanowią drogi turystyczne. Jest także kilkadziesiąt kilometrów traktów narciarskich. Strefa wpływów rozciąga się od Hali Mędralowej, poprzez najwyższe szczyty Beskidu Żywieckiego ? Pilsko, Romankę, Rysiankę i Lipowską oraz Worek Raczański aż do granicznego Zwardonia. Na utrzymanie wszystkich szlaków potrzeba, zdaniem Józefa Talika, sekretarza żywieckiego oddziału około 40 tysięcy złotych. W ubiegłym roku udało się odnowić 200 kilometrów, w najbliższym znakarze ruszą na podbój Worka Raczańskiego. Pieniądze płyną także na nowe tabliczki kierunkowe i drogowskazy oraz udrożnianie przepustów wodnych. Pierwszym zadaniem, czekającym znakarzy, będzie zdemontowanie tyczek kierunkowych, ułatwiających orientację w terenie, ustawionych na zimę w wielu miejscach Beskidu Żywieckiego.

- Musimy to zrobić, bo do kolejnej zimy nie dotrwałaby nawet ich połowa. Niektórzy używają ich jako opału na ogniska, inni celowo wyrzucają – narzeka Talik.

Jednak Włodzimierz Fiut, gospodarz w schronisku na Rysiance broni ludzi chodzących po górach. Opowiada, że w rejonie Rysianki jeszcze się nie zdarzyło, żeby jakaś tablica czy szlak został zniszczony. – Inna sprawa, że oddział powinien zainwestować w droższe, ale bardziej trwałe tablice kierunkowe z plastiku. Z drewnianych bardzo szybko odchodzą litery i stają się nieczytelne.

Chuliganów nie ma także w Worku Raczańskim. Przynajmniej tak wynika ze słów Anny Front, gospodyni w schronisku na Przegibku. Co inne go jednak, na szlaku ze Złatnej-szkoły na Halę Lipowską. Od kilku lat ktoś wycina tam drzewa i trzeba wciąż malować nowe znaki.

Szlaki turystyczne powinny być odnawiane co trzy lata. Oprócz pieniędzy ze starostwa, żywiecki oddział PTTK będzie się także starał o fundusze w Urzędzie Marszałkowskim i Ministerstwie Gospodarki.

Autor artykułu: TOMASZ WOLFF

Chór istnieje krótko, ale ma już wiele sukcesów na koncie

Friday, March 15th, 2002

Przychodzę z potrzeby serca – zdradza Tadeusz Milkiewicz, na co dzień dyrektor Gminnego Gimnazjum w Olsztynie. Co tydzień w poniedziałek przez dwie godziny wspólnie z innymi uczestniczy w próbach Chóru Wielopokoleniowego Grazioso GOK w Olsztynie.

Tadeusz Adamowski pochodzi z Przymiłowic. Jego głos jest jednym z bardziej znanych w Olsztynie, ponieważ głośno śpiewa w kościele na mszy. ? Uwielbiam piosenki biesiadne – przekonuje.

- Dowiedziałem się, że w Olsztynie zakładają chór, a że lubię śpiewać, to zgłosiłem się – wspomina Walenty Mazur, również z Przymiłowic.

- Pochodzę z Rzeszowskiego. Tam ludzie dbają o folklor. Lubią śpiewać i dlatego i ja uczyłem się śpiewu – dodaje Tadeusz Butryn z Turowa. – Tym bardziej ucieszyła mnie wiadomość o powstaniu takiego zespołu również w mojej gminie.

Teraz w chórze zajmuje miejsce wśród “basów”. Chór jest podzielony na cztery głosy: soprany, alty, tenory i basy. Grupa powstawała przed 2 laty z inicjatywy wójta Mariana Stępnia. Teraz i on uczestniczy w próbach i koncertuje. Razem z nim na zajęcia przychodzi córka Katarzyna Stępień.
- Czasami próby są męczące, ale ten trud się opłaca, kiedy po skończonym występie jesteśmy nagradzani brawami – twierdzi.

- Najtrudniej było dotrzeć do ludzi, którzy lubą śpiewać. Pomogli nam dyrektorzy szkół, nauczyciele oraz księża, którzy najlepiej znają ludzi – dodaje wójt.

Na początku zgłosiło się 18 osób z terenu gminy. Z biegiem czasu zgłaszali się kolejni zainteresowani śpiewem. Grupa jest wielopokoleniowa. Śpiewają uczniowie, ich rodzice i seniorzy, którzy mogliby być ich dziadkami.

