Choroba przyszła znienacka

July 9th, 2002

Jest wesołym trzynastolatkiem. Bardzo lubi majsterkować, naprawiać różne urządzenia elektroniczne, słuchać muzyki. Niestety, choroba uwięziła Kamila Łatkę w czterech ścianach bloku na trzecim piętrze. Nieszczęście pojawiło się przed rokiem…

- Byłem w szkole, potem poszedłem na pocztę, a kiedy wróciłem, poczułem nieprzyjemne kłucie w okolicy kręgosłupa. Położyłem się – opowiada Kamil.
Obudził się i chciał wstać. Nie mógł. Nawet nie przypuszczał, że nie zejdzie już z kolegami po schodach z trzeciego piętra, by zagrać w piłkę.

- Podniosłam go i czułam, że dziecko nie ma żadnego oparcia. Nogi były wiotkie – opowiada Jadwiga Łatka, matka Kamila.

W mieszkanku na trzecim piętrze przy ul. Kowalskiego pani Jadwiga mieszka tylko z synem. Gdy Kamil miał 3-latka, jego ojciec zmarł na zawał serca. Siostra jest dorosłą osobą i choć stara się pomagać bratu, musi także dbać o swoją rodzinę. Matka z synem utrzymują się w zasadzie tylko z renty po mężu. A do tego okazało się, że Kamil ni stąd, ni zowąd zachorował na zapalenie rdzenia kręgowego.

- Lekarze nie potrafią określić przyczyny choroby. Nie ma obciążeń genetycznych, ani urazów, ani infekcji poprzedzających chorobę. Po prostu z dnia na dzień Kamil zaczął chorować – wspomina pani Jadwiga Łatka.

Nie ma nic gorszego niż choroba syna, choć bardziej samotnej matce daje się we znaki bezsilność i świadomość, że dziecko można uleczyć, tylko trzeba mieć sporo pieniędzy na rehabilitację. Kobieta nie założyła jednak na razie konta na rzecz pomocy synowi. Nawet nie wie, jak można to zrobić. Jest bezsilna, gdy chodzi m.in. o wypożyczenie lub otrzymanie bezpłatnie sprzętu rehabilitacyjnego. Na razie kupiła w części parapodium, co umożliwia poruszanie się syna po domu. Niestety, nie jest jeszcze spłacone, bo Państwowy Fundusz Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych nie dopłacił swojej części należności. Kamilowi pożyczono także wózek.

- Wolałbym coś do ćwiczeń. Nie chcę siedzieć na wózku, chcę go jak najszybciej oddać. Jednak by to zrobić, musze stanąć o własnych siłach – dodaje Kamil.

Rodzina z Sosnowca znalazła się w zupełnie nowej sytuacji. Nie wie, do kogo i w jakiej sprawie może się zwrócić. Dzięki naszej interwencji udało się znaleźć przychylną kobietę, matkę niepełnosprawnego chłopca z Dąbrowy Górniczej, która pożyczyła Kamilowi rower do ćwiczeń i balkon do chodzenia.

- Gdy syna dopadła choroba, nie miał czucia w nogach. Potem powróciło. To znak, jak mówią lekarze, że może chodzić, tylko nogi trzeba ćwiczyć. Siedzimy przez cały czas w domu, bo Kamil roztył się po lekach i trudno mi teraz znieść z III piętra syna, jeśli waży 85 kg. Zwróciłam się z prośbą o zamianę mieszkania – mówi pani Jadwiga.

W sosnowieckim Miejskim Zarządzie Budynków Mieszkaniowych poinformowano nas, że pani Jadwiga jest na pierwszym miejscu listy do zamiany lokalu. Jednak, jak na razie MZBM nie ma w zasobach mieszkania na parterze. Kiedy zwolni się lokal odpowiedni dla matki z niepełnosprawnym synem? Nie wiadomo.

Autor artykułu: PATRYCJA STRĄK

Padł plażowy rekord

July 9th, 2002

Aż trzy kwadranse trwał w Starych Jabłonkach drugi set eliminacyjnego meczu Pucharu Polski w siatkówce plażowej, w którym dąbrowianie Piotr Sznicer i Emil Siewiorek zmierzyli się z Wojciechem Plińskim i Wojciechem Podwójcikiem. Siatkarze dąbrowskiego MMKS przegrali partię 40:42, co najprawdopodobniej jest rekordowym wynikiem w historii “plażówki”.

