Archive for the ‘Archiwa z Archiwalnych Tekstów’ Category

Przed Ogólnopolską Olimpiadą Młodzieży

Monday, July 15th, 2002

Już we wtorek rozpoczyna się hokejowy turniej, który rozegrany zostanie podczas Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży. Młodzi michałkowiczanie, którzy zdobyli już w tym roku tytuł halowych mistrzów Polski, a do wrocławskiej imprezy zakwalifikowali się bez straty nawet jednego gola, są jednym z kandydatów do zdobycia złotych medali.

We wrocławskim turnieju uczestniczyć będzie osiem zespołów. Mustangi trafiły do grupy A, w której rywalizować będą z Wartą Poznań, Pomorzaninem Toruń i Polonią Środa Wielkopolska. Z kolei w grupie B zagrają LKS Gąsawa, Pocztowiec Poznań, Bałagany Łubianka oraz Plejada Nysa.

Pierwsze mecze rozegrane zostaną już jutro. O godz. 16 Mustangi zainaugurują swój występ w olimpiadzie, grając z Pomorzaninem Toruń. Dzień później – także o godz. 16 - michałkowiczanie zmierzą się z Wartą Poznań, natomiast w czwartek, kończąc grupowe eliminacje, zagrają, Polonią Środa Wielkopolska (mecz rozpocznie się o godz. 9.30). W piątek, 19 lipca, grać będą zespoły walczące o miejsca 5-8, czyli te, które w grupach zajęły trzecie i czwarte lokaty.
W sobotę o godz. 10 rozegrany zostanie pojedynek o siódme miejsce, natomiast o godz. 12 o piąte. O godz. 15 odbędzie się z kolei pierwszy pojedynek półfinałowy - pierwszy zespół grupy A zmierzy się z drugą drużyną grupy B. O godz. 17 - drugi półfinał, tym razem z udziałem drugiego zespołu grupy A i zwycięzcy grupy B. Na niedzielę zaplanowano mecz o trzecie miejsce (godz. 10) i finał (godz. 12).

Michałkowiczanie, po zakończeniu eliminacji, mieli krótką przerwę, po czym rozpoczęli przygotowania do Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży. Zajęcia odbywały się na miejscu, bowiem wrocławski turniej rozgrywany będzie na boisku naturalnym, więc nie było potrzeby wyjeżdżać z Siemianowic Śl. w poszukiwaniu sztucznej nawierzchni. Przez dwa tygodnie michałkowiczanie trenowali bez czwórki swoich najlepszych graczy - Łukasza i Marcina Gąsiorowskich, Zbigniewa Drabika oraz Stefana Macioła - powołanych do reprezentacji Polski do lat 16, która zagrała w Rotterdamie, w finałach mistrzostw Europy Dywizji A.

- Podczas przygotowań do turnieju trenowaliśmy codziennie, a klub zapewniał nam posiłki – mówi Benedykt Gamza, szkoleniowiec Mustangów. - Miało to zintegrować zespół.
Brakowało czwórki kadrowiczów, którzy stanowią trzon drużyny, ale przecież oni także trenowali, a na dodatek zdobywali cenne doświadczenia podczas finałów mistrzostw Europy. Najważniejsze, że wszyscy są zdrowi, nikt nie narzeka na kontuzje, a w zespole jest pełna mobilizacja - zaznacza.

Michałkowiczanie w piątek mieli spotkanie z klubowymi działaczami, zaś na sobotę zaplanowano relaksujący wyjazd do Tarnowskich Gór, do Aqua Parku.

- W poniedziałek o godz. 10.40 mamy pociąg do Wrocławia - mówi trener Gamza. - Wiem już, że zostaniemy zakwaterowani w leśnym ośrodku wypoczynkowym, w Trzebnicy. Na mecze będziemy dojeżdżać autobusem.

Zdaniem szkoleniowca Mustangów trudno jest wytypować zdecydowanego kandydata do wygrania olimpiady.