- Po każdym występie na terenie gminy ponawialiśmy zaproszenie. Na chętnych nie trzeba było długo czekać – twierdzi Mariola Matysek, dyrektor GOK i prezes Grazioso.
- Usłyszałyśmy chór w kościele. Koncert składał się z pieśni patriotycznych. Zgłosiłyśmy się na próbę – opowiadają Longina Kimla i Anna Wendelewska z Biskupic.

- Ja trafiłam do chóru nieświadomie. Zapisała mnie Stanisława Piasecka. Pewnego dnia po prostu oświadczyła, że jestem w chórze – wspomina Krystyna Walczak ze Zrębic.
- Bardzo lubimy śpiew i po prostu postanowiłyśmy spróbować dostać się do grupy i udało się – dodają córka Magda i jej mama Halina Nabiałek z Kusiąt.

Teraz, aby dostać się do chóru trzeba się wykazać pewnymi umiejętnościami. Poszukiwani są jedynie mężczyźni, którzy śpiewają basem.

- Przeważają panie, ponieważ one chętniej śpiewają – twierdzi Grzegorz Papalski, który prowadzi Grazioso.
Chór koncertował nie tylko na terenie gminy Olsztyn, ale w Choroniu, w Częstochowie na Jasnej Górze, w Regionalnym Ośrodku Kultury, teatrze i filharmonii. Prezentował się również w Myszkowie, Kalwarii Zebrzydowskiej, Chorzowie, Katowicach oraz Krzepicach. W repertuarze są pieśni: polskie patriotyczne, sakralne, kolędy, dziecięce i ludowe, a także biesiadne. Te ostatnie śpiewane są jako przerywnik w czasie podróży na koncerty. Teraz grupa intensywnie ćwiczy. W niedzielę wielkanocną wystąpi na rezurekcji w kościele w Olsztynie, w poniedziałek w Turowie, a w pierwszą poświąteczną niedzielę w Biskupicach.

- Zależy mi na dalszym rozwoju chóru, podnoszeniu poziomu, poszerzaniu repertuaru. Cieszę się, że nasz chór jest traktowany w regionie serio – twierdzi G. Paplski.

Skład chóru:
Anna Będkowska, Jakub Będkowski, Barbara Bukowska, Maria Bukowska, Bożena Bednarska, Krystna Walczak, Tadeusz Milkiewicz, Mariola Matysek, Martyna Matysek, Marian Stępień, Katarzyna Stępień, Stanisława Piasecka, Katarzyna Piasecka, Zofia Kluźniak, Tadeusz Butryn, Krystyna Socha, Mirosława Struska, Ilona Biskup, Anna Wendelewska, Aleksandra Pikuła, Ewa Pala, Tadeusz Adamowski, Longina Kimla, Magda Nabiałek, Halina Nabiałek, Adam Marczyk, Martyna Mirek, Aneta Nabiałek, Waletny Mazur, Prowadzenie: Grzegorz Papalski.

Zdobyte nagrody:
* III miejsce w VII Przeglądzie Piosenki “Śląskie Śpiewanie” w 2000 roku
* III miejsce w V Festiwalu Pieśni Patriotycznej w Myszkowie – 2000 rok
* I miejsce w VI Festiwalu Pieśni Patriotycznej w Myszkowie – 2001 rok
* III nagroda marszałka województwa śląskiego w Festiwalu Pieśni Chóralnej – 2001 rok
* nagroda starosty częstochowskiego w dziedzinie kultury i sztuki za rok 2001

Autor artykułu: KATARZYNA KULIŃSKA-PLUTA

Raków przed sezonem

Friday, March 15th, 2002

Za tydzień meczem z KS Sławków piłkarze Rakowa rozpoczną rewanżową rundę w IV lidze. Żeby utrzymać miejsce w tej klasie rozgrywkowej zawodnicy solidnie przepracowali zimę.

Trenerzy Zbigniew Dobosz i Andrzej Samodurow niemal codziennie przeprowadzali treningi. Piłkarze są uczniami, studentami, niektórzy pracują, ale potrafili pogodzić swoje obowiązki z uprawianiem sportu. Trenerzy nie mieli powodów, żeby ganić ich za frekwencję.