Normalnie set siatkarskie pary kończą zdobyciem 21 punktów, ale jednocześnie warunkiem są dwa “oczka” przewagi nad rywalami. Takiej przewagi przez pół godziny nie udało się w Starych Jabłonkach uzyskać żadnej z par. W sumie oba zespoły miały w powietrzu aż 43 piłki meczowe! Na brak emocji z pewnością nie mogli narzekać kibice, bowiem każda z tych wymian mogła zakończyć seta, jeżeli wygraliby dąbrowianie, lub mecz, w przypadku sukcesu ich rywali. Pierwszego seta podopieczni Pawła Sznicera przegrali bowiem 16:21.

Pucharowy turniej zakończył się zwycięstwem Daniela Plińskiego i Damiana Lisieckiego, którzy w finale pokonali Zbigniewa Żukowskiego i Dariusza Luksa.

Autor artykułu: (wow)

Pozwany samorząd

July 9th, 2002

Kilka dni temu Iwona Więcławek-Wardyniec złożyła w Sądzie Rejonowym w Wydziale Pracy pozew przeciwko staroście. Zarząd powiatu odwołał ją z funkcji dyrektora Poradni Psychologiczno?Pedagogicznej w Czeladzi. Pani dyrektor przebywała w tym czasie na zwolnieniu lekarskim z powodu urazu doznanego podczas napadu bandyckiego.

Powody odwołania dyrektora – jak czytamy w uzasadnieniu uchwały Zarządu – są następujące: podczas przebywania na długotrwałym zwolnieniu lekarskim pani dyrektor powierzyła zastępstwo wybranemu przez siebie pracownikowi pedagogicznemu, nie konsultując decyzji z organem prowadzącym, a także nieprawidłowo wykorzystała zwolnienie, podczas którego wzięła udział w prowadzanym w Sosnowcu konkursie na stanowisko dyrektora.

- Zastępstwo powierzyłam zgodnie ze statutem poradni, który zresztą przyjęty był przez powiat. Na udział w rozmowie kwalifikacyjnej podczas sosnowieckiego konkursu miałam pisemną zgodę od lekarza – wyjaśnia odwołana.
Ustawa o systemie oświaty, którą cytuje pozywająca starostę była pani dyrektor, mówi także, że decyzja o odwołaniu dyrektora powinna być poprzedzona uzyskaniem pozytywnej opinii Kuratora Oświaty.

Do starostwa, na ręce członka Zarządu odpowiedzialnego za oświatę, wpłynęło pismo tylko z delegatury kuratorium. Pisma zresztą były dwa. Jedno, do Iwony Więcławek-Wardyniec, informuje o wstrzymaniu procedury dokonywania oceny pracy dyrektora, która zostanie wznowiona po podjęciu pracy przez dyrektora poradni. Drugie pismo, z tą samą sygnaturą i datą podpisane także przez dyrektora delegatury, Ewę Fiedziukiewicz, przesłane do starostwa, mówi o potrzebie powierzenia obowiązków dyrektora innemu pracownikowi.

- Moim zdaniem faktycznym powodem mojego odwołania są rodzinne układy członka Zarządu z jednym z pracowników, któremu zależało na złożenie dokumentów na stopień nauczyciela dyplomowanego. Obawiając się, że ocena dorobku wystawiona przeze mnie będzie negatywna, odwołano mnie. Złożyłam wniosek do kuratora o zapoznanie się z tą sprawą. Tym bardziej, że on powinien wydać w mojej sprawie opinię, a nie dyrektor delegatury. Wnioskowałam także o unieważnienie oceny pracownika będącego rodziną dla członka Zarządu, która została wydana natychmiast po moim odwołaniu od ręki. Pozew złożyłam nie dlatego, że chcę być dyrektorem, bo moja kadencja kończy się w sierpniu, ale dlatego, że, jeśli tak dalej pójdzie, ocena pracownika będzie rodzajem farsy, a nauczycielami dyplomowanymi będą osoby o szerokich plecach – wyjaśnia Iwona Więcławek-Wardyniec, odwołany dyrektor, jeden z pierwszych w województwie nauczycieli dyplomowanych.