- Jest kilka klubów, które mają już spore sukcesy wśród juniorów młodszych, np. Warta, Pocztowiec czy Gąsawa - kontynuuje Benedykt Gamza. – Poza tym w tej kategorii wiekowej wszystko się może zdarzyć. Czasem jeden mecz może zupełnie zmienić sytuację. Nie wiadomo także dokładnie, czego można się spodziewać po przeciwnikach, z którymi nie mamy przecież na co dzień kontaktu.

Michałkowiczanie już w zeszłym roku grali w tym samym składzie. Zgranie, a także fakt, że mecze wrocławskiego turnieju odbywać się będą na boisku trawiastym powinny być sporymi atutami Mustangów.

- Wygranie eliminacji i zakwalifikowanie się do Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży było pierwszym etapem - wyjaśnia szkoleniowiec Mustangów. – Drugim będzie awans do czwórki najlepszych zespołów wrocławskiej imprezy. A co będzie dalej? Zobaczymy… Jeśli po złocie w hali wygramy także olimpiadę, to będziemy mieć w tym sezonie dublet…

Autor artykułu: GRZEGORZ LISIECKI

Wojewoda uznał decyzję prezydenta w sprawie Kinoplexu za pozbawioną podstaw prawnych

Friday, July 12th, 2002

Jeszcze w minionym tygodniu władze miasta twierdziły zdecydowanie, że Kinoplex usytuowany w centrum Sfera przy ul. Mostowej działa nielegalnie, bo bez stosownej zgody UM. W piątek wojewoda śląski uchylił w całości zaskarżoną przez Sferę decyzję o nieudzieleniu przez miasto pozwolenia na działalność tej części obiektu i wydał taką zgodę. Powodem odmowy miasta, jak uzasadniał prezydent Bogdan Traczyk, było niewywiązanie się Sfery z warunków pozwolenia na budowę dotyczących przebudowy wiaduktu kolejowego w ciągu ul. Grażyńskiego. Sytuacja taka zdarzyła się już po raz drugi. Również z powodu wiaduktu Sfera miała w grudniu kłopoty z uzyskaniem pozwolenia na działalność części handlowej. Wówczas wojewoda również nie zgodził się na egzekwowanie podobnych zobowiązań. W najnowszej decyzji napisał: “Z ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym wynika, że nie można uzależnić wydania decyzji o warunkach zabudowy i zagospodarowania terenu od zobowiązania wnioskodawcy do spełnienia nie przewidzianych obowiązującymi przepisami świadczeń. W związku z tym wprowadzenie spornych warunków do decyzji jest niesłuszne i bez podstawy prawnej”.

- W Bielsku pomieszano to, co zgodnie z obowiązującym prawem jest obowiązkiem gminy, z tym, co jest obowiązkiem inwestora. Gmina ma dbać o infrastrukturę miasta, a inwestor o obiekt i jego otoczenie. Ale tylko w obrębie działki, na której inwestuje. Wytworzył się jakiś dziwny obyczaj, że wymusza się na inwestorach dodatkowe wydawanie pieniędzy. My też zrobiliśmy dużo wokół swojego obiektu. Wzmocniliśmy mur oporowy wzdłuż rzeki, przebudowaliśmy część ulic Grażyńskiego i Mostowej wraz z sygnalizacją świetlną, powstała nowa stacja trafo, służąca połowie miasta i kilka innych inwestycji. Wydaliśmy na to blisko 10 mln zł. Nie musieliśmy tego robić i nie możemy się zgodzić, by na nas wymuszano inwestowanie bez końca. Szczególnie, że praktyka wykazała, że nie ma żadnego związku między naszym obiektem, a wiaduktem nad ul. Grażyńskiego. Ruch dostawczy do naszych sklepów nie odbywa się tirami, ale małymi samochodami, więc nie ma potrzeby przebudowy wiaduktu. Inwestujemy w różnych miastach i nie spotkaliśmy się z taką postawą. Ciekawe, czy przy okazji uruchamiania po wakacjach kręgielni miasto po raz trzeci nie wyrazi zgody na działalność tej części obiektu? – zastanawia się Ireneusz Hendel, członek zarządu Centrum Handlowo-Rozrywkowego Sfera.