Wyniki sparingów pozwalają na umiarkowany optymizm. Obok wygranych spotkań z KS Myszków 3:1 i czwartoligowym KS Jędrzejów 4:1, Rakowowi przydarzyły się porażki z OKS-em Olesno 1:2 oraz czwartoligowym WKS-em Wieluń 0:3. – To świadczy o niestabilnej formie zawodników. Zespół jest oparty na bardzo młodych zawodnikach, którzy raz potrafią wygrać z wyżej notowanym rywalem, a innym razem przegrywają ze słabymi zespołami – mówi trener Samodurow. W zajęciach uczestniczyło 20 zawodników. W porównaniu do składu w jakim Raków występował w pierwszej rundzie, nie zajdą znaczące zmiany. Inne kluby były ponoć zainteresowane pozyskaniem kilku piłkarzy, ale sami zawodnicy nie przystali na te propozycje.

Trener Samodurow powściągliwie wypowiada się na temat prognoz, co do wiosennej rundy. Wiadomo, cel jest jeden: utrzymanie się w lidze. Jego zdaniem, zawodnicy podczas przerwy zimowej dobrze spożytkowali czas. – Mieli dużo zajęć i sparingów. Uważam bowiem, że młodzi piłkarze muszą grać dużo meczów, żeby nabrać doświadczenia. Na pewno żaden z zawodników nie poczynił w tym czasie jakiś bardzo dużych postępów. Z drugiej strony trudno to ocenić, gdyż mecze odbywały się często przy padającym śniegu, deszczu, na podmokłym terenie, a więc warunkach zupełnie innych, w jakich im teraz przyjdzie grać. Na podstawie tych spotkań na pewno można zauważyć, że zawodnicy lepiej realizują założenia taktyczne – mówi trener Samodurow.

W tą niedzielę piłkarzy Rakowa czeka kolejny sprawdzian. Zmierzą się na wyjeździe z drużyną MKS-u Woźniki w ramach rozgrywek o Puchar Polski. Woźniki grają w lublinieckiej A-klasie i nikt w Rakowie nie dopuszcza myśli, że można byłoby tego meczu nie wygrać.

Autor artykułu: (kp)

Wracają za kratki

Thursday, March 14th, 2002

Katowicki Sąd Okręgowy zadecydował wczoraj o tymczasowym aresztowaniu Józefa J., głównego udziałowca ornontowickiego Konsorcjum Finansowo-Inwestycyjnego ,Colloseum”. Za kratki trafi również Piotr W., wiceprezes ,Colloseum”, Roman N., były główny księgowy Będzińskiego Zakładu Elektroenergetycznego oraz Ryszard S., biznesmen z Jeleniej Góry.

Podejrzanym zarzucono m.in. wyłudzenie 345 mln zł od BZE SA. Kolejne 12 mln zł stracić miały Polskie Sieci Elektroenergetyczne SA. Zarzuty dotyczą również przestępstw kryminalnych jak grożenie kontrahentom czy posługiwanie się sfałszowanymi dokumentami. W lutym sędzia Sądu Rejonowego odrzucił wnioski prokuratury odnośnie tymczasowego aresztowania szefów Konsorcjum, chociaż grożą im kary do 15 lat pozbawienia wolności. Uznano wówczas, że nie istnieje obawa matactwa. Odmienną opinię wyraził wczoraj Sąd Okręgowy.

- Tym razem sędzia podzielił nasze stanowisko, że tymczasowe aresztowanie podejrzanych jest celowe. Przedstawiliśmy bowiem nowe dowody wskazujące na utrudnianie przez nich śledztwa – stwierdził prokurator Tomasz Tadla z Prokuratury Okręgowej w Katowicach.

Posiedzenie sądu rozpoczęło się tuż po godz. 11. Na sali obecni byli Piotr W. oraz Roman N. Pozostali dwaj podejrzani nie przyszli. Mecenasi nie potrafili powiedzieć, gdzie przybywa obecnie Józef J.
Sędzia otrzymał m.in. materiały świadczące, że podejrzani wpływali na świadków, aby zmienili zeznania, niszczyli dokumenty istotne dla postępowania, a w ich miejsce przygotowywali podróbki. O godz. 14 ogłoszono, że zażalenie prokuratury będzie uwzględnione, czyli podejrzani muszą spędzić trzy miesiące w areszcie śledczym. Tylko Józefowi J. zaliczono okres wcześniej już spędzony w celi, co oznacza dla niego tymczasowe aresztowanie na dwa miesiące. Dzisiaj, a najpóźniej jutro podejrzani powinni znaleźć się w więzieniach. W przeciwnym wypadku ścigani będą listami gończymi.