Przypomnijmy, że w rozmowie z nami Adam Jandała, członek Zarządu Powiatu odpowiedzialny za oświatę, przyznał, że rzeczywiście łączą go stosunki rodzinne ze wspomnianym nauczycielem.

Radny powiatowy, Tomasz Szotowski, który jako nauczyciel podległej powiatowi szkole wygrał sprawę w sądzie o niekorzystne dla niego przeliczenie wyrównania w 2000 roku, próbował złożyć na ostatniej sesji powiatu wniosek o odwołanie Adama Jandały z funkcji członka Zarządu. Jeden z powodów dotyczył odwołania dyrektora poradni w Czeladzi. Jednak radny sam nie może przedstawić takiego wniosku, bo tylko starosta jest władny zaproponować taki wniosek.

Jak się dowiedzieliśmy, na jutro zwołano nadzwyczajną komisję edukacji i sportu, która ma zaopiniować propozycję odwołania członka Zarządu. Rzecznik prasowy powiatu, Magdalena Gdesz, poinformował nas, że jest to planowa komisja, na której omawiane będą różne sprawy. Tymczasem pracownicy Biura Rady Powiatu zdecydowanie podkreślali, że komisja zwołana została w trybie nagłym i dotyczyć będzie zarzutów przeciwko członkowi Zarządu.

Autor artykułu: PATRYCJA STRĄK

Centrum pełne objazdów

July 8th, 2002

Trwa modernizacja fragmentu ul. Kotucza w Rybniku. Na odcinku od Ronda Wileńskiego (skrzyżowanie ul. Kotucza, Budowlanych i Dworek) do skrzyżowania z ulicą Hibnera powstaje nowa nawierzchnia asfaltowa oraz chodniki. Realizacja inwestycji będzie kosztowała 493 tysiące zł. Prawdopodobnie już od jutra (9 lipca) do połowy miesiąca odcinek drogi od skrzyżowania z ul. Rudzką do skrzyżowania z ul. Hibnera będzie wyłączony z ruchu. Na czas zamknięcia ulicy zmienione zostaną trasy przejazdu autobusów komunikacji miejskiej.

Autobusy linii 1, 2, 4, 5, 8, 9, 10, 11, 17, 18, 19, 22, 23 i 40 będą kursowały z nowego dworca komunikacji miejskiej ulicami Żołędziową, Energetyków, Rudzką, Kotucza i dalej po dotychczasowej trasie. Autobusy linii 12, 14, 41 kursowały będą z dworca ulicami Zebrzydowicką, Kotucza dalej po dotychczasowej trasie. Linia nr 45 będzie biec od dworca ulicami Żołędziową, Energetyków, Rudzką, Kotucza. Autobus linii 3 będzie kursował od ul. Kotucza ul. Rudzką, Energetyków, Żołędziową, Budowlanych do dworca komunikacji miejskiej. Autobusy linii 16 i 48 od przystanku Nowiny Chabrowa pojadą dalej ul. Raciborską, Reymonta, Kościuszki do Placu Wolności i dalej zgodnie z trasą. Autobusy tych linii nie będą zatrzymywały się na przystankach Real Rybnik i Kotucza Polmozbyt.

Na czas zamknięcia remontowanego odcinka drogi zaplanowano również objazdy dla samochodów. Będą one wiodły ulicami Rudzką, Energetyków, Żołędziową, Budowlanych i Raciborską.

Autor artykułu: (q)

Mają indeksy

July 8th, 2002

Stało się! Maturzyści już wiedzą, którzy z nich dostali się na wyższe uczelnie. O indeksy na sosnowieckim Wydziale Farmacji Śląskiej Akademii Medycznej (140 miejsc) walczyło 728 osób, natomiast na analitykę medyczną (40 miejsc) zdawało 64 kandydatów. Obowiązywał ich pisemny egzamin z biologii oraz chemii.

W piątek pojawiły się listy osób, które już mogą uważać się za studentów. Było dużo łez: i radości, i rozczarowania.

Autor artykułu: (pow)

Brahms pod ratuszem

July 8th, 2002

W każdą lipcową niedzielę pod gmachem sosnowieckiego Urzędu Miejskiego przy ul. Zwycięstwa, od godziny 17 rozbrzmiewać ma muzyka. Wczoraj Śląski Kwintet Dęty zagrał utwory Haydna, Brahmsa, Straussa, Manciniego i Czajkowskiego.