Na razie nie wiadomo, czy miasto będzie się od decyzji wojewody odwoływać. Może to zrobić w Naczelnym Sądzie Administracyjnym i ma na to 30 dni. Jak nas poinformował w środę rzecznik prasowy prezydenta Jacek Kachel, oficjalny dokument z Urzędu Wojewódzkiego nie dotarł jeszcze do bielskiego Ratusza. O jego istnieniu wiadomo na razie jedynie z prasy. W posiadaniu naszej redakcji decyzja wojewody jest już od poniedziałku.

Autor artykułu: WANDA THEN

Słoneczny cross

Friday, July 12th, 2002

Ponad 200 zawodników wystartowało w dziewiątej edycji Imielińskiego Crossu Ekologicznego. To oznacza, iż w zawodach wystartowała rekordowa ilość uczestników. Jak widać, impreza z roku na rok cieszy się coraz większym zainteresowaniem. 20-kilometrowa trasa tradycyjnie wiodła wokół zbiornika dziedźkowickiego.

Głównym organizatorem biegu był Urząd Miasta w Imielinie, choć warto wspomnieć, że pomysłodawcą zawodów był przed dziewięciu laty Związek Górnośląski koło Imielin i TKKF Energo Brzezinka. Teraz współorganizują cross ponadto PHU Metale, LKS Pogoń, AC Pokale, Zakład Produkcji Wody i imielińska policja.

Imprezę rozpoczęły gry i zabawy dla dzieci, przygrywała imielińska orkiestra dęta. Bieg główny rozpoczął się o godz. 16.00, a sygnał do wyruszenia na trasę dał burmistrz Jan Chwiędacz. Bieg młodzieżówki miał tylko 2 km trasy, wystartowało w nim prawie 50 zawodników. Młodzi biegacze dość szybko uporali się z trasą wiodącą ulicami: Hallera, Kordeckiego i Skargi. Najlepsi otrzymali puchary, a wszyscy okolicznościowe dyplomy (dla pierwszych trzydziestu były koszulki, dla innych czekolady). W grupie młodzieży IX Ekologicznego Crossu Imielińskiego najlepsze były: Natalia Markiel (Czechowice Dziedzice), Anna Jagodzińska (Dąbrowa Górnicza), Katarzyna Cyganek (Czechowice Dziedzice) oraz Marcin Mrówka (Czechowice Dziedzice), Szymon Wdowiak (Tychy), Bogusław Homa (Czechowice Dziedzice).

Gdy dorośli biegacze byli na trasie, aktorzy teatru muzycznego z Gliwic ponownie zaprosili dzieci do wspólnych zabaw i konkursów. Pokaz walk dali zawodnicy ze Stowarzyszenia Big Budo z Bierunia pod kierunkiem Wiesława Bigosa.

Na metę Pogoni pierwszy przybiegł Grzegorz Głogosz z Ekspresu Katowice.
? W imielińskiej imprezie startowałem, po raz trzeci ? powiedział. ? Trasę znam bardzo dobrze, ale dzisiaj męcząca była aura. Obecnie mam 33 lata, a karierę sportową zacząłem w szkole średniej. Zawodami w Imielinie rozpocząłem cykl przygotowań do startu we wrześniowych mistrzostwach Polski w Pile.

Pierwszą kobietą, która przybiegła na metę była Aniela Nikiel z Bielska.
? Jak się wygrywa, to się biega dobrze, ale upał dał się we znaki. Przy okrążeniu wokół zbiornika chciało się wskoczyć do wody – stwierdziła zwyciężczyni. – Bieg ten jest urozmaicony, typowo crossowy. Można biec i rozkoszować się trasą, sama przyjemność.