- Nie komentujemy decyzji sądu. Zgodnie z przepisami nie ma już możliwości złożenia zażalenia na to postanowienie. Musimy więc podporządkować się i spędzić trzy miesiące w areszcie – powiedział nam wczorajszego wieczoru Piotr W., wiceprezes ,Colloseum”.

Oficerowie Urzędu Ochrony Państwa oraz Centralnego Biura Śledczego zbierający dowody przeciwko ,Colloseum” nie wykluczają, że niebawem dojdzie do postawienia podejrzanym kolejnych zarzutów.

Autor artykułu: DARIUSZ KRAWCZYK

“Motyl” na medal

Thursday, March 14th, 2002

Na basenie Międzyszkolnego Ośrodka Sportowego rozegrano Mistrzostwa Katowic szkół gimnazjalnych oraz ponadpodstawowych w pływaniu. W pierwszej kategorii zmierzyło się blisko 300 uczniów z 20 szkół. Najlepszą zawodniczką z 554 punktami według tabeli Lena okazała się Anna Lach z Gimnazjum nr 4. Swoisty rekord ustanowiła na 50 metrów stylem klasycznym. Z kolei wśród chłopców triumfował jej szkolny kolega Robert Smolec. Za przepłynięcie tego samego dystansu stylem dowolnym otrzymał 459 punktów.

Drużynowo pierwsze miejsce zajęło Gimnazjum nr 4. Drugą lokatę wywalczyli uczniowie Gimnazjum nr 6. Pierwszą trójkę zamknęli pływacy z Gimnazjum nr 24. Indywidualnie w stylu dowolnym dystans 50 metrów najszybciej pokonali Aleksandra Gołyga i Robert Smolec, grzbietowym Izabela Wojtyś i Marcin Szczypiński, motylkiem Ewa Marszołek i Maciej Rosiński, klasycznym Anna Lach i Jakub Karpiński, zaś zmiennym również Anna Lach oraz Marcin Szczypiński.

W kategorii ponadpodstawowej o tytuły walczyło 230 osób z 18 szkół. Najlepszą zawodniczką z 613 punktami została Magdalena Lachawczak z VIII LO. Najlepszy zawodnik Borys Wieczorek z tej samej szkoły otrzymał 811 punktów.

Drużynowo sukces odnieśli zarówno chłopcy, jak i dziewczęta z VIII LO. Drugą lokatę zdobyły uczennice I LO oraz uczniowie II LO. Natomiast ostatnie miejsce na podium przypadło reprezentacjom X LO. Indywidualnie mistrzynią stylu dowolnego została Ewa Bugaj, grzbietowego Magdalena Lachawczak, motylkowego Helena Haraszkiewicz, klasycznego oraz zmiennego Nadia Gędoś. Wśród panów mistrzowski tytuł w stylu dowolnym i motylkowym przypadł Borysowi Wieczorkowi, grzbietowym Pawłowi Stopińskiemu, klasycznym Jackowi Kasielowi, natomiast zmiennym Arielowi Stolarczykowi.

Autor artykułu: (mru)

Poznawanie Bellmera

Thursday, March 14th, 2002

Z okazji setnej rocznicy urodzin katowiczanina Hansa Bellmera, malarza, grafika, rzeźbiarza, fotografa i teoretyka sztuki, dziś o godz. 10.30 w Biurze Wystaw Artystycznych w Katowicach rozpoczyna się dwudniowa sesja, na którą zaproszono szerokie grono specjalistów i znanych krytyków sztuki. Andrzej Urbanowicz, kurator sesji a jednocześnie prezes powołanego w roku 2000 Towarzystwa Bellmer, przygotował także kameralne pokazy reprodukcji prac autora słynnych ,Lalek”, bulwersujących rzeźb przedstawiających surrealistyczne wizerunki kobiet.

Sesję otworzy Henryk Waniek, malarz, pisarz, współtwórca Towarzystwa Bellmer. Ponadto referaty wygłoszą: Krzysztof Jurecki, Andrzej Przywara i Andrzej Kostołowski. W części popołudniowej, która rozpocznie się o godz. 16, głos zabiorą: Piotr Kłoczowski i Tadeusz Komendant. Równie interesująco zapowiada się dzień jutrzejszy. Sesja przeniesie się do Górnośląskiego Centrum Kultury, gdzie od godz. 10.30 referaty wygłoszą: Stanisław Rosiek, Agnieszka Maria Wasieczko, Jan M. Kłoczowski, Marek Zieliński i Michał Sporoń. Na zakończenie sesji przewidziano pokaz Tadeusza Sławka i Bogdana Mizerskiego pt. ,Wymarzanie ciała. Esej na głos i kontrabas”. Zdarzenie to rozpocznie się o godz. 16 w Teatrze Korez.