- To naprawdę chwalebne. Czuję się jak w kurorcie na promenadzie – powiedział nam jeden ze słuchaczy. – Nareszcie pomyślano nie tylko o miłośnikach muzyki biesiadnej. Cieszę się, że nasze władze sfinansowały nam taki prezent. I jest mi wszystko jedno, czy to z powodu stulecia miasta czy nadchodzących wyborów. Za tydzień przywiozę tu znajomych i wnuki.

Autor artykułu: (jew)

Czas na nasz region

July 5th, 2002

Kilkadziesiąt prac uczniów z gminy Jeleśnia nadesłano na konkurs na logo Beskidzkiego Stowarzyszenia Produkcji Ekologicznej i Turystyki. Największym echem konkurs odbił się w Szkole Podstawowej i Gimnazjum w Przyborowie, skąd nadesłano kilkanaście propozycji na symbol ekologicznej organizacji. W ubiegły piątek w sali sesyjnej żywieckiego starostwa odbyło się rozstrzygnięcie konkursu. Laureatkami zostały uczennice przyborowskiej SP Magda Hulbój, Dorota Dybek, Kasia Harężlak, Basia Jodłowiec i Ania Matuszkiewicz. Ich kolorowe rysunki nagrodzone zostały przez wicestarostę Stanisława Lacha oraz Annę Bednarek, sekretarza zarządu BSPEiT.

Uczennice nad projektami pracowały zaledwie kilka dni. Pieczę nad ich artystycznymi poczynaniami sprawuje Ewa Matuszkiewicz, ucząca w Przyborowie historii, z zamiłowania zajmuje się plastyką i sztuką.

- Dziewczęta są bardzo utalentowane – chwaliła swoje podopieczne. – Niejednokrotnie zdobywały już nagrody na konkursach rysunku. Skomponowanie symboli stowarzyszenia przyszło im też nad podziw łatwo.

Nagrodzone prace zaprezentowano w sali sesyjnej. Dziewczęta tłumaczyły, skąd wzięły się ich indywidualne pomysły i wizje na symbol.

- Chciałam na małym formacie zmieścić wszystko, co kojarzyło mi się z działalnością i celami stowarzyszenia – mówiła jedna z laureatek, której praca obrazowała kolorowy zegarek. – Zgodnie z hasłem “Czas na Żywiecczyznę”, na zegarze zaznaczyłam godzinę dwunastą, symbolizując w ten sposób, że właśnie teraz jest najbardziej sprzyjający moment dla rozwoju produkcji ekologicznej. Zegarek przykryty kapeluszem góralskim, a na jego tarczy góry, słońce, krowy i mleko, wszystko, co symbolizuje beskidzką turystykę i to, co u nas najlepsze.

Inna praca to logo w kształcie jajka. Obok sery, mleko, łąka. – Zdrowa, naturalna żywność i to, co oferują górale produkujący ekologiczne jedzenie – opisywała autorka rysunku. Innych pomysłów również było sporo. Nagrodzono Anię Jonczyk z SP w Jeleśni, Asię Foks z Żywca i Agnieszkę Moc z Gimnazjum w Przyborowie.

- Nagrodzone prace posłużą do kompozycji właściwego logo organizacji. Graficy komputerowi w pracy nad nim wykorzystają większość pomysłów dzieci – powiedział Marek Moc, prezes stowarzyszenia. Po prezentacji odbyła się degustacja zdrowych potraw. Wszystkim smakowały wybornie.

Autor artykułu: MARIANNA LACH

Braterstwo na murawie

July 5th, 2002

Piłkarska drużyna z Pszowa awansowała do czwartej ligi. Jest to tym większe osiągnięcie, że zespół Górnika Pszów gra w obecnym składzie dopiero trzeci sezon. Średnia wieku zawodników wynosi dwadzieścia lat. – Siłą tego zespołu są właśnie młody wiek i entuzjazm – uważa Tomasz Gajewski, trener klubowy. – Chłopców nie trzeba namawiać do treningu, oni garną się do piłki. Chcą nawet jeszcze więcej trenować, niż się tego od nich wymaga. Oby tak to zostało.