Choć w zamiarze organizatorów miał to być bieg wspierający amatorski ruch sportowy, to uczestniczy w nim wielu biegaczy zawodowych.

- Chcieliśmy wspierać amatorów, bo ma to być walka sportowa, a nie rywalizacja o nagrody i puchary. Dlatego ufundowane przez nas nagrodynie są wysokie, mają być zachętą do dalszych biegów – mówił burmistrz Jan Chwiędacz.
Wśród biegaczy wystartowali niepełnosprawni – Zbigniew Stefaniak, Janusz Rogoziński i Mirosław Żochowski.

Pucharami i medalami nagrodzono najlepszych zawodników z Imielina – Mariusza Sternala, Rafała Kurkowskiego i Grzegorza Krokera.

Najlepsi zawodnicy IX Crossu Ekologicznego:
Kategoria M1: Tomasz Chawawko, Daniel Wosik, Jarosław Gniewek; M2: Grzegorz Głogosz (pierwszy na mecie crossu), Grzegorz Olszowik, Waldemar Zajega; M3: Mirosław Gołębiewski, Stanisław Cembrzyński, Franciszek Stroński; M4: Karol Kałus, Stefan Sikora, Henryk Grzonka; M5: Emanuel Trefon, Henryk Jakubiak, Jerzy Tomecki; M6 (najstarsza grupa zawodników – wiek ponad 70 lat): – Bolesław Mroziński, Kazimierz Wojtkowiak, Hilary Boczkowski.

Kobiety: K1 – Aldona Uszyńska, Iwona Deszcz-Szwaja, Daria Ciupek; K2 – Aniela Nikiel (pierwsza na mecie z kobiet), Ewa Fliegert, Bogdana Cieplak.

Autor artykułu: (bm)

Takiej monografii doczekało się niewiele miast

Friday, July 12th, 2002

Pomysł opracowania monografii Wilamowic, od lat budzących zainteresowanie ze względu na swoją odrębność językową i kulturalną, dojrzewać zaczął już w roku 1996. Tego samego roku udało się ściągnąć do miasta niemal 20 naukowców z całej Polski i Czech. Spotkanie pozwoliło sprecyzować wstępne koncepcje i założenia dzieła. Wyznaczono zespoły tematyczne i ich szefów. Do badań i opracowań włączyli się też naukowcy niemieccy. Nad całością prac czuwał Antoni Barciak, a imponujące dzieło powstało w znacznym stopniu dzięki finansowemu wsparciu Fundacji Współpracy Polsko-Niemieckiej. Monografia jest kompendium wiedzy o historii, kulturze, korzeniach, tradycjach, zabytkach i ludziach tego niezwykłego regionu.

Historia sięga XIII wieku, gdy po najazdach tatarskich i klęsce Henryka II pod Legnicą książęta śląscy sprowadzili do wyludnionego kraju osadników z Europy Zachodniej. Około 1250 roku przywódca jednej z grup osadniczych, Wilhelm, założył osadę Wilhelmsau. Osadnicy dotarli tu prawdopodobnie z Fryzji i Flandrii. Przybyszami byli także Szkoci. Przynieśli ze sobą specyficzne kulturę oraz język, będący archaiczną odmianą niderlandzkiego, staroniemieckiego i fryzyjskiego. Cechował ich wysoki, jak na ówczesne czasy, poziom umiejętności uprawy ziemi oraz tkactwa, a także zamiłowanie do handlu. Po uzyskaniu wolności w roku 1808 docierali ze swoimi wyrobami do Wiednia, Warszawy, Triestu, Rygi, Kijowa, Hamburga, a nawet Istambułu.

W roku 1818 Wilamowice uzyskały prawa miejskie, a wraz z nimi prawo do cotygodniowych targów. Posiadały własną pocztę, lekarza, aptekę, posterunek policji i szkołę. Społeczność Wilamowic stworzyła wyizolowaną, niepowtarzalną grupę kulturową i zwyczajową. Powstałe na przestrzeni lat piękne i niespotykane gdzie indziej stroje oraz język były w powszechnym użyciu aż do roku 1939.