Organizatorzy mają ambicję zebrania materiałów posesyjnych i wydania książki ilustrowanej Bellmerowskimi pracami. Marzy im się również zorganizowanie jeszcze w tym roku dużej wystawy monograficznej. Jak dotąd Bellmer był w Polsce pokazywany tylko dwa razy, w obu przypadkach w rodzinnych Katowicach. Po raz pierwszy w roku 1922 (to był debiut artysty) oraz w roku 1996 w Muzeum Śląskim podczas Górnośląskiego Festiwalu Kameralistyki. Udało się wtedy zgromadzić ok. 40 obiektów stworzonych przez tego najbardziej znanego w świecie sztuki katowiczanina.

Malarz, grafik, rzeźbiarz, fotograf i pisarz, związany z kręgiem francuskiego surrealizmu, Hans Bellmer urodził się w Katowicach 13 marca 1902 roku. Tu też ukończył liceum (dziś im. A. Mickiewicza). Miał 20 lat gdy w rodzinnym mieście, wtedy już polskim, po raz pierwszy wystawiał swe prace. Krótko pracował w kopalni zanim, pod naciskiem ojca, podjął studia w berlińskiej Technische Hochschule. Podczas studiów poznał m.in. Ottona Dixa i Georga Grosza. W 1924 r. nawiązał kontakt z surrealistami. Rzucił wtedy studia, utrzymując się jako rysownik, ilustrator i typograf. W proteście wobec nazistowskiego totalitaryzmu, w 1933 roku odsunął się Hans Bellmer od działalności praktycznej. To wtedy też zbudował swą pierwszą ,Lalkę”. Kolejne znamy m.in. z fotografii we wnętrzu domu i ogrodzie, zrobionymi w letnim domu rodziców artysty w Bad Carlsruhe (dziś miejscowość Pokój), 30 kilometrów od Opola. Na Śląsku przebywał często aż do momentu emigracji w 1937 roku, po śmierci swej pierwszej żony, do Paryża. Należał już wtedy do światowej czołówki surrealistów, do której dołączył publikacjami swych dzieł w ,Minotaurze”.

W czasie wojny był internowany, m.in. wraz z Maxem Ernstem, z którym się przyjaźnił. Z poślubioną w 1942 roku Francuzką miał dwie córki. W 1953 roku poznał w Berlinie Unicę Zürn, artystkę i pisarkę, z którą pozostawał w związku aż do jej śmierci w 1970 r.
W 1944 r. zilustrował Hans Bellmer ,Historię oka” G. Bataille’a a 5 lat później opublikował ,Gry Lalki” – serię fotografii wraz z wierszami Eluarda. Szersze zainteresowanie jego twórczością przyszło wraz z prestiżową nagrodą Fundacji Williama i Normy Copley’ów (1958). W 1972 roku, trzy lata przed śmiercią (Paryż, 1975) paryskie Centre G. Pompidou zorganizowało wielką, monograficzną wystawę Hansa Bellmera. Od tamtej chwili w wielu krajach ukazują się liczne książki i albumy poświęcone jego twórczości i życiu.

Autor artykułu: (krzyk, mars)

Grosz utopiony w betonie?

Wednesday, March 13th, 2002

Kasy mieszkaniowe powstały w latach 1996 i 1997. Obecnie działają w Pekao, BPH PBK i ING BSK. Z ich oferty skorzystało dotychczas około 100 tys. osób. Trzeba było oszczędzać co najmniej 36 miesięcy, gromadzić pieniądze na cele budowlane, w zamian można co roku odliczać od podatku 30 proc. wpłaconych do kasy kwot. Oczywiście, odliczenia muszą się zmieścić w rocznym limicie dotyczącym oszczędności w kasie oraz w limicie dużej ulgi budowlanej. Do 1 grudnia 2001 r. należało jednak zadysponować oszczędnościami w celu uniknięcia opodatkowania odsetek.

- Kto uznał, że w tym roku jeszcze nie będzie go stać na inwestycję mieszkaniową, przedłużył umowę z bankiem – mówi Marek Ryczkowski z BPH PBK.