Pszowska drużyna jest niezwykle skonsolidowana. W zespole nie ma podziału na lepszych i gorszych. To pewnie dlatego, że zawodnicy są mieszkańcami Pszowa i zarazem wychowankami macierzystego klubu. Znają się ze szkoły i z własnych podwórek. Miejski stadion traktują niemal jak swój dom. Spędzają tutaj każdą wolną chwilę. Co ciekawe, piłkarze Górnika Pszów poświęcają się nie tylko sportowej pasji, ale chętnie pracują także na boisku fizycznie. Porządkują płytę, zaznaczają linie. Przykład daje im sam trener Gajewski, który m.in. rozsypuje nawozy na murawie.

- W klubie panuje świetna atmosfera – chwali swój zespół szkoleniowiec. – Chłopcy są pracowici i bardzo zdyscpylinowani. Świadczy o tym fakt, że za cały miniony sezon otrzymali zaledwie dziewięć żółtych kartek.
Trener dumny jest ze swoich podpiecznych także z innego powodu. Młodzi piłkarze potwierdzili już swoją klasę, a jednak żaden z nich nie chce na razie odchodzić do drużyny rozgrywającej w wyższej lidze. – Nie chcą się indywidualnie wybijać. Chcą osiągać sukcesy razem, wraz ze swoim zespołem – dodaje Tomasz Gajewski.

Pszowskim zawodnikom jest jednak czasem przykro podczas meczów na własnym boisku, kiedy zamiast zasłużonych pochwał, ze strony kibiców sypią się nieraz słowa zgryźliwej krytyki. Jest to prawdopodobnie pozostałość po rozczarowniu sprzed trzech lat. Wtedy to pszowski zespół został wycofany z rozgrywek trzecioligowych. Poprzednia drużyna się rozpadła i trzeba było wszystko zaczynać od nowa.

Obecni seniorzy są wychowankami Andrzeja Bobera, Grzegorza Millera, Adama Kubicy i Henryka Bluszcza (aktualnego trenera pszowskich trampkarzy). W 28 meczach, jakie KS Górnik Pszów rozegrał w minionym sezonie wiosenno-jesiennym, ekipa zdobyła łącznie 72 punkty. Nad wicemistrzem okręgówki, Polonią Marklowice, miała 13 punktów przewagi. O wysokich umiejętnościach zespołu świadczy też fakt, że pszowianie strzelili aż 111 bramek, a stracili tylko 17. Zwyciężyli w 23 meczach, trzy zremisowali, a tylko dwa przegrali. Królem strzelców został kapitan drużyny Dariusz Mańka, który do bramki przeciwnika oddał 47 celnych strzałów. Kolejne miejsca w tej klasyfikacji zajęli Krzysztof Dziwisz (17 bramek) i Łukasz Glenc (15 bramek).

Początki pszowskiego klubu sięgają lat dwudziestych minionego wieku. Zmieniał nazwy na Unię, Powstańców, Strzelców i Polonię. W 1951 roku, po połączeniu z klubem Spójnia Krzyżkowice, powstał Górnik Pszów. Trenowali tutaj m.in. hokeiści (sekcja grała nawet w drugiej lidze) dżudocy oraz ciężarowcy. Pszów miał także doskonałą sekcję bokserską, z której wywodziła się polska czołówka w tej dyscyplinie. Pszowianie występowali w reprezentacji Polski.
Nie mniejsze sukcesy Górnik Pszów odnosił w piłce nożnej. Po awansie do okręgówki w sezonie 1986/87 zespół szedł jak burza i co sezon awansował. W 1991/92 roku ekipa występowała już w drugiej lidze i zajęła w tabeli czwarte miejsce.

Obecnie klub sportowy Górnik Pszów działa na zasadach stowarzyszenia. Jego dyrektorem jest Leon Bajer, a prezesem zarządu Ernestyn Kubek, dyrektor kopalni “Anna”. Stanowisko wiceprezesa ds. piłki nożnej zajmuje Jan Kasprowicz. W zarządzie zasiadają też Józef Cegiełka, Andrzej Korbica oraz Henryk Piejak. Drużynę trenuje Tomasz Gajewski, kilka lat temu rozgrywający w drugoligowych zespołach Odry Wodzisław oraz Naprzód Rydułtowy.