Po II wojnie światowej rozpoczęły się prześladowania ze strony ówczesnych władz. Szczególnie niszczone były stroje. Dziś żyje już ostatnie pokolenie, które posługuje się pradawnym językiem i w święta nosi tradycyjne stroje.

Autor artykułu: (net)

Podglądanie przez granicę

Thursday, July 11th, 2002

Właścicielka posesji w Czeladzi, Janina Z., czuje się podglądana przez nowo zamieszkałych sąsiadów. Młodzi ludzie, wbrew jej protestów, w narożniku swojego domu wybudowali taras.

- Nie mogę swobodnie wyjść z łazienki do kuchni, bo nigdy nie wiadomo, czy ktoś nie zagląda mi w okno – żali się nam kobieta. – Najwięcej czasu spędzam w domu i nie jest mi obojętne, czy mogę tam przebywać przy odsłoniętych oknach, czy też muszę je zasłaniać. Kiedyś zobaczyłam panią, która wpatrywała się we mnie jak sroka w kość. Nie można zmuszać kogoś do życia za zasłonami.

Skarżąca się kobieta ma 74 lata i jest pod nadzorem Śląskiego Centrum Kardiologii.

- Tę posesję kupiliśmy 7 lat temu – mówią właściciele domu z tarasem. – Była to zapuszczona działka z ruderą, która wymagała gruntownej modernizacji. Sąsiadka przywykła, że nikt tu nie mieszkał i zawsze był spokój. Konflikty zaczęły się, gdy ruszyła budowa i trwają do dzisiaj.
Młodzi ludzie twierdzą, że zawsze na widok listonosza z przesyłką ogarnia ich niepokój. Do tej pory mieli już dwie komisje z Sanepidu i trzy wizje lokalne z inspektoratu budowlanego. Sąsiadce wszystko przeszkadza i niewiele potrzeba, by wniosła na nich kolejną skargę na policję lub do innej instytucji.

Dom Janiny Z. znajduje się w odległości 4 metrów od granicy. Jego okna są zwrócone w stronę sąsiadów. Z kolei ich budynek stoi w odległości 3 metrów od granicy i żadne okno nie jest zwrócone na tę stronę.

- To my czujemy się skrępowani – mówią młodzi ludzie. – Ona siedzi w oknie i patrzy na nasze podwórko. Dlatego zawiesiliśmy płócienną zasłonę, by skończyć z narzekaniami.

Janina Z. uważa jednak, że jej dom stracił na intymności, odkąd ma sąsiadów. Urząd Nadzoru Budowlanego, według pani Janiny, powinien dbać o przestrzeganie prawa, tymczasem nie wywiązuje się należycie ze swoich obowiązków. Właścicielka posesji nie została np. na czas powiadomiona o wizji lokalnej, nie uczestniczyła w niej.

- Można zrozumieć racje starszej pani, ale trzeba też brać pod uwagę interesy drugiej strony – mówi Dariusz Wdowicki z Powiatowego Nadzoru Budowlanego w Będzinie. – Ja nie mogę wydać decyzji niezgodnej z przepisami prawa, a czymś takim byłby zakaz budowy tarasu. Od strony wschodniej budynek małżeństwa nie ma okien. Drzwi wejściowe od strony ogrodu są obecnie drzwiami na taras, które nie są skierowane na stronę sąsiedniej posesji. Przepisy prawa budowlanego nie regulują odległości balkonu tarasu w stosunku do odległości do granicy lub innego budynku mieszkalnego. Jedyny przepis, ograniczający usytuowanie budynku na działce, to paragraf 12 Rozporządzenia Ministra Gospodarki Przestrzennej i Budownictwa z 14 grudnia 1994 r., który nie zabrania wykonania balkonu przy granicy działek. Inspektorat nie ma podstaw do dalszego prowadzenia postępowania administracyjnego w tej sprawie.
Skargi kierowane do inspektoratów dotyczą samowoli budowlanej, złych stanów technicznych budynków, odstępstw od realizowanych projektów architektonicznych, skarg sąsiadów, donosów itp. Te ostatnie sprawiają najwięcej kłopotów, bo nie da się ich racjonalnie rozwiązać mimo dobrej woli pracowników Inspektoratu.