Kto tego nie zrobił, zapłaci 20 proc. od uzyskanych odsetek. Jednak bankowcy uspokajają.

- Oszczędza się nie dla odsetek, które są niemal w wysokości prowizji od prowadzonego rachunku, ale dla korzystnego kredytu i ulgi budowlanej – twierdzi Marek Ryczkowski.

Przyjęta w listopadzie ubiegłego roku ustawa podatkowa przesądza jednak, że jeśli po 31 grudnia 2001 r. czas oszczędzania zostanie wydłużony, to podatnik straci także prawo do ulgi podatkowej. Między innymi z takim skutkiem działania ustawy nie zgadzała się grupa posłów Platformy Obywatelskiej, która złożyła wniosek o rozsądzenie sporu do Trybunału Konstytucyjnego. Zdaniem posłów, podatników w dyskryminujący sposób zróżnicowano według daty zawarcia umowy z bankiem. Wprowadzono też trzy inne kryteria korzystania z ulg: wymóg zawarcia umowy na czas oznaczony, nierozwiązania jej przed upływem tego terminu, nieskorzystania z możliwości wypłaty całości lub części kapitału. Do tego dochodzi opodatkowanie odsetek. Szacuje się, że przyniesie ono w 2002 r. 1,3 mld zł. Zdaniem posłów zasady te różnicują podatników i naruszają prawa nabyte tych, którzy stracą część odsetek od zasobów wcześniej zgromadzonych.

Zakwestionowane przez posłów z Platformy Obywatelskiej zasady opodatkowania odsetek od lokat bankowych są zgodne z konstytucją – orzekł Trybunał Konstytucyjny. Z jednym wyjątkiem: nielegalny jest przepis, który nakłada ten podatek na terminowe umowy zerwane przed czasem, z przyczyn niezależnych od podatnika – jak jego śmierć czy upadłość kasy.

Dla rozliczeń z fiskusem istotne jest, jaki termin oszczędzania został określony w umowie z kasą mieszkaniową, zawartej przed 1 stycznia 2002 r. Wiele osób uciekło przed fiskusem, ale nie wszystkie. Po 31 grudnia 2001 r. można zmienić tylko kwotę, ale nie termin oszczędzania. Jeśli w tym roku wydłużymy termin oszczędzania w kasie, to ulgą podatkową będą objęte tylko wpłaty wniesione do miesiąca podanego w umowie zawartej przed 1 stycznia 2002 r.

- Mamy do czynienia nie z nowym podatkiem, lecz z ograniczeniem ulg podatkowych – twierdzi wiceminister finansów Irena Ożóg. – Zastosowano tu kompromis między interesem jednostki a dobrem ogółu. Konstytucyjna ochrona praw nabytych nie wyklucza ograniczenia ulg podatkowych.

Ryszard Stefański, zastępca prokuratora generalnego, przywołuje orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego, w którym równowagę budżetową uważa się za wartość konstytucyjną. A właśnie dążenie do jej osiągnięcia było powodem zmian w przepisach.

Cała historia z kasami mieszkaniowymi pokazuje jednak, że w Polsce oszczędzanie na mieszkanie jest ryzykowne nawet wówczas, gdy chodzi o ulgę podatkową w zamian za oszczędności oprocentowane ledwie w wysokości 5-6 proc. Daleko nam jeszcze do standardów obowiązujących na Węgrzech, Słowacji, w Czechach czy Niemczech, gdzie działają podobnie oprocentowane kasy oszczędnościowo-budowlane, które każdemu ciułaczowi nie dość, że nie odbierają, to jeszcze płacą premię za systematyczność oszczędzania. Na Słowacji państwo dorzuca 40 proc. zgromadzonej w danym roku sumy, w Czechach premia wynosi 25 proc., w Niemczech w zależności od landu 10-15 proc. Dlatego z usług tych kas korzysta obecnie około 4,5 mln klientów w Niemczech, na Słowacji 320 tys. osób, w Czechach 250 tys.

Jako anegdotę w ING Banku Śląskim w Katowicach opowiadają historię dwóch dżentelmenów. Odwiedzili już w tym roku siedzibę banku z zamiarem przystąpienia do kasy mieszkaniowej. Bankowcy dotąd nie mogą zrozumieć, po co im to było. Nie mają z tego żadnych korzyści – oprócz kilkuprocentowych odsetek, które może zjeść koszt prowadzenia rachunku.

Autor artykułu: BEATA SYPUŁA