Autor artykułu: IZA SALAMON

Lewe papiery notorycznej oszustki

July 5th, 2002

45-letnia kobieta, podająca się za prokuratora Prokuratury Rejonowej w Wodzisławiu, nachodziła kioski “Ruchu”. Pokazywała pracownikom nakazy przeszukania oraz odpowiedni identyfikator. Na plakietce widniały jej zdjęcie, pieczątka oraz imię i nazwisko. – Oszustka żądała od sprzedawczyń wydania kart telefonii komórkowej – podaje prokuratura. – Tłumaczyła, że prowadzi śledztwo w sprawie “fałszywek” i karty te są jej potrzebne jako dowody rzeczowe.

Kobieta podająca się za Ewę Pląsa oszukała najpierw kiosk przy ulicy 26 Marca. Pod pozorem rzekomego przeszukania wyłudziła towar wartości 1406 zł. W podobny sposób wyłudziła 306 zł w kiosku radlińskim. Jedna z kioskarek zadzwoniła jednak do prokuratury. Tam usłyszała, że nie pracuje tu osoba o podanym nazwisku. Prokuratura wraz z wodzisławską policją wszczęły poszukiwania i zatrzymały podejrzaną. Okazała się nią znana już stróżom prawa 45-letnia mieszkanka Zebrzydowic.

Oszustka ma na sumieniu kilka podobnych spraw, została nawet skazana przez sąd w Krakowie. Wyrok w zawieszeniu nie przeszkodził jej w popełnieniu kolejnych przestępstw. W kwietniu tego roku wodzisławska prokuratura oskarżyła ją o sfałszowanie zaświadczenia o zatrudnieniu. Na tym dokumencie sprawczyni występowała jako Ewa Górecka. “Pomagał” jej mąż, który posłużył się fałszywym dokumentem w sklepie ze sprzętem artykułów gospodarstwa domowego. Chciał kupić sprzęt muzyczny wartości 1700 złotych.

Oskarżeni w tej sprawie zostali też właściciel i pracownik jednej z jastrzębskich firm, którzy podrobili zaświadczenie. W czasie, kiedy w prokuraturze toczyło się już postępowanie, zebrzydowiczanka dopuściła się kolejnego oszustwa. Tym razem przyszła do jednego ze sklepów i przedstawiła się jako pracownica domu dziecka. Pokazała czek na kwotę 3 tysięcy zł i zakupiła ubrania, rzekomo dla podpiecznych placówki.

Prokuratura sprawdziła, w jaki sposób podejrzana sfałszowała dokumenty oraz pieczątkę Prokuratury Rejonowej w Wodzisławiu. – Okazało się, że podczas prowadzenia spraw o wyłudzenie kobieta otrzymywała druki jako strona – wyjaśniają wodzisławscy prokuratorzy. – Usunęła z tych formularzy napisy i wykorzystała do dokonania oszustwa. Pieczątkę skopiowała z korespondencji prokuratorskiej.
Sprawczyni przebywa w areszcie tymczasowym. Prokuratura zarzuca jej m.in. wyłudzenie mienia o wartości 7 tys. złotych. Kobiecie grozi do ośmiu lat więzienia. Mieszkanka Zebrzydowic przyznała się do winy. Tłumaczyła, że pieniądze ze sprzedaży towaru przeznaczała na utrzymanie swojej rodziny. Wychowuje dwoje dzieci w wieku 12 i 14 lat.

Autor artykułu: (isa)

Zboże dla Afryki

July 4th, 2002

Prawie 300 tys. złotych zebrano przed kościołami Archidiecezji Katowickiej w niedziele 23 i 30 czerwca na wykup nadwyżek zboża od polskich rolników. Ziarno trafi do głodujących w Afryce. Wierni odpowiedzieli na apel metropolity katowickiego abp. Damiana Zimonia, który zwrócił się o ,konkretny czyn, aby zaradzić ludzkiej biedzie”. Wkrótce podobne zbiórki odbędą się także w innych diecezjach.

Akcję wykupu i transportu zboża prowadzi Caritas Polska, ale współpracę deklaruje także Polski Czerwony Krzyż i Polska Akcja Humanitarna. Organizatorzy liczą, że zboże dojedzie do Afryki jeszcze przed końcem wakacji. Czekają na ustawę, która umożliwi przekazanie polskiego zboża głodującym. Caritas ma nadzieję, że zboże wykupi Agencja Rynku Rolnego, natomiast pieniądze z datków sfinansują jego transport na Czarny Kontynent.

Autor artykułu: (gkm)