- Niektóre spory ciągną się latami – mówi Dariusz Wdowicki z będzińskiego Inspektoratu. – Przepisami nie da się uregulować wszystkiego, dlatego opieramy się i na postanowieniach prawa budowlanego, i na orzecznictwie NSA. Jego wyroki są pomocne przy rozstrzyganiu najtrudniejszych problemów. Na końcu decyzji zamieszczamy informacje o możliwości odwołania się do drugiej instancji, tzn. do Śląskiego Wojewódzkiego Inspektoratu Nadzoru Budowlanego w Katowicach.

Autor artykułu: JERZY WAKSMAŃSKI

Radny SLD, Grzegorz Perz: Nie powiedziałem “Dziewczyny będą dawały bisy po godzinie 23, ale już bez zespołu”

Thursday, July 11th, 2002

Wczoraj dąbrowski radny SLD, Grzegorz Perz, zwołał specjalną konferencję prasową, na której miało dojść do konfrontacji z przedstawicielami Stowarzyszenia Młodzi Demokraci, formacji związanej z Platformą Obywatelską. Goście nie dopisali.

Chodzi o to, że w maju Młodzi Demokraci rozwiesili plakaty z hasłem ,Powodzenia maturzysto”, które rzekomo zaklejono posterami o identycznej treści z adresem internetowym radnego SLD.

Ponad miesiąc temu dąbrowskim radnym dostarczono list otwarty i list protestacyjny, w którym zarzuca się, że Grzegorz Perz, prowadzący konferansjerkę podczas Dni Dąbrowy, gdy publiczność prosiła o bis po wstępie szkolnego zespołu z II LO, miał rzec o wokalistkach: “Dziewczyny będą dawały bisy po godzinie 23, ale już bez zespołu”. Wokalistki poczuły się obrażone. Jedna z nich, Aneta Aniśko, stwierdza, że właśnie tak określono ją i jej koleżankę. Żądają przeprosin.
Grzegorz Perz, którego zachowanie Młodzi Demokraci nazwali “łobuzerstwem i zdziczeniem obyczajów”, twierdzi, że nic takiego nie powiedział.

Stowarzyszeni w Młodych Demokratach w liście do Rady Miasta sugerowali radnemu rezygnację z mandatu. Radny uważa, że to stek kłamstw i ma zamiar kandydować na radnego w następnej kadencji.

Zarzucono także radnemu, że szefując Zagłębiowskiemu Klubowi Europejskiemu, nie reagował, gdy na jednym z festynów jego podopieczni chodzili pijani.

Radny zaprzeczył tym pomówieniom, przedstawił oświadczenie o nienagannym wykonywaniu swoich obowiązków. Dziennikarze zaproponowali, by oddał sprawę do sądu.

- Nie chcę iść z tym do sądu, bo nie chciałbym nikomu robić krzywdy. Postanowiłem jednak nagłośnić sprawę – wyjaśniał Grzegorz Perz.
Mimo zaproszenia na spotkanie nie przyszli przedstawiciele Stowarzyszenia Młodych Demokratów. Odpowiadali, że oni też zapraszali radnego na spotkania, a nie przychodził.

- Specjalnie przeciągają sprawę, bo to już kampania wyborcza – skomentował Grzegorz Perz.

Autor artykułu: PATRYCJA STRĄK

Około 10 tys. zł pensji mają nasi szefowie zarządów miast

Thursday, July 11th, 2002

Wczoraj podczas sesji Rady Miejskiej w Dąbrowie Górniczej przedłużono przyznanie dodatku funkcyjnego prezydentowi miasta. Postanowiliśmy sprawdzić, ile zarabiają szefowie zarządów wszystkich naszych zagłębiowskich miast.

Michał Czarski, prezydent ćwierćmilionowego Sosnowca, zarabia tylko 751 zł więcej niż Konrad Imielski, szef samorządu liczącego niewiele ponad 50 tys. mieszkańców Zawiercia.

Znacznie większy wpływ na prezydenckie pobory ma tzw. ustawa kominowa uchwalona w poprzedniej kadencji Sejmu, która wyprowadziła górny limit samorządowych pensji. Radni niechętnie od niego odstępują. Pensje w maksymalnej dopuszczalnej wysokości otrzymują Michał Czarski (Sosnowiec) i Antoni Marcinkiewicz (Będzin).

Różnica ponad pół tysiąca złotych na korzyść pierwszego z nich wynika z ustawy. Pensja zasadnicza prezydenta miasta będącego powiatem grodzkim może bowiem sięgać XXII grupy zaszeregowania (obecnie 4.860 zł, gdy uchwalano ustawę było to 4.500 zł), natomiast prezydenci i burmistrzowie miast liczących od 15 do 100 tys. mieszkańców muszą zadowolić się XXI grupą (4.530 zł, dawniej 4.200 zł).

Składniki pensji w maksymalnej wysokości rajcy zafundowali także Markowi Lipczykowi z Dąbrowy Górniczej. Ma on jednak niższy od pozostałych prezydentów dodatek za staż pracy (maksymalnie 20 proc. płacy zasadniczej). Na ten składnik poborów Rada Miasta nie ma jednak wpływu.

Na szefie zarządu nieco ponad 200 zł “zaoszczędzili” natomiast zawierciańscy radni. Głównym źródłem było niezwaloryzowanie dodatku funkcyjnego, wynoszącego 250 proc. minimalnej płacy. Ta wzrosła w ubiegłym roku z 660 do 710 zł, a prezydencki dodatek nie. Konrad Imielski ma też pensję zasadniczą niższą od maksymalnej o całe 30 zł. Dodatek specjalny w maksymalnej wysokości (40 proc. pensji zasadniczej i dodatku funkcyjnego) zawierciańscy rajcy uchwalili przy jednym głosie wstrzymującym się.

Autor artykułu: WOJCIECH W. WACŁAWEK

Srebrny duet

Wednesday, July 10th, 2002

Rybniccy żużlowcy odnieśli kolejny sukces. Roman Chromik i Rafał Szombierski wywalczyli srebrny medal w młodzieżowych mistrzostwach Polski par klubowych. Turniej rozegrany został 7 lipca na torze w Pile. Lepsi od “rekinów” byli tylko gospodarze Jarosław Hampel i Robert Miśkowiak. Trzecie miejsce zajęli Rafał Kurmański i Dawid Kujawa z klubu ZKŻ Zielona Góra.

Rybnicka ekipa, której jako rezerwowy towarzyszył Łukasz Szmid, miała szansę na zwycięstwo w mistrzostwach. Nawet mimo słabszej formy na początku imprezy. W pierwszym biegu rybniczanie zremisowali z duetem WTS-u Wrocław. Choć Roman Chromik przybył na metę pierwszy, Rafał Szombierski, który spóźnił start, nie przywiózł żadnego punktu. W pojedynku z Zieloną Górą rybniczanie również zremisowali. “Rekiny” nie mogły dogonić Rafała Kurmańskiego, który tego dnia jeździł świetnie. W ósmym wyścigu duet RKM-u bez trudu pokonał Unię Tarnów, a w jedenastym (mimo niekorzystnych pól startowych) wygrał z Unią Leszno. Choć Krzysztof Kasprzak i Łukasz Jankowski lepiej wystartowali, na pierwszym łuku wyprzedził ich Roman Chromik. Za nim na metę wjechał Rafał Szombierski.

Najłatwiejszy wydawał się wyścig piętnasty z Polonią Bydgoszcz. Po starcie nasi zawodnicy objęli prowadzenie, ale na przedostatnim łuku upadł Grzegorz Czechowski i bieg trzeba było powtórzyć. Niestety, tor był już bardzo nierówny i zawodnicy mieli obawy o swój wynik. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, a “rekiny” przywiozły kolejne pięć punktów. O podziale medali zadecydował bieg 18. Rybniczanie spotkali się z duetem gospodarzy. Mimo ataków Jarosława Hampla pierwszy na mecie pojawił się Roman Chromik. Rafałowi Szombierskiemu nie udało się przywieźć punktu. Zwycięstwo Chromika zapewniło już rybniczanom srebrny medal.

W ostatnim biegu na torze spotkała się Polonia Piła i Unia Leszno. Ze startu najlepiej wyszedł Krzysztof Kasprzak. Na ostatnim okrążeniu niespodziewanie dla wszystkich Kasprzak przepuścił Jarosława Hampla. To zdarzenie zapewniło zawodnikom z Piły złoty medal.

Autor artykułu: MARCIN KASPRZYK, (j.k.)

Absolwenci gimnazjów jeszcze mają szansę

Wednesday, July 10th, 2002

Regulamin naboru uczniów do szkół średnich spowodował problemy w szkołach całej Polski. W wyniku tego zamieszania sporo młodych ludzi dotąd nie znalazło miejsca w szkole. Wydział Oświaty wodzisławskiego Starostwa Powiatowego chce im pomóc. Pprzygotował więc listę placówek, które są jeszcze gotowe do przyjęcia uczniów.

W pszowskim Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych przy ul. Traugutta 32 są jeszcze wolne miejsca w liceum ogólnokształcącym i 4-letnim technikum samochodowym. Można również rozpocząć naukę w liceum profilowanym na specjalnościach kreowanie ubiorów lub mechanika, transport i spedycja. Wolne miejsca są jeszcze w zasadniczej szkole zawodowej na kierunkach lakiernik, blacharz, mechanik pojazdów samochodowych. Uczniów nadal przyjmuje Powiatowe Centrum Kształcenia Ustawicznego i Doradztwa Metodycznego, które mieści się w Wodzisławiu przy ul. Gałczyńskiego 1. Można tam zdobywać zawody mechanika automatyki przemysłowej oraz operatora obrabiarek skrawających.

Zespół Szkół Ponadgimnazjalnych w Radlinie przy ul. Orkana przyjmuje również uczniów do liceum ogólnokształcącego. W rydułtowskim Zespole Szkół Ponadgimnazjalnych można uczyć się natomiast zawodów mechanik maszyn i urządzeń, sprzedawca i cukiernik.

Autor artykułu: MARCIN KASPRZYK

Notowanie paliw

Wednesday, July 10th, 2002

Oto wczorajsze ceny paliw w stacjach naszego regionu:

TAŃSZE: Jet, Rybnik, ul. Wodzisławska: U95 – 3,04; bezołowiowa 95 – 3,04; bezołowiowa 98 – 3,19; ON – 2,40; Jet, Żory, ul. Kościuszki: U95 – 3,09; bezołowiowa 95 – 3,09, bezołowiowa 98 – 3,39, ON – 2,47; PKN “Orlen”, Rybnik ul. Wyzwolenia (dawniej Mikołowska): U95 ? 3,09; bezołowiowa 95 – 3,09; bezołowiowa 98 – 3,39; ON – 2,49; Aral, Rybnik, ul. Kotucza: U95 – 3,09; bezołowiowa 95 – 3,09; bezołowiowa 98 – 3,39; ON – 2,49.

DROŻSZE: Petrochemia Płock, Wodzisław ul. Rybnicka: U95 – 3,19; bezołowiowa 95 – 3,19; bezołowiowa 98 – 3,58; ON – 2,59; Statoil, Jastrzębie, Al. Piłsudskiego: U95 – 3,19; bezołowiowa 95 – 3,19; bezołowiowa 98 – 3,54; ON – 2,55.

Autor artykułu: (adr)